Facebook Google+ Twitter

Tytuł formalny czy honorowy - co za różnica?

Kiedy tylko na scenie politycznej, czy w mediach pojawia się profesor Bartoszewski, stada forumowych anonimów wulgarnie zarzucają mu brak formalnego tytułu.

Przed wielu laty pojechałem z moją przyjaciółką, świeżo obronioną doktor nauk technicznych, na wakacje na wieś. Żartobliwie zwracaliśmy się do siebie - "szanowna pani doktor" i "drogi magistrze". Gospodyni, u której wynajmowaliśmy kwaterę rozgłosiła po wsi, ze zjechali do niej na letniaki - lekarka i aptekarz. W tamtych latach to była wyjątkowa okazja dla mieszkańców; do ośrodka zdrowia kilkadziesiąt kilometrów, czasu na dojazdy zawsze brakuje, a tu jak z nieba tacy fachowcy i to z samej Warszawy.

Nieświadomi niczego, nie zwracaliśmy początkowo uwagi na liczne wypowiedzi o stanie swego zdrowia, wygłaszane przez gospodynię, jej rodzinę oraz przypadkowo napotkanych mieszkańców. Na delikatne i zawoalowane prośby o poradę odpowiadaliśmy w miarę swej skromnej i całkowicie teoretycznej wiedzy. Po pewnym czasie jednak do naszej gospodyni zaczęli zgłaszać się potencjalni pacjenci z widocznymi schorzeniami. Przerażeni odmówiliśmy wszelkiej pomocy, kierując wszystkich i namawiając na wizytę u lekarza. Wtedy usłyszeliśmy: "a co to za dochtorka, co się na wrzodach nie zna, a ten pigularz nawet maści przyłożyć nie umie". Wyjeżdżaliśmy z bardzo miłej zresztą wioski z poczuciem jakbyśmy kogoś rozmyślnie oszukali. Prawdopodobnie mieszkańcy wzięli nas za zadzierających nosa i pragnących chwalić się nieposiadanymi tytułami mieszczuchów. Nasze tłumaczenia, że przyjaciółka jest doktorem, ale od inżynierii sanitarnej, a ja antropologiem kultury, nikogo nie przekonały.

Podobnie ma się sprawa z profesorem Władysławem Bartoszewskim. Ten wybitny i niezwykle zasłużony dla Polski historyk, polityk i działacz społeczny nie ma dyplomu ukończenia studiów wyższych. Ale nie ma go nie dlatego, że jest głupi, albo mu się napisać pracy magisterskiej nie chciało, jak to u pewnych spin doktorów dziś w modzie, tylko mu na to wpierw naziści, a potem komuniści nie pozwolili.

Maturę zdał w 1939. Od października 1941 do początku 1944 studiował polonistykę na tajnym Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. W grudniu 1948 został przyjęty na trzeci rok polonistyki na Wydziale Humanistycznym UW. Studia zostały przerwane aresztowaniem w grudniu 1949 i pięcioletnim pobytem w więzieniu. W listopadzie 1958 został przyjęty na studia polonistyczne na Wydziale Filologicznym UW w trybie eksternistycznym. Złożył na ręce prof. Juliana Krzyżanowskiego pracę magisterską, jednak decyzją rektora UW został w październiku 1962 skreślony z listy studentów. Posiada jednak nieformalny, honorowy tytuł profesorski nadany mu decyzją rządu Bawarii, gdzie wykładał na uniwersytetach w latach 1983-1990.

Wielokrotnie na forach internetowych, przeciwnicy profesora Bartoszewskiego oceniają go negatywnie z powodu tego, iż jego tytuł profesorski nie jest taki, jak np. panów Kaczyńskich, tzn. podparty politycznie i merytorycznie zgodnymi z zasadami marksizmu-leninizmu i ideologią socjalistyczną pracami naukowymi. Piszą, że nie wypromował odpowiedniej liczby, miernych doktorantów, a wreszcie, że nie podlizywał się władzy o niepodważalnie należne mu zaszczyty. Profesor działał, walczył z komuną, pracował na rzecz porozumienia międzynarodowego, pisał i publikował. Lista jego dokonań na patriotycznej niwie jest ogromna. Dlatego myślę, że wyśmiewanie i deprecjonowanie jego osoby z powodu luk w formalnym wykształceniu jest nikczemnością. A tytuł profesora jest - podobnie jak doktora - przypisany nie tylko do jednego znaczenia. Do dziś gdy spotykam mych nauczycieli z liceum im. B. Prusa, z sentymentem nazywam ich profesorami, mimo że nie wszyscy mieli tytuł magistra.

Myślę, że podważanie czyichś praw do tytułów, choćby nawet nieformalnych i czysto honorowych, wynika z własnego bardzo niskiego poczucia wartości, zawiści i znakomicie wyhodowanego przez komunę konfliktu: inteligent – robol z podstawówką. A czy ważniejsza jest pięknie i godnie zapisana karta własnego życiorysu, czy wątpliwy tytuł profesorski, nadany na podstawie wyśmiewanych później po Kozłówkach marksistowskich tez, osądźcie sami.
Paweł Ilecki [tylko magister]

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Zastanawiam się czemu tak ważne dla wielu jest formalne wyksztalcenie Pana Profesora Bartoszewskiego. Dlaczego nie potrafia mu darować tego, że reczywiście może nie posiada statusu i tytulu akademickiego. Ale czy nie wystaczy samo uznanie zwyczajowego tytulu "profesor" wobec tych nauczycieli i wychowacow, ktorych sznujemy i cenimy. Dlaczego per "Panie Profesorze" możemy zwracaś się do naszyyhch nauczycieli z lat licealnych a do Pana Profesora Bartoszewskiego nie wolno. Małostkowośc, czepliwość, zajadlośc, podbarwiona sympatiami politycznymi zwolenników pewnej opcji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dokumentu? W Polsce jest tytuł profesora belwederskiego. zwyczajnego i nadzwyczajnego. Przy czym ten pierwszy jest lepszy od drugiego. Natomiast Profesor uniwersytecki, to osoba będęca na etacie profesorskim. Ma też pewnego rodzaju dokument. O ile mi wiadomo. Wł. Bartoszewski przez wiele lat był wykładowca na etacie profesora na którymś Uniwerku w Nieczech.(nie chce mi sie szukać szczegółów).
Zatem jako nauczyciel uniwersytecki i wykładowca uniwersytecki jest profesorem. Nie za zasługi naukowe, lecz nauczycielskie i wykładowcze. Byłego prezydenta też tytułuje sie prezedyntem. tak Wł .Bartoszewskiego, byłego profesora Uniwrsytetu , tytułujemy z szacunku dla niego. nadal profesorem. O ile chcemy, bo obowiązku nie mamy. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam sie z Autorem i obydwoma Paniami : Deprecjonowanie osoby prof.Bartoszewskiego z racji braku dokumentu, wobec zaszłości w Jego życiorysie, faktycznej wiedzy i zasług - jest zwyczajnym kundlizmem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.05.2009 11:44

Wiele razy, już choćby na forum w24 mówiło się o tym, że przychodzą do pracy młodzi ludzie z formalnymi, jak najbardziej, dyplomami, ale ich poziom - poczynając od ortografii na wiedzy ogólnej kończąc - jest często zdumiewający ;)
Czepianie się Bartoszewskiego rzeczywiście chyba świadczy o kompleksach.
A co do wykształcenia Kaczyńskich - to wszyscy uczyliśmy się w takich szkołach jakie były. Dodam, że z dostępem do studiów wyższych wcale nie było dobrze, a w szczególnych przypadkach zupełnie źle, jak widzimy właśnie na przykładzie profesora Bartoszewskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Pawle, to bardzo dobrze, że bierze Pan w obronę niewątpliwy autorytet jakim jest prof. Bartoszewski. Rzecz oczywista, że nie tytuł stanowi o wartości człowieka , tylko on sam. Profesor żył w czasach trudnych, w których inne sprawy stawały się priorytetami, nie tytuły. Całkowicie zgadzam się z Pana oburzeniem na zachowanie niektórych piszących o profesorze.
Jednak na tym dobrym tekście jest rysa - " iż jego tytuł profesorski nie jest taki, jak np. panów Kaczyńskich, tzn. podparty politycznie i merytorycznie zgodnymi z zasadami marksizmu-leninizmu i ideologią socjalistyczną pracami naukowymi." Robi Pan to samo , co inni w stosunku do pana Bartoszewskiego. Jeżeli podany w Pana profilu wiek , jest prawdziwy to pan też zdobył swoje magisterium w okresie wszechobecnej ideologii socjalistycznej. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.