
Przechodząc dzisiaj ulicą Dworcową trudno sobie wyobrazić, że ten stojący lekko na uboczu budynek stworzono niespełna 100 lat temu, jako luksusowy, prywatny dworzec dla jednego z ostatnich cesarzy - Wilhelma II. Trudno też sobie wyobrazić, że obiekt ten jest wpisany do rejestru zabytków i podlega z racji ustawy, szczególnej trosce i ochronie. Ta "troska i ochrona" ogranicza się jedynie do krat w oknach i taśmy zabezpieczającej.
Skąd się wziął Dworzec?
Historia powstania Dworca sięga początku XX w. i nie jest jednoznaczna. Wszyscy zgadzają się co do faktu, iż jego budowa była wymuszona przyjazdem niemieckiego cesarza Wilhelma II. Ówczesny zaborca, ze względów prestiżowych i bezpieczeństwa podróżował po kraju prywatnym pociągiem. Wjazd takiego składu na perony przeznaczone dla mieszkańców miasta był nie do pomyślenia, a orszak władcy i delegacja powitalna wraz z orkiestrą wymagały odpowiedniej przestrzeni. Przyczyna budowy jest jasna, kontrowersje budzi natomiast data powstania Dworca.
Według niektórych źródeł Dworzec powstał w 1902 roku, gdyż wtedy planowano odsłonić w Poznaniu pomnik Fryderyka III. Druga koncepcja mówi, że dworzec zbudowano dziesięć lat później, czyli w 1912 roku. Prawda jak zawsze leży pośrodku. Wiadomo, że w 1902 Cesarz odwiedził Poznań i wtedy zapadła właśnie decyzja o budowie specjalnego dworca. Początkowo prawdopodobnie był to jednak tylko dodatkowy peron z zadaszeniem. Dworzec zaczął nabierać ostatecznego kształtu dopiero, gdy w 1902 postanowiono rozebrać część fortyfikacji wewnętrznych Twierdzy Poznań tworząc miejsce rozwijającemu się miastu. W 1910 zakończono budowę Zamku Cesarskiego, przez co Poznań uzyskał status Residenzstadt (Rezydencji Cesarza), Dworzec był wtedy na ukończeniu.

Co widział Wilhelm II?
Peron długości 300 m architekt postanowił zadaszyć w 1/3. Pierwotnie dach był zbudowany w większości ze szkła. Cała konstrukcja opierała się na smukłych, metalowych wspornikach. Później zadaszenie zostało przebudowane, prawdopodobnie przez względy bezpieczeństwa. Zmniejszono ilość szklanych elementów, a na ich miejsce wstawiono drewniane, ozdobne kasetony. W środkowej części zmodernizowanego zadaszenia, tuż przy wejściu do pawilonu umieszczono pokaźny świetlik.
Wewnątrz budynku dworca znajdował się salon, którego ściany przyozdobiono dębową boazerią z wielkim lustrem, w którym odbijało się światło dużego, zdobionego żyrandola. Lustro spełniło podwójną rolę, gdyż z pewnością dzięki wrażeniu optycznemu powiększało znacznie całe pomieszczenie. W salonie znajdowało się mnóstwo zdobnych detali mających dodać pokojowi odpowiedniego, cesarskiego przepychu. Jednak dostatecznym potwierdzeniem statutu Wilhelma była sama idea dworca, miejsca w którym miał on spędzać co najwyżej kilka minut, a faktycznie odwiedził je raz - 25 sierpnia 1913, na rok przed wybuchem I wojny światowej.
W służbie wolnej Polsce
Dworzec cesarski odegrał jednak ważniejszą rolę w historii Poznania i Polski niż kilkunastominutowa audiencja cesarska. To właśnie na Dworzec Letni wjechał 26 grudnia 1918 roku pociąg z Gdańska, którym przyjechał Ignacy Paderewski. Przyjazd wybitnego polskiego muzyka i polityka był iskrą, która dzień później rozpaliła Powstanie Wielkopolskie. Powstanie jako jedyne w dziejach Polski zakończyło się sukcesem - Wielkopolskę włączono do II Rzeczypospolitej.
Znaną dziś nazwę dworzec otrzymał już w wolnej Polsce. W latach międzywojennych z peronu odjeżdżały pociągi w kierunku Puszczykowa, czy Osowej Góry - weekendowych letnisk poznaniaków. Co dzień do podjeżdżającego otwartego pociągu wtłaczały się tłumy uciekające od zgiełku miasta w cisze nadwarciańskich wiosek.
Po II wojnie światowej dworzec zaczął powoli odchodzić w zapomnienie. Małe pomieszczenie budynku nie było przystosowane do obsługi podróżnych, nawet nigdy w budynku nie znajdowała się kasa biletowa. Zdarzało się, że z peronu odjeżdżały pociągi kolonijne lub specjalne jednak nikt nie przejmował się stanem budynku i zadaszeniu peronu, które latami bez konserwacji coraz bardziej niszczały.

Co dziś widzi turysta?
Przez ostanie kilka lat Dworzec pełnił ponoć rolę pomieszczenia szkoleniowego dla kolejarzy. Ponoć, gdyż PKP Nieruchomości nie jest chętne do udzielania informacji na temat obecnego przeznaczenia Dworca. Ciężko było nawet odszukać osobę kompetentną w tej kwestii. Po kilku dniach telefonowania udało się jedynie dowiedzieć ile osób nie zajmuje się tą sprawą i że pani, która „coś” na ten temat wie, jest na urlopie. Koniec urlopu też nie przyniósł rewolucji, gdyż kompetentna pani stwierdziła, że chyba nie może udzielić takich informacji przez telefon i należałoby złożyć prośbę o ich udostępnienie. Pomimo tajemniczego podejścia urzędników wydaje się, że mała naklejka na drzwiach z logo Inter City powstrzymała choć częściowo proces jego ustawicznej dewastacji.
Dziś peron 4b rzadko jest używany zgodnie z jego przeznaczeniem. Służy za to jako publiczny szalet dla mniej wymagającej klienteli. Raz w roku poznaniacy w ramach obchodów rocznicy Powstania Wielkopolskiego przypominają sobie o Dworcu i odbywa się na nim inscenizacja przyjazdu Paderewskiego.

Stan zabudowy Dworca nie przypomina tego z początku XX w. Dach pawilonu nie ma już ozdobnej iglicy. W zmian postawiono zardzewiały maszt na anteny TV. Mury budynku zamakają, a tynk wygląda jakby wisiał w powietrzu i miał zaraz odlecieć. W najgorszym stanie jest zadaszenie peronu. Dach obłożony papą w kilku miejscach się zapada, a od strony torowiska rosną na nim nawet małe brzozy. Mury są pomazane graffiti, a w pozostałych wolnych miejscach kilkunastoletnie warstwy farby łuszczą się płatami.
Co dalej?
Szkoda, że mało osób w Poznaniu widzi w Dworcu Cesarskim atrakcję turystyczną. Na świecie jest wielu miłośników kolei, którzy często przemierzają dla swojego kolejowego hobby setki, a nawet tysiące kilometrów. Świadczy o tym chociażby coroczna impreza organizowana w wolsztyńskiej parowozowni, która przyciąga kilka tysięcy zwiedzających. Malowniczego dworca szkoda tym bardziej, że połączenie pasażerskie Poznań- Wolsztyn jest obsługiwane przez zabytkowe parowozy. Wjazd rozgrzanej lokomotywy w obłokach pary jest nie lada atrakcją i przeżyciem nawet na obskurnych peronach dzisiejszego dworca Poznań Główny.

Dworzec letni skazany jest na zapomnienie i prawdopodobnie już nigdy nie odzyska swojego pierwotnego charakteru. Jedyną szansą dla Dworca jest powtarzane od kilku miesięcy zaklęcie - Euro 2012. Planowana przebudowa stacji Poznań Główny może pomóc w odrestaurowaniu Dworca Letniego. Widok zabytkowego parowozu wjeżdżającego na peron Dworca Letniego na tle nowoczesnego budynku stacji byłby z pewnością atrakcją dla wielu turystów odwiedzających Poznań.