Facebook Google+ Twitter

Uaaa Liberatory dwa (albo trzy)

Gdy rok temu świat obiegła wieść o wydrukowaniu pistoletu za pomocą drukarki 3D mało kto zwrócił uwagę na to, że pistolet ten odwoływał się do historycznie ciekawej konstrukcji.

Gdy w zeszłym roku świat obiegła wieść o wydrukowaniu pistoletu w drukarce 3D, mało kto u nas zauważył, że jego nazwa była zupełnie nieprzypadkowa. Plastikowy pistolet nie tylko nawiązywał do modelu który już istniał, ale wręcz idealnie wpasował się w jego konwencję. Bo zarówno w przypadku oryginału, jak i współczesnej kopii najważniejsze było, by zagrać na nosie władzom. Z tym. że w 1942 r. chodziło o władze okupacyjne. Aha, i oryginały były dużo tańsze.

Liberator / Fot. US Army Niektóre źródła (czytaj Wikipedia) twierdzą, że Liberatora wymyślił polski attaché wojskowy w 1942. I bynajmniej nie chodzi o konstrukcję, ale o samą idee pistoletu tak prostego, by brytyjski Sten (o którym napiszę później) wyglądał przy nim niczym szwajcarski zegarek przy sowieckim cepie. Również należało zapomnieć o brytyjskiej rozrzutności. Te 10$ które Churchil wydawał na jednego Stena miało pozwolić na wyprodukowanie 4 Liberatorów. Natomiast nikomu nie zależało przy tym na ergonomii czy celności. Podstawowe założenie było jeszcze prostsze niż konstrukcja Liberatora: jak najtaniej zrzucić jak najwięcej pistoletów na terytorium okupowanym, tylko po to, by pomimo ścisłej hitlerowskiej polityki "gun control" każdy niemiecki żołnierz mógł poczuć się niczym Jarosław Kuźniar rozmyślający nad programem Korwina Mikke.

Obsługa Liberatora nie należała do najprostszych. Przede wszystkim był to pistolet jednostrzałowy. Tam gdzie zwykle pistolet ma magazynek Liberator miał skrytkę na luźno latającą amunicję (10 szt). Co więcej projektanci całkowicie odpuścili sobie jakiekolwiek ułatwienia typu "automatyczne wyrzucanie łusek" - potencjalny Francuz, po zastrzeleniu Niemca który się spojrzał na niego krzywo, musiał wziąć ołówek czy inny pobojczyk i ręcznie wybić łuskę z komory. Gdyby nie wiedział jak, to w komplecie z pistoletem była instrukcja obsługi stanowiąca chyba inspirację do "małpich rysunków" znanych z sieci Ikea. Ponadto postanowiono oszczędzić na takich fanaberiach jak gwintowanie lufy, co skróciło skuteczny zasięg Liberatora do ok. 15 m. Wszystko to razem sprawiało, że w zasadzie wartość bojowa pistoletu była bliska zeru i jedyny efekt jaki mógł on przynieść był czysto psychologiczny.Instrukcja obsługi Liberatora / Fot. US Army

Jednakże i tego nie dane mu było dokonać, gdyż głównodowodzący siłami aliantów w Europie gen Dwight D. Eisenhower widział lepsze zastosowania dla samolotów niż zarzucanie Francuzów byle jakimi pistoletami, w związku z tym zatwierdził zrzuty zaledwie 25 000 pistoletów (na 500 000 którymi dysponował). Równie entuzjastyczni dla projektu byli generałowie Joseph Stillwell i Douglas MacArthur, którzy dysponując tą samą liczbą Liberatorów co Eisenhower, zwrócili 450 000 z nich do Biura Służb Strategicznych (OSS). Koniec końców nie mamy żadnych informacji na temat używania Liberatorów przez ruch oporu we Francji, kilka doniesień o używaniu ich w Grecji, wiemy o 100 000 które trafiły do Chin i o niewielkich ilościach zrzucanych Filipińczykom.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Świetny artykuł, tylko tytuł fanzinowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.