Facebook Google+ Twitter

Unwritten Law - "Swan". Łabędź na rockowo

Co prawda od premiery „Łabędzia” minęło już prawie 5 miesięcy, ale różne sprawy złożyły się na to, że albumu wnikliwie odsłuchałem z dość dużym poślizgiem. Jednak w tym przypadku, sprawdziło się powiedzenie: lepiej późno niż wcale.

 / Fot. Okładka płytyNa "Swan" zespół kazał fanom czekać aż 6 lat. Od czasu wydania – przez wielu określanego najlepszym krążkiem w dorobku grupy – "Here's to the Mourning", minęło ponad pół dekady, ale owe kilkadziesiąt miesięcy zostało nam wynagrodzone z nawiązką. A trzeba przyznać, że poprzeczka została zawieszona wysoko. Niejednokrotnie album wydawany po dłuższej chwili ciszy, okazywał się – delikatnie rzecz ujmując – niewypałem. Przerabiali to najwięksi. Dlatego bardzo obawiałem się o jakość "Łabędzia". Niepokój został rozwiany po wydaniu pierwszego singla.

"Starships & Apocalypse" swoim brzmieniem od razu przypomniał mi bodaj największy hit UW - "Seein' Red". Tekst o kobiecie, przeżywającej każdy dzień, tak jak gdyby był ostatnim w jej życiu (carpe diem), w połączeniu z wpadającą w ucho linią melodyczną i mocnym refrenem, stanowi mieszankę wybuchową. Idealny wybór singla. Rozbudzono apetyty.

"Nevermind" to kawałek, który śmiało można określić mianem prawie popowego. Co – zastrzegam – nie jest absolutnie zarzutem w jego kierunku. Tekst traktuje o poważnych sprawach (człowiek zagubiony w gąszczu własnych pragnień i myśli), a gwarantuję, że słuchając go nie usiedzicie w jednym miejscu. Samoistnie przymusza do bujania całym ciałem i śpiewania razem ze Scottem.

Dalej dostajemy dwa utwory poruszające problem narkotyków. Zarówno "Dark Dayz" jak i "Last Chance" są raczej surowe w brzmieniu i odwołują się do post-grunge’owych korzeni zespołu. Zanim zdążymy "przeskoczyć" do tego klimatu, UW zmienia go diametralnie w następnym utworze. Delikatna, akustyczna ballada "Sing", opowiada o zakochanym bez pamięci mężczyźnie, który czuje rozdarcie, dopóki nie będzie ponownie razem z ukochaną kobietą. Temat przejrzysty i oklepany, ale wykonanie nietuzinkowe. I ten refren. Kołysze się gdzieś w głębi głowy. "Take me home. Take me again and again…"

Kolejny na liście "Superbad" traktuje o zbuntowanym facecie, który koniecznie chce rozładować drzemiące w nim napięcie. Pokaz siły, rewolta – to jego przeznaczenie. Mocna gitara nadaje kawałkowi wyrazistość. Tempo zwalniamy nieco w "Let You Go". Aczkolwiek nie odbiegamy zbytnio od tematów "siłowych". Uwagę zwracają świetne chórki na refrenach. Dobrze kontrastują z szybszymi zwrotkami. W trakcie tego utworu nie można się nudzić. Na "Chicken (Ready to go)" możemy usłyszeć gościnnie rapowy wokal Del The Funky Homosapiena. Całkiem przyzwoicie współgra z Russo. Biorąc pod uwagę poziom reszty utworów, ten może być najsłabszym (co nie znaczy, że słabym) na krążku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.