Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

39036 miejsce

Tytuł w tytule

Czymże jest nagłówek Jak się masz, Kościele, jak się masz? – To nawiązanie do bardzo popularnego przeboju sprzed lat Jak się masz, kochanie, jak się masz.

Jak się masz, Kościele, jak się masz — pod takim tytułem ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” — poświęcony sytuacji Kościoła we współczesnym świecie — wywiad z kardynałem Barbarinem, arcybiskupem Lyonu i tytularnym prymasem Galii. Przytoczona konstrukcja to znamienne w najwyższym stopniu potwierdzenie oddziaływania kultury masowej nawet na tak elitarny krąg użytkowników polszczyzny, jakimi są niewątpliwie redaktorzy krakowskiego czasopisma i jego czytelnicy.


Bo czymże jest nagłówek Jak się masz, Kościele, jak się masz? – To nawiązanie do bardzo popularnego przeboju sprzed lat Jak się masz, kochanie, jak się masz. Kiedy w „Rozprawach Komisji Językowej Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego” z roku 1981 zamieściłem artykuł pt. Tytuł w tytule jako środek stylistyczny, wśród kilkudziesięciu przykładów znalazł się nagłówek z ówczesnego „Słowa Polskiego”: Jak się masz, kochanie, czyli nocne życie Wrocławia.

Nazwałem go parafrazą dopełniającą, bo – oczywiście – nawiązującą do konstrukcji prymarnej – piosenki Jak się masz, kochanie, ale i rozwijającą ją o uściślające wyrażenie, czyli nocne życie Wrocławia. Czy mogłem wtedy przypuszczać, że na fali aż nadto wyraźnej potocyzacji stylu doczekam się kolejnej jego trawestacji, w której człon kochanie zostanie wymieniony na... Kościele?


W dwa dni później dotarła do moich uszu wypowiedź, którą jeszcze bardziej byłbym skłonny oceniać w kategoriach stylistycznej rewolucji. Oto przed powtórkową emisją jednego z odcinków mojej telewizyjnej „Ojczyzny polszczyzny” obejrzałem w „Polonii” reportaż ze zjazdu młodzieży ewangelickiej. Przytoczono w nim obszerne fragmenty powitalnego kazania. Młody duszpasterz przekonywał swoich słuchaczy: „Musicie być full time z Chrystusem. Musicie być full time dla Chrystusa”.
Przyzwyczaiłem się już do wypowiedzi – najmłodszych zwłaszcza rodaków – typu było full ludzi, mam full roboty, zeszło się full kumpli (z full użytym w znaczeniu „bardzo dużo”) czy stadion był full (czyli „pełny, wypełniony po brzegi”).

Przyzwyczaiłem się, bo w ogóle w ich języku to właśnie angielskie przerywniki leksykalne cieszą się największym wzięciem. Nie spodziewałem się jednak, że tej modzie tak szybko ulegnie Kościół – instytucja niejako ex definitione konserwatywna, zwykle niespiesząca się z puszczaniem w obieg komunikacyjny wyrazów modnych, związanych z kręgiem szeroko pojętej kultury masowej, kultury popularnej. Tymczasem doczekałem się księżowskiego apelu o bycie przez cały czas (pełny czas) z Chrystusem i dla Chrystusa, tyle że wyrażonego nie polską zbitką wyrazową, lecz angielską – full time. W zestawieniu z Chrystusem ludzi w moim wieku musi ona zaskakiwać, a może i szokować. Młodzi pewnie już jej nie odbierają w kategoriach frazeologicznego szoku. Bo i w języku obowiązuje przecież pokoleniowa zmiana warty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

+:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Full time z Chrystusem;-))) o jezu... ale numer ;-) czyli ten młody duszpasterz miał tak zwane light z ang ;) przeróbka na polski SLANG, lajtowe:) podejście do sprawy edukacji swych owieczek ;-) albo owieczki były trudną młodzierzą ;-) pozdrawiam Panie profesorze :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.