Facebook Google+ Twitter

Ujawnić czy zalać betonem?

Jak czytać akta byłej SB? Czy są one wiarygodne? Lustrować, a jeśli to jak? Może lepiej „zalać betonem”? O tym wczoraj w Krakowie dyskutowano w siedzibie małopolskiej „Solidarności” podczas promocji książki Romana Graczyka pt. „Tropem SB. Jak czytać teczki” wydanej przez wydawnictwo Znak.

fot. Stanisław M. StanuchW dyskusji na temat książki uczestniczyli ks. Adam Boniecki oraz Krzysztof Kozłowski z „Tygodnika Powszechnego” oraz autor – Roman Graczyk, publicysta i dziennikarz.

Miejsce dyskusji wybrano nieprzypadkowo. Budynek, w którym mieści się dziś m.in. siedziba małopolskiej „Solidarności” był kiedyś zajmowany przez krakowską SB. Miejsce to było świadkiem wielu wydarzeń opisywanych w książce Graczyka. Wspominał je również ks. Adam Boniecki.

Sam autor – Roman Graczyk nie ukrywał, że jest zwolennikiem lustracji. Nie ukrywał też, że tak samo jak dziś jest za lustracją, tak jeszcze kilka lat temu był jej przeciwny. Na wstępie autor przedstawił swoją książkę, która składa się z trzech części: przewodnika po najważniejszych pojęciach używanych w dokumentach SB, historii czterech osób – pracowników niskiego szczebla „Tygodnika Powszechnego” i ich postępowania wobec „zakusów” SB oraz uwag autora na temat lustracji.

Czterej bohaterowie książki Graczyka inwigilowali w latach 60. środowisko „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”. Z dokumentów widać jednak, że stopień ich winy nie jest jednoznaczny. Ten zabieg ma pokazać czytelnikom, na jakie kłopoty trafiamy podejmując się lustracji. Ci z bohaterów, którzy podpisali zobowiązanie i w myśl dokumentów z pewnością byli tajnymi współpracownikami, zachowywali się poprawniej i uczciwiej niż ci, którzy byli „tylko” kandydatami na tajnych współpracowników.

Dyskusja skupiła się na ocenie dokumentów SB i stosunku do lustracji.

fot. Stanisław M. Stanuch– Bez wątpienia te papiery są poważnym źródłem historycznym i nie należy ich pomijać czy „zalewać betonem”. Nie oznacza to, że każdy pojedynczy dokument jest prawdą, samą prawdą i tylko prawdą – stwierdził Graczyk. Według autora nie można podważać tych dokumentów tylko dlatego, że znalazły się w nich mało znaczące błędy. Jako przykład podawał fakt, że obecny na sali ks. Boniecki występował w jednym z dokumentów jako „mariawita”, gdy tymczasem należy on do Zgromadzenia Księży Marianów. Ten ewidentny błąd nie ma znaczenia przy ocenie donosu, jaki na ks. Bonieckiego sprokurował jeden z TW.

Graczyk wyraźnie opowiada się za lustracją, ale w nieco inny sposób. Uważa, że powinno się „ujawniać a nie lustrować”, czyli ujawnić dokumenty SB tak, aby każdy mógł poszczególne przypadki ocenić, a nie lustrować, czyli wydawać wyroki w postaci tylko i wyłącznie publikowania listy tajnych agentów.



Ksiądz Adam Boniecki zwrócił uwagę na ludzkie potraktowanie przez Graczyka swoich bohaterów. Według ks. Bonieckiego, Graczyk dokonał wielkiego wysiłku, aby nie tylko zebrać i przedstawić materiały, ale zrozumieć i w jakiś sposób usprawiedliwić postępowanie przynajmniej niektórych z osób występujących na stronach książki.

– Do rekonstrukcji działań Służby Bezpieczeństwa nie wystarczają tylko archiwa SB. Konieczne jest badanie archiwów   komitetu Partii, Komitetu Centralnego, archiwum Wydziału ds. Wyznań i wtedy mamy obraz tego, co się wtedy działo – powiedział ks. Boniecki.

Ks. Boniecki polemizował z jedną z tez Graczyka, „że Tygodnik akceptował komunizm i komunizm akceptował Tygodnik”. Według Bonieckiego „Tygodnik Powszechny” był jedną z niewielu oaz wolności. Aby istnieć, musiał po prostu nie przejmować się całą otoczką komunizmu.

Książka Graczyka jest „potrzebna” i „wyjątkowa”. – Takiej książki, z takim pomysłem po prostu dotychczas nie było – podkreślił ks. Boniecki.



– Wybaczcie Państwo, ale ponieważ po raz 147., a może 351. muszę powtarzać pewne zdanie, a więc mnie samego to nuży. Otóż drogi autorze: upraszczasz sobie sprawę mówiąc, że jedni uważają materiały SB za wiarygodne i źródło poważne, a drudzy chcieliby to utopić, zabetonować, przekreślić. Jest to uproszczony obraz świata – powiedział na samym wstępie Krzysztof Kozłowski.

Według Kozłowskiego trzeba być krytycznym wobec obydwu poglądów. Problem polega na tym, że ktokolwiek ma krytyczne uwagi, od razu jest nazywany „przeciwnikiem lustracji”. Kozłowski twierdzi, że materiały SB powinny być fachowo oceniane i w tym względzie był przeciwny ujawnianiu teczek argumentując, że „jeśli sąd ma problemy z oceną materiałów SB to co dopiero zwykły czytelnik”.



 

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

hehe, SMSie, za samą wypowiedź pana KK.

Komentarz został ukrytyrozwiń

... oraz Tygodnik Powszechny zaakceptował Michnika, a Michnik Tygodnik Powszechny. Stąd zapewne podobieństwa w spojrzeniu na lustrację.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.