Facebook Google+ Twitter

Układ na uniwerku

To, o czym się mówiło od dawna w kręgach akademickich i politycznych, stało się jasne: PiS i sprzymierzone z nim partie koalicji, zabierają się za autonomię uniwersytecką.

Będą, mówiąc językiem obecnie rządzącego układu, zwalczać „układ na uniwersytetach” i w szkołach wyższych. Pierwszy krok do tego ma być likwidacja habilitacji. Przyklasną im wszyscy na uczelniach, którzy jeszcze jej nie mają (a więc większość), ci, którzy już dorobili się stopnia albo są profesorami zwyczajnymi będą ostrzegać przed obniżeniem poziomu nauczania i badań. To jest przewidywalne. Nie do przewidzenia natomiast są skutki. Bo samo zniesienie habilitacji nie wiele daje. „Układ” na uniwersytetach utrzymuje się nie tylko na tym, że trzeba mieć habilitację, aby samodzielnie badać, prowadzić doktorantów i utworzyć swoje własne, małe księstwo w systemie, który rządzi się prawami, które dla niewtajemniczonych jest wielką zagadką. Pokazuje to przykład 1968 roku.

Tak samo jak wtedy instytucje – w tym szkolnictwo wyższe – znalazło się pod silnym naciskiem wyżu demograficznego, któremu stara kadra (wówczas pokolenie starszych apatczyków z nadania Stalina) zamykała drogę do awansu. Wtedy rozsadzano te bariery za pomocą haseł antyzionistycznych. Para, która się nagromadziła w postaci niezadowolenia młodzieży, uszła dzięki otwieraniu dodatkowych furtek awansu i dzięki masowej emigracji komunistów żydowskiego pochodzenia. Wyż demograficzny integrował się w system, partia spacyfikowała podziały za pomocą zwiększonej konsumpcji, finansowanej na kredyt i lansowała slogany o „jedności narodu.”

Dziś gigantyczna liczba młodych ludzi z wyżu demograficznego początku lat 80tych, którzy nie pamiętają czasów komunistycznych (tak samo, jak młodzi w latach 60tych nie pamiętali wojny i okupacji), prze na rynek pracy i w instytucje, gdzie króluje „pokolenie Solidarności” – dzisiejsi czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie. Jak wiemy ze statystyk bezrobocia, stanowią oni ten segment rynku pracy, który najrzadziej trafia na bezrobocie. Wśród absolwentów szkół i uniwersytetów aż 40 proc. jest bezrobotnych, najczęściej bez prawa do zasiłku. Wśród nich jest pewna awangarda: Młodzi ludzie, którzy chcieliby i mogliby zostać adwokatami, radcami prawnymi, sędziami, profesorami, ale którym bariery korporacyjne zamykają drogę do zawodu, albo – na uniwersytetach – do awansu. W 1968 oni wyrzucali swoich konkurentów za pomocą haseł narodowych i antysemickich. Dziś, kiedy hasła antysemityzmu już nie zapewniają takiego poparcia, walka o awans odbywa się pod hasłami narodowymi i antykomunistycznymi.

W tym nie ma nic złego. Na końcu młodzi mogą awansować, starsi odejdą na emeryturę, kraj się zmodernizuje i radykalni kontestatorzy odkryją zalety „systemu”, „układów” i zintegrują się w system tak samo, jak marcowi docenci później zapomnieli o swoim antysemityzmie i protestujący studenci (poza mniejszością represjonowanych) kupili sobie M2, malucha i założyli rodzinę. W tym konflikcie polegną korporacje i habilitacje. Żaden problem – wielu innych krajach nie ma ani tak rozbujanych przywilejów prawników jak w Polsce, ani tak szczelnej hierarchii uniwersyteckiej.

Problem w tym, że nie wystarczy znieść habilitację, bo o powołaniu na stanowiska profesora uniwersyteckiego,. Dyrektora instytutu, Dziekana, rektora i inne zacne stanowiska nadal będą decydować wewnętrzne koterie, układy albo po prostu układ sił. Można to zmienić, dając średniej kadrze więcej uprawnień i kompetencji, ale z zachowaniem autonomii uniwersytetów jest to nie do pogodzenia. Jeśli uniwerki mają być bardziej otwarte – autonomia musi zniknąć. W komunizmie autonomia robiła z uniwersytetów twierdzę przeciwko władzy. Dziś często ta autonomia jest ochroną przed koniecznymi reformami. Bez zniesienia tych barier – w korporacjach, na rynku pracy, w szkołach wyższych – grozi nam powstanie gigantyczne parcie wyżu demograficznego ze stanu wojennego, który się będzie radykalizować. Wtedy będzie to nie tylko zagrożenie dla przywilejów niektórych (wpływowych) grup, ale zagrożenie dla demokracji i stabilności państwa. Bo masowa emigracja do UE w tej chwili jest wentylem dla tego parcia,. Ale wyjeżdżają ci, którzy są tak zaradni, że i w Polsce daliby radę. Zostają ci,. którzy tylko w Polsce mogą dać radę.

Klaus Bachmann.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

antyzionistycznych? po polsku: antysyjonistycznych :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

zgadzam sie, ze lokwidacja habliltacji niewiele zmieni; a wydaje sie, ze moze nawet zaszkodzic - na szefow katedr beda powolywani nie najlepsi badacze, ale "swoi", co z kolei zapewni niezmiennosc ukladu wladzy na uczelni na dlugi dlugie lata; moze pasc argument, ze konkursy do tego nie dopuszcza - pozwole sobie sie usmiechnac :); jesli juz ktos chcialby zreformowac polskie uczelnie, to nalezy zbudowac przejrzysty system awansu oparty na wynikach naukowych, to z kolei wymaga przejrzystego, wiarygodnego i stalego w czasie systemu oeniania tych wynikow, a doprowadzenie do tego wymaga odwagi herosa... Tak wiec dyskusja o zasadnosci habilitacji powinna byc sprawa wtorna - a jesli nie jest to kaze to przypuszczac, ze ktos ma ochote wykorzystac to do jakiegos celu... pozdrowienia dla Autora

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.