Facebook Google+ Twitter

Umrzeć w imię swych poglądów. "Moc i chwała" G.Greene

Podobno człowieka można zniszczyć, ale nie można go pokonać. Podobno. Ale jest chyba kilka wyjątków od tej reguły (niestety). Jeden z nich opisuje Graham Greene. "Moc i chwała". Klasyka, nie klasyka, ale za serce chwyta.

 / Fot. Wydawnictwo TyniecFabuła dająca się streścić w jednym zdaniu: rządy Czerwonych Koszul w Meksyku. Walka z Kościołem, krwawe rozprawianie się z duchownymi. "Moc i chwała" to wycinek tych wydarzeń. Na wolności jest już tylko jeden ksiądz, ale ten skutecznie ukrywa się przed władzą. Zabicie go pozwoli osiągnąć cel. Duchowny jednak wydaje się nieuchwytny. Nie, to nie jeden z tych kapłanów, którzy już za życia zostali ogłoszeni świętymi, a ich męczeńska śmierć powiększy niebiańskie grono. Ksiądz jest alkoholikiem, ma dziecko i w swoich własnych oczach jest nikim. Ale wiary nie utracił tak całkiem do końca. Chce śmierci, ale nie może oddać się w ręce kata dla własnej wygody, religia mu tego zabrania.

Nie o fabułę tu jednak chodzi, to tylko zaczątek do pokazania czegoś więcej: emocji, niełatwych pytań, zaintrygowania czytelnika. Wbrew pozorom to nie powieść historyczna (tło wydarzeń to tylko dodatek do reszty).

Greene nie musi nikomu niczego udowadniać. Ale nikt przecież tego od niego nie wymagał. Pisarz swój kunszt pokazał w bolesnym, gorzkim, wypełnionym emocjami "Sednie sprawy", tragicznym "Dziesiątym człowieku", złożonym psychologicznie i zadającym trudne pytania "Doktorze Fischerze z Genewy". Ale potrafił też pisać z humorem (czasem czarnym i ciętym wręcz), czego dowodem "Podróże z moją ciotką". To nie one jednak przysporzyły mu takiej sławy, jak "Moc i chwała". To klasyka, a z klasyką, jak wiadomo, nie dyskutuje się. Greene pewnie oburzyłby się na tak postawioną tezę. Każda jego książka ma w sobie niewidzialny przycisk, który zapala czytelnika do dyskusji, włącza go w polemikę. Tak jest i tym razem. To nie ten kanon literatury, który stoi na półce i ma ładnie wyglądać. To książka, która musi wędrować z rąk do rąk (i to czyni). I pyta, przede wszystkim pyta o to, gdzie tkwią nasze słabości, ile człowiek jest w stanie wziąć na swoje barki, gdzie tkwi ta cienka granica, której przekroczenie jest tożsame z upadkiem, ze zniszczeniem, z pokonaniem człowieka. Czy mimo słabości - tych ludzkich słabości - można być kimś dobrym? Jak ważne są ideały? Czy jesteśmy gotowi zaufać drodze, którą obraliśmy? I wreszcie: czy ja potrafiłbym umrzeć za to, w co wierzę, co wyznaję, kim jestem?

Nas, którzy mieszkamy w Europie XXI wieku większość tych pytań dotyczy w sferze spekulacji, ale na świecie ludzie giną, giną za to, kim są. "Moc i chwała" to powieść (niestety) nadal aktualna. Wiedziałem, jak się skończy, bo to moja druga lektura odkopana przy wznowienia książki. Ale nie o fabułę tu chodziło, więc mogłem czytać bez znudzenia. Pomijając już fakt, że to kawał naprawdę dobrze napisanej, skrojonej na miarę powieści, pozostaje jeszcze przesłanie. No właśnie: "przesłanie" - niezbyt dobrze to słowo się kojarzy, bo zaraz mamy na myśli umoralnianie albo szkolne lekcje. Nie, Greene nie powie nam, co mamy czynić. Na kartach jego powieści (nie tylko tej, ale i innych) nie ma wskazówek dla czytelnika, pustych aforyzmów, wydumanych przemyśleń. Jest za to coś więcej. Powiem więcej: jakiekolwiek przesłanie jest tu ukryte. A dzięki temu, że ukryte, każdy znajdzie inne. W książkach szukamy odpowiedzi na własne pytania, nie na te uniwersalne prawdy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.