
Obie drużyny zaprezentowały się nam bez kluczowych graczy. W zespole mistrza Polski zabrakło Bartosza Kurka i Mariusza Wlazłego. W Częstochowie nie zobaczyliśmy natomiast Fabiana Drzyzgi oraz Łukasza Wiśniewskiego.
Premierowa część rozpoczęła się lepiej dla gości. Od krótkiej z środka w wykonaniu Karola Kłosa, poprzez pajpy Cupkovicia Skra powiększała swoje prowadzenie. Pierwsza przerwa techniczna to 8:6 dla przyjezdnych. Kolejne akcje nadal wygrywali goście. Przy stanie 8:6 punkt bezpośrednio z zagrywki zdobył Atanasijevic, chwilę później Cupkovic.
Niewykorzystane i przede wszystkim nieskuteczne ataki akademików dały Skrze pięciopunktowe prowadzenie 14:9. Na drugą przerwę bełchatowianie zdobyli jeszcze 2 punkty, natomiast Tytan AZS zero (16:9). Trener Częstochowy Marek Kardos musiał zdecydować się na zmianę atakującego.
Końcówka seta nie przyniosła jednak znaczących zmian w grze gospodarzy. Za to gra mistrzów Polski od pierwszego punktu do 25 przebiegła w fantastycznym tempie. Wygrali tę partię 25:16.
Na drugi set częstochowianie wyszli bardziej skoncentrowani i zdecydowani niż poprzednio - było to widać przy ich znacznym prowadzeniu na początku tej partii 6:3. Co by to byli za mistrzowie Polski, gdyby w szybkim tempie nie odrobili dzielących ich od przeciwnika punktów... Doprowadzili do remisu 7:7.
Na pierwszą przerwę techniczną, dzięki wykorzystanej przez środkowego PGE Karola Kłosa piłce, schodzili z punktem przewagi 8:7. Od wznowienia gry walka na boisku toczyła się punkt za punkt. Przy stanie 10:10 dwoma skutecznymi blokami popisał się Dawid Murek. Następnie kolejne oczko do punktacji dorzucił swoją zagrywką Adrian Hunek (13:10).
(Aleksandra Lewenhaupt)