Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13994 miejsce

"Uczta Baltazara" Brezy to lekcja patriotyzmu. Recenzja

Ta książka stała kilkadziesiąt lat na półce w kredensie u mojej mamy. Zanim doczekała się, iż przy okazji kolejnych odwiedzin w Schwarzwaldzie, dopadły ją moje oczy. I nie puściły, aż książki nie przeczytałem do końca.

Porywanie się na stare książki, te niechciane, niekochane, jest jak "wehikuł czasu" w przeszłość dalszą lub bliższą. Tutaj akurat, do Warszawy i okolic lat bezpośrednio po II wojnie światowej. Do świeżo odbudowywanej z gruzów stolicy, albo już pod koniec książki, do portu morskiego w Oliksnie. Odbudowywanego pod batutą kapitana Birkuta i bosmana Czeczugi. Tak na lądzie jak i pod wodą.

A wszystko zaczęło się od przyjazdu młodego Andrzeja z ziemi obcej na rumowiska, nie tylko miasta Warszawy, ale i jego krewnych i rodziny. Andrzej na polecenie rodziny Lewartów, którzy przed wojną mieli zakłady fabryczne w mieście, ma odszukać i przywieźć obraz weneckiego mistrza Veronese "Uczta Baltazara". Ale nie znajduje go w ukryciu, gdzie złożył obraz za czasów okupacji...

Marnotrawny syn powraca na łono rodziny. Spotyka się z matką i z siostrami Tosią i Wandą, w końcu także z Joanną, która jako sławna tancerka, także powróciła do ruin Warszawy z Paryża.

Prof. Cichorski na Uniwersytecie Hamburskim zajęcia z literatury i gramatyki języka polskiego, prowadził jako "dodatkowe". Językiem zasadniczym na slawistyce, był język rosyjski. Dzisiaj jest inaczej... każdy język ma swoją katedrę. I słyszałem nawet słowa oburzenia, że kiedyś mogło być inaczej!

W latach 70. na slawistyce byliśmy dumni, że udało nam się przekonać i miasto Hamburg, i uczelnię, ażeby posyłać co semestr nowych studentów na naukę języka rosyjskiego do Uniwersytetu Leningradzkiego, partnera naszej uczelni. Nie chcieliśmy być gorsi od Anglistów lub studentów języka francuskiego, czy hiszpańskiego, albo włoskiego...

Cichorski, ze swoją akowską przeszłością, patrzył na mnie z ukosa; nauka języka polskiego u niego nie należała do przyjemności... Nie obeszło się bez śmichów, chichów... Ale i dla Andrzeja Uriaszewicza z książki Tadeusza Brezy, jako na przybysza "z Zachodu", patrzono z ukosa! Wiele pozapominałem z tamtych sztubackich lat, dlatego pytanie: Dlaczego właśnie ta książka miałaby być "lekturą obowiązkową", jest dla mnie nadal bardzo żywe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Przestrzeń kulturowa lat 70-tych nie dzieliła się na "dobro i zło", tak jak się próbuje to nam dzisiaj wmówić. Widocznie Pan Wałęsa nigdy nie czytał "Bramy spiżowej" Tadeusza Brezy, inaczej nie podpisałby konkordatu! A właśnie w "Bramie spiżowej" czyta się jak Kościół postępował we Włoszech, wobec młodych par małżeńskich, pragnących jedynie ślubu cywilnego!...

Dzisiejsza moda na religijność, tak częsta na Wiadomościach24.pl i jej siostrzyczka: "kostiumologia religijna " na Facebooku - także są jedynie odzwierciedleniem naszych czasów :)) Ani dobrem, ani zlem!

Komentarz został ukrytyrozwiń

To jest skandal! Te wasze obcinki są lepsze anizeli za komuny!! Gdzie jest ten artykuł, który wczoraj napisałem w serwisie na temat "Urzędu" Ksiazki T. BREZY ???

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytam teraz następną książkę Tadeusza Brezy "Urząd", którą wypożyczyłem w Staats -u. Universitäts- Biblothek Hamburg Carl von Ossietzky. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.