Facebook Google+ Twitter

Uciec rozpaczy - "Dzienniki i wspomnienia" Anny Iwaszkiewiczowej

Uderzającą cechą "Dzienników" Iwaszkiewiczowej jest ich głęboki, podskórny dramatyzm. W zapiskach z lat 1915 - 1951 otrzymujemy nie tylko świadectwo burzliwych czasów, ale - co ciekawsze - portret osoby szalenie wrażliwej i niespełnionej.

zdjęcie okładki / Fot. .Dodajmy: portret niepełny, fragmentaryczny, w którym to, co istotne i bolesne, często zostaje niedopowiedziane, nienazwane czy wręcz przemilczane. Tak jest m.in. z matką Anny - Jadwigą Stankiewiczówną, której (po rozwodzie z ojcem Anny) zabroniono kontaktów z (dwuletnią wówczas) córką. Jedyną zresztą wzmianką o matce jest dramatyczna w swej wymowie notatka z 19 marca 1926 roku: "[...]Dziwnym zbiegiem okoliczności na rogu placu Trzech Krzyży spotkałam moją matkę, tę dziwną kobietę, której stosunku do mnie nigdy nie mogłam zrozumieć. Nie widziała mnie zresztą i tak minęłyśmy się w ciemności, dalekie sobie jak zawsze".

I ani słowa więcej... Znamienne, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, jak bardzo ważna dla samej Anny jest kwestia macierzyństwa i jej relacja z własnymi córkami.

"Dziennikom", mimo że wiele w nich spraw przemilczanych (m.in kwestia homoseksualizmu Jarosława Iwaszkiewicza, o którym Anna zresztą wiedziała* ), nie można odmówić jednego - są naprawdę dramatycznym zapisem autentycznego cierpienia, wewnętrznego rozdarcia, (nie tylko) twórczej niemocy: "[...]W ogóle sądzę, że wszystkie wielkie, głębokie umysły przeżywały tę samą tragedię niewspółmierności zamysłów i pragnień z możnością wykonania ich. I jakaż musi być ich męka, jeżeli zwykli ludzie, jeżeli taka przeciętna kobieta jak ja wiecznie żyję tą udręką. Mam wrażenie, wiem nawet na pewno, że mogłabym być czymś więcej, więcej rozwinąć się duchowo, udoskonalić. Tak strasznie kurczą się te wszystkie projekty, gdy przyjdzie do wprowadzenia ich w życie. Ostatecznie nic z siebie nie dałam".

W tej notatce z 24 października 1923 roku zamyka się właściwie cały tragizm Iwaszkiewiczowej - nie tylko jej rozpaczliwa potrzeba przeżywania sztuki i bolesna niemoc twórcza. Jest tu coś więcej, coś co towarzyszy Annie od czasu jej wielkiego duchowego przełomu**: pragnienie ideału i dążenie do sacrum przy jednoczesnej świadomości upadku, grzechu i towarzyszącym im poczuciu winy. Lekarstwem na rozpacz może okazać się kontemplowanie piękna przyrody, muzyka (o której Iwaszkiewiczowa pisze pięknie i z dużym znawstwem), wreszcie macierzyństwo. Ale są to tylko chwilowe radości, krótkotrwałe zachwyty, które nie przesłonią bolesnej prawdy, że "w swej najistotniejszej głębi człowiek zawsze jest samotny" (wpis z 11 grudnia 1926 roku). Religijność Iwaszkiewiczowej, w gruncie rzeczy bardzo rygorystyczna i nosząca ślady mistycyzmu, jest nieodłącznym komponentem "Dzienników".

Co ciekawe, nawet w trudnych powojennych czasach Iwaszkiewiczowa naiwnie wierzy w budowę nowej rzeczywistości, opartej na nazwijmy to "katolickim komunizmie": "[...]Przyszłość nie tylko Polski, ale i świata leży, moim zdaniem, na współpracy komunistów z katolikami [...] Ach, dlaczegóż tak mało ludzi rozumie, że na pewno Chrystus, gdyby raz jeszcze był na ziemi, to nie stanąłby po stronie wielkiego kapitału i przemysłu wojennego..." (22 stycznia 1947)

Ale "Dzienniki" nie są jedynie polem zmagań Iwaszkiewiczowej z własnymi lękami i słabościami. Stanowią również cenny dokument epoki i to tym cenniejszy, iż pisany z perspektywy osoby znajdującej się blisko centrum wydarzeń. Mamy więc przedwojenną Warszawę z jej atmosferą artystycznych eksperymentów i skandali, portrety najwybitniejszych twórców międzywojnia - często bliskich znajomych Iwaszkiewiczów; traumatyczne wspomnienia czasów okupacji i wreszcie codzienne zmagania z nową, powojenną rzeczywistością. A wszystko to przefiltrowane przez pamięć i wyobraźnię osoby bardzo wrażliwej i kruchej, próbującej nadać wszystkim zdarzeniom wyższy porządek i sens.

Na koniec dodam, że do wydania dzienników dołączono cztery wspomnienia: "Kiepura w Kopenhadze" (zdradzający reporterskie zacięcie Iwaszkiewiczowej), "O Karolu Szymanowskim", "Moje Fontainebleau" (esej o ukochanej Ustce, gdzie Iwaszkiewiczowa przez kilka lat spędzała letnie miesiące) oraz "Zakopane".

Polecam!

*Być może w bardzo zawoalowany sposób o homoseksualizmie Jarosława pisze w notatce z 11 grudnia 1926 roku: [...]Bolesnym jest dla mnie, że Jarosław z powodu swej słabości wewnętrznej potrzebuje i może, nie przyznając się sam nawet przed sobą - pragnie zrozumienia, nawet może pewnego współczucia dla tego stanu zgnębienia, zdenerwowania, ale niestety własna słabość jego jest przyczyną wszystkich rzeczy, które go dręczą[...] Nie piszę tu nigdy o tych rzeczach [...] bo któż może zaręczyć, że kiedyś nie wpadnie ten kajet komuś w ręce?

**Przełom duchowy Iwaszkiewiczowej miał dokonać się w Moskwie wiosną 1917 roku podczas koncertu "Ekstazy" Aleksandra Skriabina

Anna Iwaszkiewiczowa
Dzienniki i wspomnienia
Do druku podała Maria Iwaszkiewicz
Opracował, przypisami opatrzył i indeks sporządził Paweł Kądziela
Czytelnik, Warszawa 2012

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.