Facebook Google+ Twitter

Ulga nad rozlewiskiem

„Dom nad rozlewiskiem” rozlewa się po całej duszy niepostrzeżenie, jak balsam kojąc niepokoje. To idealna lektura na nadchodzącą wielkimi krokami deszczową, polską jesień.

Autorki - Małgorzaty Kalicińskiej - wcześniej nie znałem, a jej książkę dostałem w ramach koleżeńskiej wymiany tytułami. „Tymi fajnymi, które warto przeczytać”. No więc wziąłem chętnie, jako lekarstwo na wieczorną nudę. I stało się. Już dawno nie doświadczyłem nieprzespanej nocy z powodu książki.

Akcja toczy się wartko, takim zwyczajnym, życiowym tempem, jakby główna bohaterka a zarazem narratorka była naszą starą znajomą, taką jeszcze z podstawówki. Małgosia, bo tak jej na imię, bez wielkich filozofii i pokrętnych wybiegów, prosto z mostu opisuje nam wszystko, co w jej życiu zaszło, co dzieje się teraz i jak na to wszystko reaguje jej głowa. A jej egzystencja akurat pęka w szwach od nadmiaru wydarzeń, zmian i ludzi. Małgosię poznajemy podczas wielkiego przełomu. Tak wielkiego i istotnego, że robi duże zamieszanie w najgłębszych pokładach jej jestestwa.

Tytułowy dom nad rozlewiskiem staje się dla niej bezpieczną przystanią, punktem startowym dla niełatwych poszukiwań sensu życia, pomostem pomiędzy nią a osobami bliskimi, które wcześniej były nie do końca bliskie oraz wreszcie powodem do dumy i satysfakcji.

Niczym w „Chłopach” Reymonta znajdziemy tutaj apoteozę wiejskiego życia, trwania we wspólnocie. Każdy, kto żyje sam, prędzej czy później odczuje złe skutki takiego postępowania. Wszystkie dobre uczynki wracają do nas w postaci pozytywnych zdarzeń, a każde zło kiedyś zostaje ukarane. Powoli, acz konsekwentnie, spomiędzy stronic wyłaniają się odwieczne prawdy, trochę już dzisiaj zapomniane i odrzucone w kąt. Tak banalne i osłuchane, że aż powszechnie ignorowane. Autorka odkurza je i sprawia, że emanują swoją mądrością jak dawniej.

Nikt tutaj jednak nie moralizuje, nachalnie nie wykłada nam zasad tego typu podejścia do życia. Fabuła i przemyślenia wszystkich bohaterów są tak zmyślnie i sprytnie poukładane, że czytelnik zostaje po prostu uwiedziony i oczarowany. Przez wiejskie życie, sielankowe życie rodzinne, zbawczą moc ciężkiej pracy i wzajemnej miłości. Brzmi banalnie i przesadnie słodko? Być może, ale czy tak naprawdę nie tego w życiu wszyscy szukamy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

"Już dawno nie doświadczyłem nieprzespanej nocy z powodu książki."
Czyżby przez te "wzwody jak wieża Eiffla"?;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podoba mi się porównanie do "Chłopów", coś w tym jest. Jednak dla mnie "Dom..." był dosyć dobrą lekturą na wieczorną nudę. Nadmiar też czasami szkodzi, a tak się w końcu stało w tej książce. Autorka dodała tak dużo różnych sytuacji (borelioza i inne przypadki), że książka zaczęła robić się sztuczna. Na trzecią część już się nie zdecydowałam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mężczyzna czytający "Dom nad rozlewiskiem"... to dopiero jest ciekawe ;)

Jakoś nie mogę się do tego zabrać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.