Facebook Google+ Twitter

UFO w Emilcinie w relacji Jana Wolskiego

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2012-01-29 09:31

Większość z Was trwa pewnie w przekonaniu, że wszystkie te historie o UFO i obcych to tylko jakieś wyssane z palca opowiastki różnych nawiedzeńców, pijaków, ćpunów czy innych popaprańców, którzy dzięki UFO chcą zdobyć sławę i pieniądze.

Uważacie, że większość świadków obserwacji takich obiektów i uczestników bliskich spotkań, to ludzie, mówiąc delikatnie, mało wiarygodni, a w najlepszym stopniu „podejrzani”. Jeżeli naprawdę tak sądzicie, to… zapoznajcie się z tym materiałem.

To unikalne nagranie zarejestrowane zostało w lipcu 1978 roku w Emilcinie. Specjalnie dla Was wydobyliśmy je prosto z najgłębszych czeluści archiwów Projektu NPN, największej polskiej organizacji badającej nieznane zjawiska.

Jan Wolski / Fot. Archiwum Projektu NPNJest to zapis rozmowy z uczestnikiem bliskiego spotkania z UFO i obcymi (maj, 1978) Janem Wolskim. Dokument otrzymałem od mojej przyjaciółki, jego autorem jest jej dziadek, p. Henryk Pomorski. Oryginał znajdujący się na kasecie magnetofonowej.

Materiał ten (po przegraniu do postaci cyfrowej) był już przez nas prezentowany w internecie (Projekt NPN jest właścicielem wszelkich praw do tego materiału), teraz jednak udostępniamy go Państwu w postaci pliku video z wieloma zdjęciami i rysunkami dot. tego, co ponad 30 lat temu wydarzyło się w Emilcinie.

Całość wygląda naprawdę ciekawie i niepowtarzalnie!

To trzeba po prostu obejrzeć i osobiście posłuchać głosu człowieka, który przeżył jedno z najciekawszych zdarzeń z UFO Polsce!



Poniżej transkrypcja wywiadu

Henryk Pomorski: Gmina Opole Lubelskie. Rozmawiamy z panem Janem Wolskim, lat…
Jan Wolski: Siedemdziesiąt jeden…

HP: … który ma nam bardzo wiele do zakomunikowania. Pan spotkał ludzi pozaziemskich. Niech pan nam opowie, jak to było…
JW: No tak proszę pana specjalnie nie mogę stwierdzić, że to byli pozaziemscy, bo byli podobni do charakterów naszych… Tylko drobni, delikatni, niskiego wzrostu – do 150 cm, wysokość.

HP: Jak to się stało, że pan ich spotkał?
JW: A ja jechałem jednak od Komaszyc, niby jechałem ze wsi Dąbrowa Kuśnieńska, no, ale spotkanie z nimi miałem po tej stronie Komaszyc, na swoim polu, bo moje pole dochodzi do… (fragment niezrozumiały - przyp. PROJEKT NPN)

HP: Jak pan ich zobaczył?
JW.: Zobaczyłem ich jak szło dwie osoby, w stronę mojego jechania i ci ludzie na razie mnie nie zauważyli, ale jak mnie zauważyli, zaczęli się lekko oglądać na mnie, a potem stopniowo sfolgowali tego, co szli – wolniutko szli, a potem jeszcze wolniej. Gdy dojechałem bliżej do nich, to się rozeszli – jeden na jedną stronę, a drugi na drugą i pomiędzy nich wjechałem i oni mi na furę wskoczyli… w czasie jazdy.

HP: Usiedli obok pana?
JW: Tak jest, tylko nie obok, tylko tyłem do mnie i ten drugi tyłem do mnie, a ja siedziałem w środku… a nogi mieli spuszczone do ziemi…

HP: Jak wyglądali?
JW: Wyglądali: czarne kombinezony, mieli kombinezony - pokryte (nimi) czoła i tutaj aż po tędy odtąd (demonstracja) i brodę a tutaj byli zieloni i ręce…

HP: To znaczy twarze, jakie mieli?
JW: Twarze mieli zielone i ręce zielone – o tutaj tak odtąd. To w ten sposób…

HP: Jakim językiem rozmawiali? Mówili coś do pana?
JW: To mówili językiem, ale ja się dziwię, że siebie mogli rozumieć z tego względu, że mówili tak „ …a petete petete te…” – tak drobniutko a gęsto, no to ja nie wiem, jak mogli…

HP: Jak trwała dalsza podróż i co oni z panem robili?
JW: A to jechali dalej i później mi dali rozkaz, żeby stanąć – niby nie mówili słowami, tylko rękami wskazali, żeby stanąć, to ja zrozumiałem to i konia wstrzymywałem, żeby stanął, ale jednak złapał za lejce i podciągnął, żeby koń stanął, bo się bał tego pojazdu. I gdy koń stanął, to zeskoczyli z woza – jak wsiedli, tak zeskoczyli na obie strony i kiwnęli ręką, żeby iść z nimi. No i ja jednak uwiązałem konia u kłonicy, zeszłem i szłem z nimi… w stronę tego pojazdu. Tam była taka windeczka na dwie osoby, które się mogły zmieścić. Może potężnych ludzi może by się nie zmieściło, ale delikatne, no to się zmieścili. No i on [jedna z istot] jednak wszedł, stanął na ten pojazdek, ja później i to się bardzo szybko uniosło w górę naprzeciwko tych drzwi, które były u tego pojazdu, a ten pojazd to był od ziemi… jednak te drzwi to mogły być tak 4 metry od ziemi… może 4,5.

HP: Pojazd wisiał w powietrzu, tak?
JW. Tak…

HP: On się poruszał? Jak on wyglądał?
JW: Wyglądał ten pojazd: czysto przezroczysto-biały, przezroczysto-biały… z wierzchu.

HP: Jaka była jego wielkość i kształt?
JW: Wielkość to mogła być tak od 4,5 do 5 m. – długość. A szerokość to tak jak autobus osobowy, szerokość… To tak wyglądało. W środku nie widziałem żadnej…

HP: I on wisiał w powietrzu, tak?
JW: W powietrzu…

HP: Jak pan stanął na tym stopniu razem z nim, to tą „windeczką”, jak pan mówi, szybko znaleźliście się w środku…
JW: Nie, nie nie… – przy tych drzwiach.

HP: Przy tych drzwiach… ?
JW: Do tych drzwi dochodził ten pojazd, wie pan. Równał się, ta strona równo z tym pojazdem, z tymi drzwiami. To w ten sposób – nie od spodu… Tylko z boku.

HP: Znalazł się pan w środku i co pan tam widział w środku?
JW: W środku widziałem tylko parę tych… gawronów czy i kruków – tych czarnych ptaków naszych.

HP: Takie ptaki, jak nasze czarne - te kruki i gawrony… tak?
JW: Tak jest… I jednak leżały sobie tak wszystkie przy tej ścianie – nie przy tej, co drzwi były, tylko przy tej drugiej stronie. Były tak… jak ja wiem – niewładne. Skrzydłami ruszały, nogami ruszały, głowami ruszały, ale nie chodziły.

HP: Dobrze. Ich było dwóch. A czy w środku było więcej tych ludzi?
JW: W środku było znów dwóch… Tam, gdyśmy dojechali, to stało dwóch w środku.

HP: A inne urządzenia jakieś tam były? Może jakieś zegary, jakieś… no w ogóle jakieś inne urządzenia – coś do spania, do siedzenia?
JW: Do siedzenia to tylko takie ławeczki było tam… do 10, może 8. No nie wiem, bo nie liczyłem specjalnie. Takie ławeczki - na człowieka usiąść i… wystany był trochę i na takich dwóch takich samych tych kabelkach, jak cośmy wjeżdżali.

HP: I co oni z panem robili?
JW: Dali mi rozkaz, aby się rozebrać…

HP: Na migi?
JW: Na migi, tak. No, pokazali, żeby się rozebrać. Gdy ja się rozebrałem do pasa, nawet nie tak jeszcze, bo jak się rozbierałem zdjąłem jesionkę, później odpinałem taką bluzę (tam było cztery guziki), to zacząłem od wierzchu odpinać, to jeszcze on mi dwa guziki odpiął od spodu – ten, co ze mną wjechał. Gdy ja się rozbierałem już, to i ten czwarty wjechał – ten, co pozostał na dole, to wjechał. No i jednak… Gdy się rozebrałem do pasa, stanąłem, to on mi daje rozkaz – pokazał, żeby się do spodu rozebrać. No to zdjąłem – takie miałem codzienne kamasze…

HP: Rozebrał się pan?
JW: Rozebrałem się do spodu. Przede mną stanął, miał w kształcie dwóch talerzyków (urządzenie) – trzymał w ręku /z tych (istot), co tam już byli/ i jednak z przodu mi cuś złożył te talerzyki, zegnęło lekko… Później mnie przekręcił (za ramię tak mnie wziął) bokiem do niego. Wziął i rękę mi podniósł do góry. No z boku mnie tak to samo tymi talerzykami – czyli tym no w kształcie talerzyków. Później z tyłu i z drugiego boku… No i pokazał mi, żeby się ubierać. Gdy pokazał, żeby się ubierać, to ja wziąłem i ubieram się. Tak spoglądałem po tym pojeździe… , ale tam nie było ani okna, ani jakiegoś światełka, ani żarówki… Nic nie było.

HP: A coś więcej? Może jakieś środki żywnościowe…? Może coś mieli?
JW: Nie widziałem, nic nie widziałem… Nie zauważyłem. (po przerwie) Do jedzenia to mieli kształt tych sopli, co u dachów wiszą… i łamali sobie takie małe okruszki, nieduże, i brali do ust. I skazał na to palcem – na tego (tak jak to kształt sopelka) i pyta się mnie (nie słowami tylko na migi), czy ja bym to mógł jeść, czy bym ja jadł…

HP: Chcieli pana poczęstować, tak?
JW: Chcieli mnie poczęstować… ale mnie się tak cuś okazało zmyślnie, no i kiwnąłem głową, że nie… A było wziąć, to bym był na tym bardzo…

HP: Jeżeli już zrobili, przypuszczalnie, te zdjęcia z pana, to kazali się ubierać i kazali wyjść. Jak wyglądał ten pojazd w środku, kolor jego – biały był, zielony, czarny…
JW: W środku to wyglądał czarny… Ten sam kolor, co mieli te kombinezony – czarne, ale jednak tak leciutko siwawe. Takie jakby bardzo mało…

HP: A z wierzchu, to, jaki był ten pojazd?
JW: To był bardzo przezroczysty biały?

HP: Biały?
JW: Tak, i przezroczysty… Zupełnie jak to aluminium byli wyczyszczone.

HP: Mówił pan, że byli w czarnych kombinezonach – tak by to należało nazwać… Twarze mieli zielone. Jakie mieli oczy, policzki?
JW: Oczy mieli skośne troszkę, tak… Policzki mieli wystane… Widziałem kiedyś Chińczyków, to troszkę byli podobni do Chińczyków, tylko Chińczyki, to mi się okazywały (kiedyś, co ich widziałem) tężsi trochę i wyżsi może… ale może są i drobniejsi – no to ja nie wiem. To w ten sposób… I później pokazał mi, żeby się ubierać, no to ja się ubrałem, tak jak byłem poprzednio, czapkę na głowę włożyłem i już, (bo mi skazał, żeby se wychodzić), to jednak miałem na ten stopień stanąć, na ten pojazdek (na tę windeczkę), ale się odwróciłem do nich, i powiedziałem (czapkę zdjąłem): „do widzenia!” To się wszyscy ukłonili, w stronę mnie… No i dałem ten krok no i zjechałem na dół…

HP: Ile metrów nad ziemią to było?
JW: Około pięciu metrów… około pięciu metrów – może cztery i pół, ale tego to ja nie mierzyłem, tylko, że no… Może 4 nawet, nie wiem… Bo to trudno się zorientować, tak o na widzenie…

HP: Wrócił pan szybko do domu, powiadomił swoich najbliższych, żeby poszli… czy sąsiadów, żeby poszli zobaczyli, prawda?
JW: Tak jest. Gdy przyjechałem do domu, to wszedłem prędko do mieszkania, ale nie było żadnego chłopaka, tylko, aby żona. Pytam się: „Gdzie są chłopaki?”. Żona mówi mi tak: „że są na dworze”. To ja szybko wychodzę z mieszkania, a ta się mnie pyta: „Co się stało?” Ja mówię, że nic się nie stało. „A może z kobyłą coś tam się stało?” „Nie!” I wyleciałem na dwór, zobaczyłem dwóch synów – szli od stodoły tak… Wołam ich i powiadam: „Lećcie prędko w pole! A zobaczycie jakisik pojazd w powietrzu!” Nawet „samochód” powiedziałem… w powietrzu. Jakisik „cudotwór”. No i oni niby polecieli, ale polecieli do jednego sąsiada – zawołali, do drugiego i dopiero polecieli tam w to miejsce. A trzeci syn przyszedł później trochę. Mówię: „Leć i ty! To zobaczysz…” A ja konia wyprzągałem. Wyprzągłem konia i ja poleciałem za nimi… z ciekawości. Ale gdy zaleciałem ja i ci synowie przylecieli, to nie było tam już, tylko zdeptana trawa, schodzona, bo to trawa była duża, rosa była, udeptane ścieżki na wszystkie strony. Gdy ja zobaczyłem, że nic nie ma, nakręciłem z powrotem i przyszłem do domu, a syny pozostały – tam ślady oglądali, to – tamto… Doszło jeszcze dwóch tam obcych chłopaków – takich nie chłopaków tylko dorosłych… bo oni już żonaci są… No i tamte ślady oglądali, ale no… Stopy tam jakieś widzieli…

HP: Te ślady, które pozostawili ci ludzie z tego pojazdu – one były na widoczne ziemi, prawda?
JW: No, chłopaki widzieli. Tak, były… widoczne były, tylko to, że jeszcze jeden z tych chłopcy przymierzał do swojej nogi tę stopę… To nie wiem, czy to tam mniejsza była, czy większa – tego nie mogę stwierdzić, jak nie widziałem.

HP: W związku z tym wydarzeniem – to jest bardzo ciekawe wydarzenie – na pewno przyjeżdża do pana wielu ciekawych ludzi, żeby się coś dowiedzieć. Słyszałem, że był u pana nasz polski uczony, mgr Blania z Łodzi – ufolog. Jakie jest jego zdanie na ten temat? Co on mówi na ten temat?
JW: No, on to twierdzi, (bo to jednak najpierw, gdy ja to wszystko wyjaśniłem – ten pojazd, to wszystko, te całe przejście tego i powiedziałem, że to jednak, jak to zapytywał się jak to warczało, jaki to szum robiło), to ja powiedziałem, że…

HP: Ono nie warczało tak, jak samochód?
JW: Nie, tylko to był, aby takie rzegotanie: „zzzzzzz”… W ten sposób. Ja jemu powiedziałem (Blani), no i oni (nie wiem, kto im tu powiedział), że tu ze wsi dzieciak słyszał też jakiś (dźwięk), tylko on słyszał głos bardzo głośny – szum w powietrzu. I oni tam pojechali do tego Popiołka – bo to Popiołka chłopak. Wpadł do mieszkania (tylko, że, to nie do mnie nie, tylko do tego pana Blani to twierdził), że jednak widział jakiś pojazd w powietrzu – czy li jakieś balon, tłumaczył… Czy li samochód widział w powietrzu – o, w taki sposób. I wpada do mieszkania i krzyczy na matkę: „Mamusiu! Choć, bo może nam zawali dom, bo leci taki górą, coś taki, taki pojazd, czy li samochód”. Matka wyleciała szybko, ale wróciła się szybko z tego względu, że jakieś tam piekła placki, no i ona nie widziała tego pojazdu.

HP: Jak się nazywał ten chłopiec?
JW: Popiołek.

HP: Stąd? Z Emilcina?
JW: Tak jest.

Krystyna Adamczyk: (We wnętrzu obiektu) tam widno było, czy wszystko ciemne? Żadnych okien nie było?
JW: Nie było nic.

KA: To jak tam było w tym pojeździe?
JW: Tam było tylko od tych drzwi, od tych drzwi otwartych to było widno, bo to w dzień było, to na całym pojeździe było widno jednak, to się widziało…

HW: Jak się drzwi otwierały?
JW: Drzwi to nie otwierały się, jak się u nas drzwi otwierają, tylko się skręcały, tak jak to materiał jest w wale. W ten sposób.

KA: Jak twarz? Co właściwie było widać? Brwi jakieś było widać? Rzęsy?
JW: Nie było nic widać. Żadnych brwi z tego względu, czy może to malowanie było twarzy, czy maska, czy cóś inne, to ja nie mogę tego stwierdzić dokładnie, bo nie zauważyłem. Tylko oczy mieli skośne trochę. Jednak takie troszeczkę w kątach widziałem białka jakieś takie, troszkę – niedużo. No i zęby białe mieli. To tyle całego interesu…

KA: Jak pan odjeżdżał już, widział pan jak ten pojazd odlatywał, unosił się w górę czy…?
JW: Nie, nie widziałem. Z tego względu, że tylko mogłem widzieć ten pojazd do 15 metrów, bo to się za takie krzaki zajeżdżało, to tylko do 15 m. i z tego względu śpieszyłem się mocno do domu, żeby polecieli chłopaki. To cały interes…

KA: Gdy pana częstowali tym jedzeniem, to jak to wyglądało? Jak oni łamali to na malutkie kawałki, to było coś słychać? Czy coś chrzęściło, chrupało?
JW: To nie chrupało nic… Żadnego chrupu nie było, tylko to się tak łamało, jak twarde ciasto. Leciutko się ułamywało, ale nie było żadnych odgłosów.

KA: A bał się pan trochę ich czy przejął się pan tą rolą?
JW: Niby tak troszkę… cóśkolwieczek, ale ja nie jestem tak bardzo płochliwym, to się tak specjalnie nie bałem.

KA: A jak pan myśli, kto to mógł być? Według pana, co to byli za ludzie, co to za istoty? Czy to byli z naszej Ziemi czy jakiejś innej planety?
JW: Ja na tym się nie orientuję z tego względu, że ja nie jestem jakimś naukowcem, ani nie jestem cywilizowanym człowiekiem, tylko wiejskim rolnikiem. Więc ja nie mogłem zauważyć… Tylko byli drobni ludzie, wszyscy jednakowego wzrostu… Wszyscy byli no… charakteru, takiego prędszego, żwawego, ale skąd mogli być, to ja nie wiem.

KA: Mówił pan, jak byli ubrani – że w kombinezonach, że mieli zielone twarze, a coś szczególnego pan może zauważył, czym by się różnili od ludzi?
JW: To też właśnie jedno tylko zauważyłem – na każdym palcu wokoło taka wąziutka płetewka [błona pławna] była, ale to wąziutka była – naokoło palca, u każdego palca. A wiele palców było, to ja nie liczyłem, nie zauważyłem dokładnie, tylko widziałem te palce… A na szyi – tu jak kręgosłup (jak się szyja… jak szyja jest do włosów), mieli takie wygarbienia, wyższe. No takie to było okrągłe, wyższe… ale na jakim tle toto było i czy taka budowa człowieka, czy tam cóś mieli, to ja tego nie mogłem zauważyć i nie wiem.

KA: Czy pan widział u nich brwi, czy może włosy gdzieś było widać?
JW: Włosów nie widziałem w ogóle, bo to było zakryte kombinezonem – całe czoła… Czoło, o może tak, pół czoła… Ale brwi to nie zauważyłem, to nie powiem, tylko zakryte było na całym człowieku – na nogach buta nie było, tylko ten jeden kombinezon i na głowie ten sam był.

KA: Jeszcze niech nam pan powie kiedy to było? Kiedy to wydarzenie miało miejsce?
JW: To było jednak 10 maja, przed godziną 8 rano… Bo gdy przyjechałem do domu, to żona prawdopodobnie patrzała na zegarek, to była (już po wyjściu na dwór jak spojrzała) godzina za dziesięć ósma.

KA: Jaki to był dzień tygodnia?
JW: Dziesiąty maj… A środa była.

HP: Tą rozmowę pozwoliliśmy sobie nagrać z panem Janem Wolskim ze wsi Emilcin. Dzisiaj mamy 6 lipca 1978 rok. Rozmowę przeprowadzali: Henryk Pomorski i mgr Krystyna Adamczyk. Dziękujemy panie Wolski i do zobaczenia!

JW: Dziękuje jednak i ja, również!

HP: Do widzenia!

JW: Do widzenia!

Jan Wolski zmarł w 1991 roku.

Opracowanie: Projekt NPN


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Blee
  • Blee
  • 03.07.2012 01:07

10 maj 1959 to była niedziela a nie środa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No a co fachowcy na to?! link

Komentarz został ukrytyrozwiń
erk
  • erk
  • 29.01.2012 19:31

Facet w to wierzy.Ja nie muszę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za to nagranie. Z wielkim zainteresowaniem go wysłuchałam. Ja także pamiętam ile sensacji wzbudzały opowieści pana Jana Wolskiego. Mało kto dawał wiarę jego opowieściom. Ja wierzę. Tak samo jak wierzę w to, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pamiętam, że ówczesna TVP mówiła o tym przypadku, sporo było tez w gazetach. Oczywiście w tonie lekceważenia i niby sensacji.Lecz e tej sprawie jedno było zastanawiające : Pan Jan Wolski był prostym rolnikiem i nigdy wcześniej nie słyszał o UFO. Badania prowadzone z udziałem psychologów potwierdzały jego prawdomówność. Bardzo ciekawy dla mnie materiał, bo należę do tych osób, które są pełne pokory wobec otaczającego, wciąż mało poznanego świata

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.