Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

157496 miejsce

Unplugged 13. Sztambuch bezprądowca

Wczesny poranek we wtorek, trzynastego stycznia. Coraz bardziej przeraźliwy krzyk domowego ju-pi-esa zwiastuje nieszczęście, jakiego nie pamiętają tutaj, może nie najstarsi, ale mieszkańcy o najdłuższym stażu...

Bo moja ulica jest w sercu miasta... i dzisiaj to serce stanęło na kilka godzin, z powodu awarii energetycznej. Pocieszam się, że w czasach nowoczesnych metod przywracania do życia, defibrylacja nie potrwa długo. Próbuję jak najszybciej odnaleźć się w roli człowieka pierwotnego i pożyć trochę "akustycznie".

Nie działają telefony, faks, internet, telewizja, radio, lodówka, lampki na choince, do łazienki potrzebny jest noktowizor, zatrzymały się zegarki – słowem, czas stanął w miejscu. Co zatrzymało się sąsiadom i co się stało w mieście - które niechcący wpędzono w stan śmierci klinicznej - wolę nie myśleć. Głucha cisza. Ju-pi-es też w końcu się poddał...

Sięgam po nielubianą w normalnych warunkach komórkę i dzwonię na pogotowie energetyczne (nie, nie pod 112)... proszę czekać, proszę czekać, proszę czekać. Zniecierpliwiony wybieram numer ponownie. W końcu wyraźnie znudzony telefonista przedstawia się jako pogotowie energetyczne. Mówię, że dzwonię z Długiej i pytam jak długo potrwa kryzys, energetyczny?

W odpowiedzi słyszę od niechcenia, że „zgodnie z komunikatami w mediach awaria potrwa co najmniej do godziny dwunastej”. Chcę jeszcze odruchowo dodać: - Aha, już włączam...(tvn24?), ale pan od źródła prądu nieoczekiwanie się rozłącza - najpewniej w celu przekazania tej porażająco optymistycznej nowiny następnemu w kolejce. No tak, myślę, sztuka informowania społeczeństwa o kataklizmach sięgnęła zenitu. Równie dobrze mogliby zaprosić ślepego do kina, albo głuchego do filharmonii...

Chyba, że chodziło mu o to, że moi znajomi i klienci publicznie dowiedzą się jaka dotknęła mnie tragedia i przybiegną z odsieczą. Wtajemniczeni wiedzą przecież, że już samo zgaśnięcie modemu powoduje u mnie przyspieszone bicie serca... W każdej trudnej sytuacji można jednak znaleźć dobre strony, dlatego wykorzystuję szczęśliwie wyposażonego w akumulator laptopa i dopóki się świeci – albo dopóki prąd znów nie popłynie w kablach – piszę... może nie tylko sobie. Świeci też słońce.

PS Godz. 10.34 – wszystko zaczyna działać, wszystko się podświetla... Uff, co za ulga! Czuję, jakby z kilkunastogodzinnym przyspieszeniem nadszedł kolejny już, oby fartowny, czternasty dzień stycznia. A mówili, że pusta rura gazowa to najgorsze co może mnie spotkać.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: prąd awaria


Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

No widzisz, gdybyśmy siedzieli dotąd na drzewach, pojęcia o tego typu kataklizmach /?/ nie mieli byśmy. :)))))
Cywilizacja stresuje!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.