Facebook Google+ Twitter

Ukraina z powodu wojny staje na skraju zapaści gospodarczej

Brytyjski "The Guardian" ostrzega przed katastrofą humanitarną na Ukrainie. Przedłużające się działania wojenne rujnują infrastrukturę i hamują wpływy podatkowe. Rozwojowi sytuacji przypatrują się przedstawiciele MFW.

 / Fot. PAP/EPA- Życie jest tu teraz nie do zniesienia: w większości domów nie ma wody, energii elektrycznej i gazu, sieci komórkowe działają z przerwami – relacjonuje angielska prasa. Ostrzał artyleryjski i naloty zniszczyły pompownie wody, linie energetyczne, gazociągi. Na samej kolei działania zbrojne spowodowały szkody w wysokości 100 milionów dolarów. To dopiero początek szacowania strat.

Czytaj więcej: MFW na Ukrainie, czyli koszty rewolucji

Pacyfikacja separatystów odbiła się na polityce kredytowej Ukrainy. Pierwsza transza pożyczki MFW została dosłownie pochłonięta przez bankrutujące państwo. - Kryzys na Ukrainie niesie zagrożenie, które może doprowadzić do poważnych nieprzewidywalnych konsekwencji gospodarczych – skomentowała sytuację na wschodzie szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde w wywiadzie dla niemieckiej gazety Handelsblatt. Podkreśliła ona, że w celu wsparcia Ukrainy wspólnota międzynarodowa będzie musiała zdecydować się na znaczne wydatki, przy czym rada zarządzających MFW zatwierdziła dwuletni program stand by dla Ukrainy i już udzieliła krajowi pomocy finansowej w wysokości 17 mld dolarów. 7 maja pierwsza transza w ramach programu w wysokości 3,2 mld dolarów wpłynęła na konto Narodowego Banku Ukrainy. Kolejne transze zostały wstrzymane do czasu aż dokonane staną zaplanowane cięcia w wydatkach – należy zmniejszyć liczbę pracowników państwowych, zamrozić wysokość płac i świadczeń socjalnych, podnieść cenę gazu, ogrzewania i energii elektrycznej w warunkach dewaluacji hrywny.

Nowy rząd na żądanie MFW przegłosował "ustawę antykryzysową" (za głosowało 246 z 321 posłów), która zobowiązała państwową spółkę energetyczną Naftogaz do zwiększenia ceny gazu dla gospodarstw domowych o 50%. Od 1 lipca 2014 r. o 40% wzrosły też ceny pozostałych mediów. Świadczenia przyszłych emerytów zostaną zmniejszone o 50%. Średnia emerytura na Ukrainie wynosi obecnie 160 USD. Stawka podatku od zakupu nowych samochodów i motocykli, których pojemność silnika przekracza 0,5 l, wzrośnie o 100%. Wzrośnie akcyza na alkohol i wyroby tytoniowe. W 2014 r. ceny papierosów będą wyższe o 31,5%, mocnych alkoholi o 39%, a piwa – o 42,5%.

Czytaj więcej: Czy Putin będzie musiał wybrać między wojną a hańbą?

Tylko w tym roku Ukraina, aby spłacić deficyt bilansu płatniczego, potrzebuje 20 miliardów dolarów co jest równoznaczne z pożyczką zaciągniętą w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. - Zachodnie transze nie rozwiążą tych wszystkich problemów – z trudem zaspokoją obsługę zadłużenia – przewidują ekonomiści.

300 milionów dolarów z Banku światowego może zostać przeznaczone na cele socjalne, ale liczna potrzebujących przekracza 10 mln. osób. Kwota jest zbyt mała, aby mogła zapewnić jakąś realną pomoc.

Rezerwy złota Ukrainy tylko w czerwcu zmniejszyły się o 5 procent. Ukraińskie firmy ponoszą ogromne straty, które zwiększyły się ponad 5-krotnie w porównaniu do tego samego okresu w roku ubiegłym. Żniwa w tym roku się nie udały - głównie z powodu cen paliw, które wzrosły o 35-40 procent. Chleb podrożał o 30-70 procent, ceny na podstawowe produkty wzrosły dwa-trzy razy. W sezonie grzewczym nie wystarczy gazu - jak poinformował Naftogaz, należy zgromadzić w magazynach gazu co najmniej sześć miliardów metrów sześciennych.

- Rząd ukrywa tragiczny stan naszej ekonomii przed społeczeństwem – alarmuje prorosyjska opozycja.

Eksperci zwracają też uwagę, że oddanie przez federalistów donieckiego przedpola może być zagrywką taktyczną.

Teatr działań wojennych przeniósł się do Doniecka. O ile mniejsze miejscowości były bez znaczenia i Kijów dopuszczał ich zniszczenie, o tyle ze stolicą Donbasu jest inaczej. Tam swoje rozległe przemysłowe interesy ma najbogatszy oligarcha Rinat Achmetow.

Czytaj więcej: Ukraina – nowy Wietnam w Europie?

"Nie wolno bombardować Doniecka. Nie wolno bombardować Donbasu. Nie wolno niszczyć miast, wiosek, nie wolno niszczyć infrastruktury. A najważniejsze nie wolno dopuścić do tego, by ginęli i cierpieli ludzie. (...) Nie chcę, żeby trumny wracały z Donbasu na zachodnią Ukrainę, nie chcę, żeby trumny wracały na centralną Ukrainę i do innych regionów naszego kraju. Nie chcę, żeby ludzie ginęli w Donbasie i dlatego zawsze wzywałem, wzywam i będę wzywał wszystkich do osiągnięcia pokoju" - powiedział Achmetow w niedzielnym wywiadzie dla telewizji Ukraina.

Jak długo jednak przetrzymają powstańcy w oblężonym mieście bez zaopatrzenia w żywność i amunicję?

Zachód już mówi za Rosją, że rozwiązanie jest tylko natury politycznej. Prezydenci USA i Francji, jak wynika z komunikatu Pałacu Elizejskiego, chcą, by jak najszybciej doszło do spotkania grupy kontaktowej ds. konfliktu ukraińskiego z przedstawicielami separatystów, którego najważniejszym celem będzie wynegocjowanie trwałego zawieszenia broni na wschodzie Ukrainy. Kijów jak dotąd rozumie dialog z separatystami jako bezwarunkowe złożenie przez nich broni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Najnowsza wiadomość: nacgwardia po poniesieniu ogromnych strat w ludziach i sprzęcie cofa się spod Ługańska. Powstańcom udało się również odeprzeć wszystkie ataki na strażnicę graniczną Izwarino. Przez Izwarino przechodzą codziennie setki kobiet, dzieci i starców na stronę rosyjską, a na stronę konfederatów dostawy humanitarne, w tym lekarstwa, środki opatrunkowe i wyposażenie kwatermistrzowskie dla armii powstańczej. Tyle oficjalnie. Reszty można się domyślać. Na pewno są to co najmniej ochotnicy, zwłaszcza Kozacy. Ługańszczyzna wchodziła niegdyś w skład Okręgu Wojska Dońskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dzięki za te informacje

Komentarz został ukrytyrozwiń

Doniecka raczej nie da się odciąć kordonem. Raz: miasto jest tak ogromne, że nie wystarczy całej armii ukraińskiej w jej obecnych rozmiarach, aby je obstawić. Dwa: na wschodzie przylega niemal bezpośrednio do granicy z Rosją. Chcąc odciąć Donieck ze wszystkich stron "naziki" (jak ich przezywa Dymitr Kisieliow) musieliby zająć część terytorium Rosji, a taka próba da wolną rękę Putinowi do urządzenia im jakiegoś racha tłukum. Właśnie dlatego Striełkow opuścił Słowiańsk i Kramatorsk wycofując się do Doniecka. Zrozumiał, że samo tylko pokazywanie zniszczonych domów, zabitych i rannych cywilów to za mało, by Putin mógł zrobić coś decydującego dla powstańców.

Trudniejsza jest sytuacja Ługańska. Stamtąd do granicy jest dość daleko, toteż obecnie "Ukry" usilują z całą furią zamknąć pierścień obląńenia, a przy okazji wykończyć tamtejsze oddziały separatystów. Powodzenie tej operacji pozwoliłoby załamać nerwowo tych w Doniecku. Tu jednak pojawił się bardzo poważny kłopot dla "cyngli" Jaceniuka i Porosznki, a mianowicie regularna armia Ługańskiej Republiki Ludowej, uzbrojona m. in. w około sto czołgów i ciężką artylerią, w tym rakietową, W czasie, gdy główna siła uderzeniowa nachógwardii użerała się pod Słowiańskiem i Kramatorskiem Bołotow miał względny spokój, który wykorzystał na stosunkowo bezbolesną dla obu stron likwidację rządowych garnizonów (wielką rolę odegrały tu matki żołnierskie) i przejęcie ich bogatego inwentarza. Na równinnych terenach wokół miasta znacznie lepiej widać siły karnej ekspedycji (z wieżowców na osiedlach mieszkaniowych), podczas gdy zestrzelenie trzech Su-25 w ciągu 48 godzin tydzień temu ostudziło zapędy do wykorzystania lotnictwa przeciw powstańcom. Na tym jednak jeszcze nie koniec, bo w Doniecku najprawdopodobniej już zakończono przywracanie gotowości bojowej zdobytej w ubiegły wtorek bazy obrony powietrznej (radary dalekiego zasięgu, wyrzutnie ciężkich rakiet przeciwlotniczych, w tym samobieżne). Na dodatek podczas odwrotu do Doniecka "striełkowcy" zaminowali za sobą wszystkie drogi. Należy przypuszczać, że pola minowe powstają również na przedpolach Doniecka, a pod Ługańskiem tłumaczą posuwanie się wojsk rządowych w żółwim tempie. Taka przeszkoda w zasięgu ognia nieprzyjacielskich dział jest niezwykle trudna do przełamania. Gubariow zapowiedział też wojnę partyznacką i właśnie zaczęo się wysadzanie mostów i wiaduktów kolejowych i drióogowych w sposób wskazujący na dzieło fachowców.

Podsumowując, karna ekspedycja być może właśnie pakuje się prosto na tereny, na których sama zostanie odcięta i zniszczona. Ponieważ zaś ukraińskie państwo nie posiada obecnie oprócz niej żadnych liczących się wojsk liniowych...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.