Facebook Google+ Twitter

Tytuł był w ich nogach, czyli rękach...

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-05-24 11:44

Po przedostatniej kolejce ekstraklasy mamy 99 procentową pewność, co do zdobywcy mistrzostwa Polski.

Tylko kataklizm mógłby pozbawić podopiecznych Macieja Skorży drugiego z rzędu, a siódmego w ciągu ostatniej dekady tytułu. Ja jednak zachodzę w GŁOWĘ, jak określić zjawisko, które o takim stanie rzeczy zdecydowało.

Bo oto zaistniała sytuacja wyklarowała się po serii zagrań rodem z siatkarskich czy koszykarskich parkietów. Wszelkiej maści kozły i zbicia sprawiły, że Legia szans na mistrza już nie ma, Lech ma iluzoryczne, a w Krakowie już mogą zacząć mrozić szampany. Trochę tylko szkoda, że o tym, kto będzie najlepszą drużyną w kraju w PIŁCE KOPANEJ zdecydowały RĘCE, zwane też KOŃCZYNAMI GÓRNYMI, które to KOŃCZYNY powinny być w tej grze odpowiedzialne co najwyżej za koordynację ruchową, ewentualnie wyrzucenie piłki zza linii bocznej.

Najlepszym potwierdzeniem tej tezy są oczywiście sytuacje, po których padały bramki. Legia pewnie dowiozłaby zwycięstwo i wciąż liczyłaby się w walce o tytuł, gdyby Gancarczyk, przyjmując piłkę przed strzeleniem gola, nie pomógł sobie RĘKĄ.

Lech z tej walki by odpadł, pod warunkiem, że arbiter podniósłby - a jakże, RĘKĘ - i zasygnalizował głównemu, że Stilić RĘKĄ piłkę zatrzymał, aby podać do Lewandowskiego i za chwilę wspólnie z nim oraz Rengifo cieszyć się z trzeciej, wyrównującej bramki.

Nie lepiej było w Gdańsku. Pierwszy gol dla Lechii to w dużej mierze efekt rykoszetu od DŁONI Zabłockiego, który w siatkarskim stylu strącił futbolówkę wprost pod nogi Buzały, a ten wpakował ją do siatki.

RĄK, które setnie przyczyniły się do sobotnich rozstrzygnięć było jednak więcej. W wypaczaniu wyników brała nawet udział sama BOŻA RĘKA, która pokierowała piłkę przetaczającą się pod butem Mariusza Pawełka na słupek, tak, że bramkarz Wisły mógł futbolówkę spokojnie złapać w RĘCE. Gdyby nie to, krakowianie mogliby się nie otrząsnąć, a lechiści nie dać sobie wydrzeć dwubramkowej przewagi.

Do tego wszystkiego wmieszał się jeszcze nos - trenerski nos Skorży, który posłał w bój rezerwowego Łobodzińskiego, a ten strzelił dwa gole, dające Białej Gwieździe zwycięstwo. I gdybym tego na własne OCZY nie widział, to w GŁOWIE by mi się nie pomieściło, że w PIŁCE NOŻNEJ tak mało może zależeć od NÓG.

Autor: Marcin Ostajewski
Wpis ukazał się również na moich blogach: www.wpilkekopane.redakcja.pl oraz www.wpilkekopane.blox.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.