Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

56683 miejsce

Ulegasz wodnej propagandzie?

Woda to płodny grunt. Powstała na niej niejedna teoria i rozpętała się niejedna burza. Dlaczego wciąż dajemy wodzić się za nos i topimy w niej nie tylko zdrowy rozsądek, ale i pieniądze? Przecież to burza w szklance wody...

Czy rzeczywiście woda wodzie nierówna? / Fot. freepik

Sąsiedzkie obserwacje


O tym, jak ważna jest woda dla naszego organizmu, wie chyba każdy. Przynajmniej niemal każdemu wydaje się, że wie. Dlaczego się wydaje? Bo wciąż jesteśmy bombardowani newsami i najnowszymi badaniami, jaka woda jest najlepsza, którą lepiej pić, w jakiej ilości, kiedy… Teorii jest sporo, co krok to jakaś nowa. Zgłupieć można od samego czytania poradników. Dlatego ja nie czytam ani poradników, ani żadnych sensacyjnych odkryć na polu dietetyki. I czuję się z tym zdrowiej, niż - zakładam - niejeden fanatyk sensacji. Patrząc na to miotanie się sąsiadów (bo tu obserwację mam gruntowną) od sklepowych półek, poprzez miejskie ujścia oligocenek, poczułem się w obowiązku wygłoszenia tego i owego, w kwestii wodnej propagandy. Tak, propagandy drodzy Państwo. Bo jak inaczej skwitować nagonkę raz na jeden, zaraz na zupełnie inny front?

Woda jest nam niezbędna. Tego podważyć nie można. Ale można manipulować / Fot. w24 opinią tak, by zapatrzeni w media ludzie biegali albo z baniaczkami po oligocenkę, kupowali filtry i inne cuda, albo obstawiali się zgrzewkami plastiku. Zawsze mnie to trochę śmieszyło, że wystarczy puścić medialną plotkę, by wprowadzić tłumy w głęboki niepokój. Niby nic szczególnego, a jednak... Dziadki kuśtykają z wózeczkami od wodopoju do wodopoju, bo zamykają kolejne źródełka. Może warto sobie zadać pytanie „dlaczego”? Głównie, ze względu na stan higieniczno-sanitarny. Matki co chwilę wyrywają dzieciom butelki, bo właśnie pojawiły się nowe zalecenia. I tak dalej, i tak dalej. Sam kiedyś chciałem pobawić się w medialny głuchy telefon, ale znając film Gossip Guggenheima, obawiałem się zakończenia. Rozsądniejszą drogą wydało mi się spisanie swoich dietetyczno-społecznych spostrzeżeń.

Mój prywatny ranking


Czy rzeczywiście woda wodzie nierówna? Przecież wygląda i smakuje nijak, czyli jak na wodę przystało. No dobrze, skoro pominiemy ten aspekt, to jakie jeszcze powinniśmy brać pod uwagę? Czym się powinienem kierować jako konsument? Modą, ceną czy rozsądkiem? Zróbmy małe badania przekrojowe.

Na początek weźmy sławetną oligocenkę. Jeszcze do niedawna był na nią absolutny boom. Ujścia z kranikami powstawały jak grzyby po deszczu, ciesząc mieszkańców dostępem do najzdrowszej i najlepszej wody na świecie. Też się na to dałem nabrać. Ale w porę się otrząsnąłem z rozentuzjazmowania. Całe szczęście, bo uniknąłem ostrego zatrucia. Moje podejrzenia wzbudził bukłaczek, który po miesiącu użytkowania zrobił się rudy. Któregoś razu podejrzliwie zajrzałem do środka i odnalazłem coś jeszcze, mianowicie zielone niteczki nowych form życia. To dało mi nieco do myślenia i bodziec do poszukiwania odpowiedzi, skąd glony w moim kanistrze. Dowiedziałem się, że taką wodę powinno się przechowywać w niemal sterylnych warunkach, by nadawała się do picia. Więc w szklanych butelkach, w lodówce i nie więcej niż dobę! Nie wspomnę jak powinna wyglądać opieka i konserwacja ujść oligoceńskich. Na szczęście już po odstawieniu rzeczonej wody, zobaczyłem bezdomnego, który urządził sobie łaźnię w jednym z takich ujść. Wrażeń chyba nie muszę opowiadać. Wolałem jednak nie myśleć, czy takie procedery miały miejsce, nim jeszcze stałem się oligoceńskim abstynentem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Oligocenka stała się popularna w czasach, w których normalna woda z kranu "pitna" nie nadawała się do kąpieli...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.