Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

178549 miejsce

Umarli z głodu w środku wielkiego miasta

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2007-03-22 20:52

Zwłoki dwojga starszych ludzi, Eugenii i Zenona L. odkryła sąsiadka. On leżał w łóżku, ona siedziała w fotelu obok. Według wstępnej opinii biegłego sądowego, główną przyczyną śmierci mieszkańców Gdyni był głód!

Fot. Dziennik Bałtycki Donata Kozieniec z gdyńskiej policji jest wstrząśnięta: - To byli małżonkowie, 68-letnia kobieta i 76-letni mężczyzna. Nasze ustalenia wskazują, że nikt nie przyczynił się do tych śmierci. Lekarz sądowy wyraźnie wskazuje na ogromne wycieńczenie zmarłych. Państwo L. mieszkali sami. Nie mieli emerytur, od kilkunastu lat byli pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdyni. - Regularnie otrzymywali zasiłki - mówi Maja Opinc-Bennich z gdyńskiego MOPS. - Jeszcze na początku marca pani Eugenia była u nas po odbiór talonów na obiady, a nasza pracownica odwiedzała tę rodzinę w lutym.Policja chce, by MOPS dostarczył pełną dokumentację pomocy świadczonej Eugenii i Zenonowi L.

Ona tak dziwnie siedziała...

Małżeństwo L. mieszkało w domu komunalnym przy ulicy Bohaterów Starówki Warszawskiej od kilkudziesięciu lat. - Żyli z zasiłku socjalnego - mówi sąsiadka. To ona znalazła martwych staruszków i zawiadomiła policję. Zaniepokoiło ją szczekanie psów. L. byli samotni, schorowani, ale trzymali piątkę kundli. Psy hałasowały, więc sąsiadka zajrzała do ich mieszkania. Drzwi były otwarte.- Ona siedziała tak dziwnie na fotelu - wzdryga się kobieta. - On leżał przykryty na kanapie. Wyglądał, jakby spał. Pobiegłam zadzwonić na policję. O sąsiadach kobieta wie niewiele.

Tylko chleb z margaryną

Nie jest to pierwszy przypadek śmierci głodowej starszych ludzi w Polsce. W lutym tego roku w warszawskim szpitalu Chleb / AKPA zmarła ważąca zaledwie 19 kilogramów kobieta, którą opiekował się 85-letni małżonek, cierpiący na zaniki pamięci.W ciągu roku Szpital Wojewódzki w Gdańsku przyjmuje kilkanaście wygłodzonych osób. To przeważnie ludzie starsi, żyjący samotnie. Nie mają siły wyjść z domu, jedzą tylko chleb z margaryną, czasem powidła.

Diagnoza jest bardziej skomplikowana. Osłabienie organizmu sprawia, że wyniszczeni pacjenci trafiają tu z różnymi chorobami. Są to trudne do wyleczenia zapalenia płuc, różnego rodzaju infekcje – mówi dr Ewa Massalska-Błęcka. Według doktor Massalskiej-Błęckiej ludzie tacy nie szukają pomocy po prostu ze wstydu.

Policja wystąpiła do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdyni o dostarczenie pełnej dokumentacji pomocy, świadczonej Eugenii i Zenonowi L. Zwłoki dwojga starych ludzi zostały znalezione przez sąsiadkę w ostatni poniedziałek w mieszkaniu na Witominie.
Wczoraj do policji trafiły wstępne ustalenia Zakładu Medycyny Sądowej. Wynika z nich, że przyczyną zgonu małżonków było wyniszczenie organizmu oraz zaawansowana miażdżyca.

Adres: Bohaterów Starówki Warszawskiej w Gdyni. Wąska ulica, kocie łby, mniej i bardziej bogate domki. W tym najmniej bogatym, bo komunalnym, od kilkudziesięciu lat mieszkało małżeństwo L.
– Żyli z zasiłku socjalnego – mówi stojąca na podwórku sąsiadka. Nie chce się przedstawiać. To ona znalazła martwych staruszków i zawiadomiła policję. Sąsiadkę zaniepokoiło szczekanie psów. L. byli samotni, schorowani, ale trzymali piątkę kundli. Psy hałasowały, więc sąsiadka zajrzała do L. Drzwi były otwarte. – Ona siedziała tak dziwnie na fotelu – wzdryga się lekko sąsiadka. – On leżał przykryty na kanapie. Wyglądał jakby spał. Pobiegłam zadzwonić na policję.

O sąsiadach kobieta mówi niewiele. Byli razem od 25 lat, ale ślub kilka lat temu. On miał dwie córki z pierwszego małżeństwa. Zostawił je, pozbawiono go praw rodzicielskich. Córki jeszcze przez jakiś czas odwiedzały ojca, robiły zakupy, ale potem przestały. – Pewnie się o coś pokłócili – twierdzi sąsiadka. – Być może o alkohol, bo to też był problem. Ostatnio on, po powrocie ze szpitala, nie wstawał z łóżka. Sąsiadka widziała panią Eugenię ostatni raz w sobotę. Tak jakoś dziwnie szła.
– Wygłodzeni? – zastanawia się kobieta. – Wie pani, w miarę możliwości im pomagałam. Dałam jakiś półmisek na święta, coś czasem podrzuciłam. Ale mnie też nie stać na stałe dokarmianie dwojga ludzi.
W gdyńskim MOPS nikt nie wierzy, że państwo L. mogli umrzeć z głodu. – Nasza pracownica odwiedziła ich mieszkanie w lutym- mówi Sabina Zelega, kierowniczka ośrodka przy ul. Abrahama, który opiekował się małżeństwem. – Nic nie wskazywało na to, że głodują.

Z wyliczeń MOPS wynika, że przez czternaście miesięcy (od stycznia ub. roku do marca br.) państwo L. łącznie otrzymali z ośrodka 11 tysięcy złotych w różnej formie. Były to zarówno zasiłki stałe, celowe, jak i talony obiadowe do realizacji w barze Słoneczko. Małżeństwo dostawało też dopłaty do czynszu.
– Oni byli tacy szczupli z natury, więc wyglądali na wygłodzonych – twierdzą pracownicy MOPS. – Podejrzewamy raczej problem alkoholowy. Może się czymś zatruli?
– Nie – odpowiadają policjanci. – Sekcja wykluczyła zatrucie alkoholem.

W ośrodku pomocy społecznej słyszę, że ponoć córki pana L., które pojawiły się w mieszkaniu po śmierci ojca, znalazły jedzenie w lodówce. Nie mogę tego potwierdzić – córki nie chcą rozmawiać z dziennikarzem.
– Przykra sprawa – stwierdza z żalem Maja Opinc-Bennich, rzeczniczka gdyńskiego MOPS. – Nie widzę w tym jednak naszych zaniedbań.
Od opiekunów państwa L. słyszę, że pani Eugenia leczyła się psychiatrycznie. Równocześnie opiekowała się unieruchomionym w łóżku mężem. Może choroba żony doprowadziła do zagłodzenia małżonków?
– Zachowywała się normalnie – twierdzi sąsiadka.
Policja do tej pory szuka odpowiedzi na pytania: – Które z małżonków wcześniej zmarło? Dlaczego odeszli w tym samym czasie?
Pytań jest więcej. Nie wiemy, jak to możliwe, że w XXI wieku, w bogatym dużym mieście, wycieńczenie organizmu mogło spowodować śmierć dwojga starych ludzi. Ludzi objętych opieką odpowiednich instytucji, żyjących wśród sąsiadów, znajomych.
– Coś widocznie nie zagrało – mówi Joanna Grajter, rzeczniczka gdyńskiego magistratu.
Tylko co?

Jedzą tylko chleb z margaryną

Z dr Ewą Massalską-Błęcką , ordynatorem oddziału internistycznego w Szpitalu Wojewódzkim w Gdańsku, rozmawia Dorota Abramowicz
– Jak często trafiają do szpitala wygłodzeni pacjenci?
– W ciągu roku nasz niewielki oddział przyjmuje kilkanaście takich osób. Są to przeważnie ludzie starsi, żyjący samotnie. Nie mają siły wyjść z domu, jedzą chleb z margaryną, jakieś powidła.
– Czy w karcie choroby lekarze piszą po prostu "wygłodzenie"?
– Diagnoza jest bardziej skomplikowana. Osłabienie organizmu sprawia, że wyniszczeni pacjenci trafiają tu z różnymi chorobami. Są to trudne do wyleczenia zapalenia płuc, różnego rodzaju infekcje. Często nawet błahe, ale wobec braku odporności trudne do pokonania przez głodnego człowieka. Odrębną sprawą jest zaniechanie leczenia w domu przez pacjenta. Jeśli nie ma pieniędzy na jedzenie, to nie ma też na leki.
– Dlaczego osoby znajdujące się w trudnej sytuacji nie szukają pomocy? Są sąsiedzi, różne instytucje...
– Czasem przyczyną jest wstyd. Dorosłe dzieci wyjechały za granicę, a rodzice nie chcą im "zawracać głowy". U osób starszych pojawiają się też otępienie, depresje. Jeśli się tego nie leczy, skutki mogą być tragiczne.
– A co się dzieje z pacjentem po zakończeniu leczenia?
– Jeszcze podczas pobytu w szpitalu szukamy rodziny. Zdarza się, że zawiadomieni o chorobie dziadka bliscy "nadrabiają zaległości", wręcz koczują w szpitalu. Bywa też i tak, że nasze poszukiwania kończą się niepowodzeniem. Wtedy zawiadamiamy pomoc społeczną.

Gdzie szukać pomocy?

W każdej gminie działają Ośrodki Pomocy Społecznej, gdzie należy sygnały o osobach, znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji życiowej. W Gdyni wystarczy zadzwonić pod numer 058-782 0120. Ponadto pomocy można szukać w dyżurującym całodobowo Ośrodku Interwencji Kryzysowej (0-58 622 22 22). W każdym mieście działają także organizacje pozarządowe ( informacji na ten temat udzielają centra organizacji pozarządowych). Pomoc świadczą również organizacje kościelne, z Caritas na czele.

Dorota Abramowicz



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

@ JadwigA

WOW!!! Właśnie mnie oświeciłaś! Nie miałem pojęcia że przez ostatnie 17 lat rządziła w Polsce LPR. Tego to nawet Oleksy jeszcze nie ujawnił.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I to jest ta "godna smierć" którą LPRowscy ortodoksi zapiszą w konstytucji po to tylko, żeby się nie nazywała eutanazją. Pod egidą "opieki społecznej" która obserwacje nad polską nędzą prowadzi wnikliwie - zza biurka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdybyśmy wiedzieli, że za ścianą mieszkają tacy ludzie...
Gdybyśmy wiedzieli, że potrzebują pomocy. Gdybyśmy ich dostrzegli lub gdyby oni o tę pomoc poprosili.
Obawiam się, że swój udział miało tu i rozluźnienie sąsiedzkich więzi oraz niezauważanie problemów cudzych ludzi (obecnie nagminne), jak i duma staruszków, którzy nie umieli zapukać do drzwi choćby tej kobiety, która ich znalazła, i powiedzieć "nie mamy co jeść".
Sami umarli z głodu, a swoje psy karmili. Ciekaw jestem, skąd je mieli i co się z nimi stanie teraz, po śmierci właścicieli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oni zmarli, inni głodują bo dotychczas rządzący dbali tylko o swoje kieszenie i swych piesków/kolesi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Smutne...a gdzie byli sąsiedzi? gdzie była ta pomoc społeczna? czemu nikt się nie zainteresował...?..tych pytań może być jeszcze wiele, ale tak naprawdę to jest pytanie do każdego z nas...co my byśmy zrobili gdybyśmy wiedzieli, że za ścianą mieszkają tacy ludzie? czy pomoglibyśmy im? na to pytanie odpowiedzcie sobie sami...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Naprawdę, wstyd mi zrobić sobie kolację...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.