
W zakończonych w piątek wyborach prezydenckich zwycięzcą został dotychczasowy prezydent Robert Mugabe. Nie jest to zaskoczenie, gdyż był jedynym kandydatem po rezygnacji lidera opozycji Morgana Tsangiraiego. Frekwencja wniosła 42 proc. na Mugabego głos oddało 85,51 proc. uprawionych, ponad 230 tys. głosów padło na lidera partii Movement for the Democratic Change (MDC). Nie został skreślony z list wyborczych, gdyż według Komisji Wyborczej decyzja o jego rezygnacji z wyścigu o fotel prezydencki wpłynęła za późno.
Zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów Robert Mugabe został zaprzysiężony po raz szósty na prezydenta. Pierwszą reakcją przedstawiciela MDC Nelsona Chamisa były słowa "żart roku i akt desperacji ze strony reżimu". Niezależni wysłannicy Wspólnoty Rozwoju Afryki Południowej (SADC) stwierdzili, że zakończone wybory nie spełniły woli mieszkańców Zimbabwe i były przeprowadzone w sposób niedemokratyczny.
Przywódcy zebrani na posiedzeniu Unii Afrykańskiej jednoznacznie orzekli, że nie będą zajmowali się „uznawaniem tytułów polityków", ale „cierpieniami Afrykańczyków". Co jest oczywistym nonsensem, gdyż w ciągu trzech miesięcy między jedną a drugą turą wyborów prezydenckich odbywających się w Zimbabwe reżim partii ZANU - PF pod egidą Roberta Mugabe, zabił około stu przedstawicieli opozycji, zaś 230 tys. cywilów zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.
Nowy - stary prezydent uczestniczy w zjeździe i ostrzegł pozostałych przywódców, że nie mogą go oceniać, gdyż sami prowadzą "brudną" politykę. Po konsultacjach stwierdzono, że UA postara się przekonać Mugabego do rozpoczęcia rozmów z opozycją i doprowadzi do "konsensusu w sprawie negocjacji". Jednocześnie odniesiono się krytycznie do zapowiadanych przez organizacje międzynarodowe sankcji wobec Zimbabwe.
A w tej kwestii USA, ONZ i Komisja Europejska mówi jednym głosem, jedynie Rosja, RPA i Chiny wyraziła sprzeciw. Przebywająca w Państwie Środka Condoleezza Rice zabiega o krytyczny głos ze strony tamtejszego rządu. Sekretarz stanu USA zapowiedziała, że Stany Zjednoczone postarają sie w najbliższym czasie wpłynąć na ONZ w sprawie wydania specjalnej rezolucji, która byłaby "mocnym komunikatem perswazyjnym". Chiny na razie nie zajęły jednoznacznego stanowiska w sprawie Zimbabwe, a jako stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ ich głos jest bardzo ważny w podejmowaniu wszelakich decyzji. Rzecznik Białego Domu Dan Perino powiedział, że możliwe, że sankcje będą obejmowały zakaz wydawania wiz dla przedstawicieli zimbabweńskich władz, środki blokujące transfer pieniędzy dla reżimu w Harare i embargo na broń.
Prezydent Mugabe stwierdził, że jest gotowy do podjęcia rozmów. Z pewnością jest świadomy swojej niestabilnej pozycji, gdyż jego partia Zimbabwe African Union Patriotic Front (ZANU - PF) ponisła porażkę w wyborach parlamentarnych i chcąc nie chcąc będzie musiała pertraktować z MDC. Jej Lider Morgan Tsangirai zapowiedział, że jest gotów do koalicji zachowując nawet Mugabego jako "prezydenta - figuranta", jednak co tak naprawdę się wydarzy pokaże czas.
Źródła: gazeta.pl, PAP, afryka.org