Co jest najtrudniejszego w pracy jurora festiwalu filmowego?Sytuacja, gdy nie zgadzasz się z kolegami jury... Ale wygląda na to, mamy podobne odczucia wobec ocenianych przez nas filmów.
Ile filmów ogląda jury w trakcie całego festiwalu?Musimy obejrzeć 17 filmów [w międzynarodowym konkursie], co oznacza, średnio trzy-cztery pokazy dziennie.
To bardzo dużo, nawet dla zagorzałych fanów filmu.Nie, jest dobrze. Nie jest to ciężka praca. Nie jesteśmy w kopalni.
Jesteś w biznesie filmowym od dawna. Jak dotąd wyprodukowałeś ponad 60 filmów, w tym oscarowy Buena Vista Social Club i Wiatr buszujący w jęczmieniu, który zdobył Złotą Palmę w Cannes. Pracowałeś intensywnie z Wimem Wendersem i Kenym Loachem. Z każdym z nich wyprodukowałeś po dziewięć filmów fabularnych. Jak się spotkaliście i w jaki sposób rozpoczęła się wasza współpraca? Wim i ja, byliśmy partnerami w biznesie od ponad 16 lat.
Czy było to Road Movies?Tak. Byliśmy partnerami fifty-fifty. Mieszkaliśmy w Berlinie i razem pracowaliśmy nad różnymi filmami. To było w sumie 9 lat współpracy. Z Kenem sprawa wyglądała inaczej. Nigdy nie mieliśmy wspólnej firmy. Podzieliliśmy prawa autorskie do filmów. Poznałem Kena podczas przygotowywania filmu o hiszpańskiej wojnie domowej Ziemia i wolność. Obraz odniósł wielki sukces kasowy w Hiszpanii, był to pierwszy tak znaczący film o wojnie domowej. Razem doświadczyliśmy jak trudno jest reżyserowi pokazać obraz o wojnie domowej. Jest to bardziej skomplikowane, niż pokazywanie wojny w kategorii wielkiego pola bitwy. Wojna dotyka rodzin, stawia brata przeciwko bratu...
Jak dokładnie zaczęła się Twoja współpraca z Wimem Wendersem?Wim wrócił z Ameryki po ukończeniu filmu Paris Texas [wyprodukowanego przez Chrisa Sievernicha]. Chciał wrócić do Niemiec. Przyjechał ze scenariuszem "Niebo nad Berlinem. Założyliśmy w Berlinie firmę producencką filmów fabularnych i dokumentalnych. I tak się zaczęło. Pierwszy film był wielkim sukcesem i dał możliwość dalszego rozwoju.