Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

53037 miejsce

Unicestwienie w kinie.

Co pozostało w pamięci po 6. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Era Nowe Horyzonty.

Oferta filmowa była niezwykle zróżnicowana; każdy mógł wybrać coś dla siebie. Byliśmy z żoną na sześciu filmach w ciągu tygodnia, a z pewnością poszlibyśmy na więcej, gdyby nie ograniczenia czasowe i finansowe. W żadnym wypadku nie żałowaliśmy pieniędzy wydanych na bilety. Atmosfera, jaką tworzyli zapaleńcy z dużymi plecakami i kolorowymi torbami z logo festiwalu była po prostu biwakowa i nawet miejscowi mogli poczuć się jak na wyjeździe.

Wrocław słabo?
Poprzednie edycje festiwalu miały miejsce w Cieszynie. W kuluarach mówiło się, że Wrocław nie wypadł za dobrze, bo tylko 10 procent widowni stanowili mieszkańcy miasta. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że wiele osób wzięło w tym czasie urlopy, studenci porozjeżdżali się do domów lub na wakacje, a z drugiej strony przyjechało naprawdę dużo osób za całej Polski i z zagranicy. Wielu Wrocławian pamięta jeszcze legendarne kino Studio , w którym można było zobaczyć „Psa Andaluzyjskiego” w zupełnej ciszy. Tu mieszkają ludzie, którzy chcą ambitniejszego kina. Te dziesięć procent to chyba jednak całkiem sporo...

Do wyboru, do tytułu
Długo można pisać o samych filmach, ale przecież każdy zainteresowany może odwiedzić stronę festiwalową http://6ff.eranowehoryzonty.pl/index.php i tam dowiedzieć się więcej o samej imprezie i poszczególnych dziełach. Należy tu pochwalić organizatorów festiwalu, że umożliwili rezerwowanie, a nawet kupowanie biletów przez Internet. Wciąż słyszę muzyczny motyw przewodni filmu, który wywarł na mnie największe wrażenie i widzę jego bajecznie barwne sceny. Radość i smutek, szczęście i łzy, romans i sensacja, miłość i terror, piękno i zło splatają się w tym dziele w jedną, spójną całość. Czy ktoś uwierzy, że taki może być Bollywood? A jednak! Film pt. „Fanaa” łączy w sobie wszystkie te antynomie i wiele innych, co sprawia, że ogląda się go z zapartym tchem i nieodpartym wrażeniem, że oto opowiada nam się baśń osadzoną w realiach współczesnego świata.

Era Bollywood
"Fanaa" oznacza unicestwienie. Można ten tytuł rozumieć na wiele sposobów, między innymi tak, że unicestwia on i rozbija w proch nasze dotychczasowe myślenie o kinie indyjskim, a może i kinie w ogóle. W tym filmie dosłownie wszystko może się zdarzyć. Początkowo akcja toczy się w konwencji teledysku, dynamicznego musicalu, by przejść w sensację, a zakończyć się dramatem. Film dzieli się na dwie części, które tak radykalnie się od siebie tak różnią, że mogły by stanowić dwa osobne obrazy. A jednak nie czujemy, że ktoś stara się tu „naciągać”, że to przesada – wręcz przeciwnie, kiedy ma miejsce nagły zwrot akcji, bierzemy głęboki oddech, przeczuwając, że dopiero teraz „będzie się działo”. I nie zawiedziemy się! Naprawdę nic więcej nie można zdradzić, jeśli nie chce się zepsuć przyjemności oglądania "Fanaa".

Kolejna taka szansa za rok
Warto zobaczyć wszystkie wymienione filmy, tak jak warto już teraz postanowić sobie, że za rok przyjedziemy lub zostaniemy w drugiej połowie lipca we Wrocławiu, żeby wziąć udział w 7. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Era Nowe Horyzonty. Na pewno nie spotka nas zawód!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.