Facebook Google+ Twitter

"Upiór w operze" - rozmach i zawód

Przedstawienie "Upiór w operze" w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma stało się głośne jeszcze przed jego oficjalną premierą, choćby za sprawą zaproszenia na nią wylicytowanego na aukcji WOŚP za 10 tys. zł.

Ukłony artystów po przedstawieniu "Upiora w operze" / Fot. Krzysztof KrzakZakrojona na szeroką skalę akcja promocyjna widowiska przyniosła pożądany efekt: jest ono grane od 15 marca 2008 r. (dzień prapremiery polskiej) przy kompletach, a nawet nadkompletach widzów. Bilety trzeba rezerwować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Nie ukrywam swojego zadowolenia z faktu, że 10 października udało mi się zasiąść w przepełnionej i dusznej sali teatru przy Nowogrodzkiej w Warszawie.

Myślę, że każdy kto choć trochę interesuje się sztuką wie, o co w musicalu Andrew Lloyda Webbera chodzi: to historia miłości tytułowego upiora, mieszkającego w budynku opery do jednej pieśniarek, młodziutkiej i pięknej Christine Daae (Paulina Janczak). Swoimi działaniami, z owej miłości płynącymi, wywiera on wpływ na poczynania właścicieli Opery Populaire w Paryżu, którzy jako główną gwiazdę swojego teatru lansują mizoginiczną, posuniętą w latach i nieszokującą wokalnym talentem Carlottę Giudicelli (Barbara Melzer). Upiór (Damian Aleksander) powoduje niespodziewane wydarzenia, mające uprzykrzyć życie włodarzy sceny, którzy nie respektują jego poleceń przedstawianych w listach kierowanych do wszystkich zainteresowanych. A to Carlotta traci głos, a to spada na nią potężny żyrandol...Miłość Christine do tajemniczego mieszkańca opery bynajmniej nie jest prosta i oczywista, jak na miłsną opowieść przystało, bowiem do jej serca i ręki uzurpuje sobie prawo też wicehrabia Raoul de Chagny (Marcin Mroziński). A zatem historia miłosna jakich wiele...

Snuje się ona w warszawskiej Romie przez blisko 160 minut. Tyle bowiem trwa spektakl wyreżyserowany przez samego dyrektora, Wojciecha Kępczyńskiego. Powiedzieć trzeba od razu: wyreżyserowanego z ogromnym mistrzostwem i znajomością sztuki reżyserskiej. Właściwie każdy szczegół jest tu dopracowany z niespotykanym pietyzmem (wystarczy poobserwować sceny zbiorowe w wykonaniu tancerzy na drugim planie, które mogłyby być jedynie tłem dla wydarzeń dziejących się na głównej przestrzeni scenicznej, a są "perełkami" choreograficznymi autorstwa Pauliny Andrzejewskiej - Molak). Scenografia Pawła Dobrzyckiego, kostiumy Magdaleny Tesławskiej i Pawła Grabarczyka to mistrzostwo świata, nie mówiąc już o reżyserii świateł, która jest dziełem Bogumiła Palewicza.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Phantom nie ma wpadajacych w ucho melodii? Pan raczy żartować...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie- "Maskarada"! Ile ja bym dała za bilet na upiora. Próbowałam nawet zarezerwować we wrześniu bilety, ale wolne miejsca są dopiero na grudzień. A Warszawa daleko.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Upiór w operze" to musical, a więc z definicji raczej jest śpiewany niż mówiony :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krzysztofie

To już całkiem nie rozumiem... Piszesz, że według Ciebie "widowisko muzyczne powinno raczej porażać kunsztem wokalno-muzycznym" a jednocześnie zarzucasz reżyserowi, że nie pozastępował partii wokalnych - mówionymi.

Pamiętajmy, że to musical i np. wielbiciele opery mogą rzeczywiście być zawiedzeni. Jednak "Upiór w operze" jest całkiem dobrze zaśpiewany.

A może ja źle odczytałam Twoja recenzję i nie chodzi Ci o inscenizację przygotowaną przez Romę, tylko "Upiora w operze" jako takiego? Ja sama jestem wielbicielką Andrew Lloyda Webbera i spektakl dostarczył mi nawet większych wrażeń niż się spodziewałam.

A przy okazji "jednej arii, która trochę wpada w ucho" - niedawno czytałam, że ten musical jest najlepiej rozpoznawalnym na świecie ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Mnie osobiście zabrakło w w "Upiorze w operze" jakiejś chwytliwej melodii" - a "Maskarada"? http://www.teatrroma.pl/index2.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgoda, może przesadziłem z tytułowym zawodem, jednakże będę się upierał, że widowisko muzyczne powinno raczej porażać kunsztem wokalno-muzycznym, nie scenograficzno-fajerwerkowym. Jedna aria, która trochę wpada w ucho - to moim zdaniem za mało, jak na tak długie przedstawienie. pod tym względem bije je choćby "Romeo i Julia" w Studio Buffo. A że moje sądy są subiektywne, cóż - taka już jest uroda recenzji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kurcze... nie rozumiem tytułu...

Zawód? Dla mnie to bardzo mocne słowo, a autor pisze tylko o drobnych minusach (zbyt długie partie spiewane), do tego bardzo subiektywnych. Jednocześnie wskazuje sporo punktów, dla których warto zobaczyć ten spektakl.

Dlaczego zatem zawód?

Komentarz został ukrytyrozwiń

A tytułowa aria Upiora? Mnie wpadła w ucho od razu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.