Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29321 miejsce

"Umarli nie tańczą" Charlesa Martina: powieść z happy endem

Nie lubię nadużywać słów: wszyscy, każdy, powiem więc tak: wielu z nas lubi bajki, nawet jeśli od początku jesteśmy świadomi, czego można się spodziewać po tej konwencji. Podobnie jest z książką Charlesa Martina "Umarli nie tańczą" wydaną przez krakowskie Wydawnictwo WAM: łatwo przewidzieć koniec, ale czyta się z przyjemnością.

Okładkę książki Charlesa Martina zaprojektował Andrzej Sochacki. / Fot. www.wydawnictwowam.plBohaterów debiutanckiej książki magistra dziennikarstwa i doktora komunikacji społecznej na Regent University, Charlesa Martina, poznajemy w wyjątkowej dla nich chwili. Oto po 9 latach małżeństwa Dylan i Maggie Stylesowie poczęli syna. Ich spokojne życie na farmie w pobliżu miejscowości Digger w Południowej Karolinie nabiera nowego wymiaru i sensu. Wszystko, łącznie z uprawą kukurydzy, zostaje odstawione na boczne tory i podporządkowane przygotowaniem domu na przyjęcie potomka młodego małżeństwa (Dylan ma 29 lat). Niestety, los (Bóg?) chce inaczej: dziecko Stylesów rodzi się martwe, a Maggie w wyniku komplikacji poporodowych zapada w śpiączkę. Świat Dylana Stylesa popada w ruinę. Jego życie wypełnia teraz czuwanie przy nieprzytomnej żonie w szpitalu, a motorem napędowym jego egzystencji jest wiara, że Maggie któregoś dnia się obudzi. Chociaż nie tylko...

Zgodnie z powszechną miłością Amerykanów do happy endu (przynajmniej w sztuce) poprzedzonego optymistyczną historią Dylan Styles nie pozostaje zostawiony samemu sobie. Znajduje pracę wykładowcy "Badań literackich i kompozycji" w Digger Junior College, zaprzyjaźnia się z Brycem MacGregorem, weteranem wojny wietnamskiej, miłośnikiem westernów, zdziwaczałym nieco dziedzicem fortuny ojca - wynalazcy; wspiera go stary przyjaciel Amos Carter, czarnoskóry zastępca szeryfa i Amanda Lovett, ciężarna (w wyniku gwałtu) córka pastora, uczennica Dylana. To ludzie - anioły: Amanda nie nienawidzi swoich porywaczy i gwałcicieli ("żal mi ich" - wyznaje w rozmowie z Dylanem) i kocha dziecko - efekt przestępstwa seksualnego, nie mówiąc już o tym, że opiekuje się w szpitalu Maggie; Bryce oddaje Stylesowi czeki na spore kwoty, które są efektem wynalazku ("jakiejś części do spinania wagonów kolejowych") dokonanego w przeszłości przez ojca MacGregora i w finale powieści spłacającego długi Stylesów za leczenie; Amos załatwia bohaterowi "Umarłych" posadę w collegu. Wśród grona dobrych ludzi mamy też Jake'a Powersa, właściciela warsztatu samochodowego, dealera pojazdów, który sprzedaje je po zaniżonych cenach, mimo że sam jako ojciec czwórki dzieci przeżywa kłopoty materialne. Czyż nie brzmi to wszystko jak w bajce?

Dodajmy dla pełnego obrazu rzeczywistości przedstawionej przez Martina w książce "Umarli nie tańczą", że Dylan nie tylko korzysta z dobroci innych. On też sprowadza na właściwe ścieżki tych, co z nich zboczyli, choćby uczniów, którzy przedstawili mu plagiaty pracy semestralnej, ale pod wpływem oddziaływań swego wykładowcy pojmują swój błąd i go naprawiają. Myślę, że w świetle tego, o czym napisałem dotychczas, szczęśliwy finał powieści jest łatwy do przewidzenia. Ze swej strony powiem tylko, iż nie będzie nim jedynie pogodzenie się Dylana Stylesa z Bogiem.

Przy całej swej przewidywalności i schematyzmowi akcji powieść "Umarli nie tańczą" Charlesa Martina czyta się dobrze, a jej lektura bardzo pozytywnie nastraja czytelnika do życia i świata. I nie ma znaczenia fakt, że niektóre wątki są w niej zbyt rozbudowane i nie mają większego wpływu na losy bohatera (np. opis meczu footballowego, polowanie na szopa pracza), a inne denerwują natrętnym dydaktyzmem ("nawrócenie" Eugene'a, Alana i Marvina). Takie książki są po prostu potrzebne współczesnemu człowiekowi, żyjącemu w świecie dalekim od bajkowych realiów.

Nie wybaczam natomiast Martinowi infantylizmu podziękowań zamieszczonych na końcu książki. Chociaż, kierowany ogromną dawka dobrej energii, uzyskanej dzięki jego powieści, jestem skłonny położyć je na karb debiutu literackiego.

Charles Martin, Umarli nie tańczą
Przekład: Jacek Bielas
Wydawnictwo WAM
Kraków 2009

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Maria Selke
  • Maria Selke
  • 12.12.2010 18:50

Kupiłam, ale nie jestem w stanie tego przeczytać. Osłabia mnie kompletnie. E.E. Smitt też pisze o uczuciach, ale jego styl jest mi zdecydowanie bliższy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czuję, że to wartościowa książka, należąca do tych, które pomagają zrozumieć wiele trudnych i bolesnych spraw.
5 za recenzję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Chyba po nią sięgnę i przeczytam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O polowaniu na szopa pracza jeszcze nie czytałam. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za dużo przewidywalności denerwuje, ale recenzja zachęca do przeczytania powieści, przekonując iż nie jest tak źle. Będę szukać tej książki.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Agata
  • Agata
  • 28.11.2010 16:11

Może to się komuś nie spodobać, ale ja lubię takie ckliwe historie z happy endem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.