„Dać słowo, że cię będę stale kochać, to dla mnie żaden kłopot. Nie przyrzekam przecież całe życie szaleć, lecz każdą, która wpadnie w oko, kochać i stale szukać dalej”. A może gdzieś
znajduje się jednak kres tych "łajdacznych" poszukiwań?
"Umowa, czyli Łajdak ukarany", to spektakl pełen błyskotliwych dialogów i monologów wykonywanych momentami w sposób iście kabaretowy. To także świetne kreacje stworzone przez aktorów Teatru Narodowego, którzy w niektórych scenach mogą zaszokować tych, którzy nie umieją oddzielić fikcyjnych postaci od aktorów (scena namiętnego pocałunku Hrabiny z Kawalerem). Absolutnym walorem tej sztuki jest także świetnie zawiązana intryga. Ukazuje ona nie tylko podstępny charakter typowego libertyna - Lelia, ale także ogromne pragnienie miłości, któremu uległa Hrabina.
"Umowa, czyli Łajdak ukarany", to dramat jednego z najwybitniejszych francuskich autorów XVIII wieku - Pierre' a de Marivaux. Przekładu na język polski dokonał Jerzy Radziwiłowicz, który wcielił się także w jedną z postaci (Trivelin). Obok niego na scenie można zobaczyć także Małgorzatę Kożuchowską (Hrabina), debiutującą Wiktorię Gorodeckaję (Kawaler), Grzegorza Małeckiego (Lelio), Karola Pochecia (Arlekin) i Jerzego Łapińskiego (Frontin).
Reżyserią spektaklu zajął się Jacques Lassalle, związany na co dzień z Comédie Française.
Nie sposób nie wspomnieć także o scenografii Doroty Kołodyńskiej, która używając bardzo współczesnych materiałów (m. in. lampy elektrycznej, zlewu czy plastikowych płatów folii na których namalowane były drzewa), dokonała bardzo interesującego kontrastu epok, co przyczynia się do swego rodzaju uniwersalizacji przesłania dramatu. Oprawa muzyczna przedstawienia to dzieło Jacka Ostaszewskiego, który zaaranżował francuskie pieśni ludowe na wyczuwalną polską nutę.
Polska premiera tego spektaklu odbyła się 5 marca bieżącego roku w Teatrze Narodowym w Warszawie. Jeśli ktoś jeszcze do tej pory nie obejrzał tego przedstawienia, będzie miał okazję do nadrobienia zaległości 16 i 17 czerwca.