Facebook Google+ Twitter

Uniwersytet wolny i radosny

Profesorowie Roman i Tadeusz bawili się w tej samej piaskownicy i chodzili do tej samej szkoły. Ponoć kopali też piłkę w okolicach Teatru Śląskiego. Kto by wtedy pomyślał, że po latach wystąpią w głównych rolach na śląskiej scenie?

Krystyna Bochenek! Obecna! – chciałam zakrzyknąć, ale na szczęście ugryzłam się w język. To magnificencja rektor Uniwersytetu Śląskiego, prof. Janusz Janeczek, wymienił moje nazwisko. Nie siedziałam jednak w studenckiej ławce, ale w teatralnym fotelu, podczas 40. inauguracji roku akademickiego w największej śląskiej i jednej z większych uczelni w naszej części Europy.

Mimo że przyszłam jako gość, to byłam oczywiście u siebie, pomiędzy byłymi, teraźniejszymi i przyszłymi studentami wszechnicy. W czasach gdy ja studiowałam, prędzej można było spotkać na Śląsku przyszłego inżyniera albo lekarza. Teraz niemal w każdym towarzystwie znajdzie się absolwent jednego z dwunastu wydziałów uniwersytetu. Niektórzy zasiadali na scenie teatru w różnobarwnych togach, inni z poważną miną i w okularach gromadzili się na parterze, balkonach i lożach. Rozpoznawałam wśród nich kruczoczarnych niegdyś asystentów, żałowałam zawadiackich czupryn, które nie chciały się trzymać mądrych głów.

Tylko prof. Tadeusz Sławek nieodmiennie zachwyca długimi włosami. Dziewczyny, z którymi wertowałam skrypty, teraz same piszą książki i jak prof. Jola Tambor, uczą polskiego nawet najbardziej opornych cudzoziemców. Nic dziwnego, że po chwili zaczęłam się zastanawiać, czy nie jestem jednak z trochę innej bajki. Chociaż, myślę sobie, i tu senat, i tu...

Prawdziwy niepokój mnie jednak ogarnął, gdy prof. Roman Ger, matematyk, który obok prof. Sławka odbierał tegoroczną nagrodę Pro Scientia et Arte (za zasługi dla nauki i sztuki), dziękując za to wyróżnienie, opowiedział anegdotę z życia wielkiego Hugona Steinhausa. Otóż ten lwowsko-wrocławski matematyk, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, w czasach stalinowskich otrzymał polecenie od sekretarza PAN: „Niech obywatel profesor usprawiedliwi swoją nieobecność na posiedzeniach Akademii! ”. „Zrobię to natychmiast, jeśli niektórzy członkowie tego gremium usprawiedliwią swoją tam obecność” – brzmiała odpowiedź. Poczułam się głupio. Bo jak po takim dictum zaledwie magister usiedzieć ma spokojnie w tak dostojnym gronie?

Na szczęście, jakkolwiek w Teatrze Śląskim w ubiegłą sobotę wystąpiło nadzwyczajne zagęszczenie elit naukowych, nie oznaczało to wykluczenia tych, których Bóg obdarzył talentami niekoniecznie naukowymi. Rektor ogłosił dwie jeszcze „ciepłe” nominacje do tytułu doktora honoris causa śląskiej uczelni. Decyzje dotyczą aktora Jerzego Stuhra i księdza arcybiskupa Damiana Zimonia. Powtórzył też, o czym donosił wcześniej Dziennik Zachodni, wolę budowy pomnika studenta.

Magnificencjo! Byłam studentką, więc taki pomysł przypadł mi do gustu, ale spodobałby mi się jeszcze bardziej, gdyby obok studenta uwieczniał też studentkę. Czy ktoś policzył, kogo było więcej w ciągu czterdziestu lat, studentek czy studentów? Proszę nie zapominać o roli uniwersytetu w krzewieniu równouprawnienia płci na naszym terenie! Proszę też nie zapominać o niezwykłej przemianie, jaka się dokonała w ciągu minionych kilkudziesięciu lat. Mocnym symbolem takiej przemiany są życiorysy obu laureatów nagrody Pro Scientia et Arte. Jak się dowiedziałam, profesorowie Roman i Tadeusz bawili się w tej samej piaskownicy i chodzili do tej samej szkoły. Ponoć kopali też piłkę w okolicach Teatru Śląskiego. Kto by wtedy pomyślał, że po latach wystąpią w głównych rolach na śląskiej scenie?

Nie byłoby tej wzruszającej uroczystości bez uniwersytetu. Nie byłoby ukradkiem wycieranych łez przez mamę pana prof. Gera, która zapewne nie wyobrażała sobie, jak bardzo inne będzie życie jej syna, wnuczek i prawnuka od tego, jakie można było projektować kilka dekad temu. Nasze mamy przeżyły ciekawe czasy, co brzmi przyjemnie, ale życzenie „obyś żył w ciekawych czasach” jest podobno chińskim przekleństwem. Nie wiem, czy moja Alma Mater była w minionych latach bardziej czerwona i naszpikowana bezpieką niż inne uczelnie, o czym szeroko ostatnio się pisze. Prof. Janeczek także te bolesne kwestie poruszał podczas inauguracji. Wiem natomiast, że jest dziś uczelnią dużą i szanowaną.

Mam głęboką nadzieję, że mary przeszłości nie będą też ciążyły nad jej przyszłością. A przyszłość będzie jasna jak ten mały chłopiec, który bez zahamowań, swobodny i radosny, wbiegł na scenę z bukietem kwiatków, by uściskać swojego dziadka. Profesora Uniwersytetu Śląskiego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.