Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Pozycja materiału w rankingach:

85696 miejsce

Dział: Opinie

Ocena: 2pkt

Oceń:

Upiorne mamuśki


Na kanwie głośnej sprawy dotyczącej ciężarnej, czternastoletniej Agatki, chciałabym podzielić się kilkoma refleksjami na temat upiornych mamusiek - niewrażliwych, cynicznych, obojętnych, nie znających uczuć takich jak rodzicielska miłość.

Mamuśki - nadopiekuńcze, wszystkowiedzące dyktatorki... Problemy dziecka, szczególnie te najtrudniejsze, to dla nich wyzwanie. Mamuśką może być rodzona matka, teściowa, katoliczka z telewizji i Gazeta Wyborcza. Mamuśki są przekleństwem młodych...

Jak świat światem na wiadomość o dziecku, które ma się narodzić, reagowano powszechną radością - Oto krew z krwi, kość z kości. Żonę, synową, córkę, wnuczkę w stanie błogosławionym musimy otoczyć szczególną troską i miłością. Szykujmy złote kołyski, oto urodzi się następca lub następczyni. - Tak było przez tysiąclecia, tak (na szczęście) bywa i dziś. Dzięki matkom i babciom, dzięki ojcom i dziadkom młodzi mogą studiować i pracować: starsi i bardziej doświadczeni nie zawiodą w potrzebie. Moja babcia pocieszała matkę - Nie martw się, Danusiu, urodź to dziecko. Jakoś to będzie. - I było. Na ogól o wiele lepiej.

Moja znajoma - repatriantka z Kresów - nieżyjąca już dzisiaj nauczycielka - jedno z dzieci urodziła w bydlęcym wagonie. Przez pierwsze dni życia żywiła córeczkę wodą z okruchami cukru. Dziś owo dziecko jest specjalistą od meteorologii...

To takie zwyczajne mamy i babcie mówią "jakoś to będzie". Mamuśki nie są ani szare, ani zwyczajne, one całe w pretensjach "wiedzą lepiej", dla nich nie istnieją pojęcia dobra, prawdy, piękna, a najwyższymi wartościami są hedonistyczne użycie i wygoda. Są najmądrzejsze, wiedzą, w kim ich dziecko powinno się zakochać, a kto norm nie spełnia, z kim potomek może mieć dziecko, a z kim nie, kiedy powinno się ono urodzić, a kiedy jest rok, dwa za wcześnie. Wiedzą, dzięki czemu ich dziecko będzie szczęśliwe, a co sprawi, że przegra życie. Mamuśki nie wspierają - to nie w ich stylu, one obdarzają wolnością. Dziecko tonie, a one mówią - Prawo pozwala ci zatonąć, a ja pomogę ci znaleźć głębię, z której możesz skorzystać. - Dodając w domyśle - A spróbuj nie!

Dlaczego mama współczesnej Agatki - gimnazjalistki, licealistki, studentki - nie wspiera swojego dziecka w dobrym? Dlaczego nie chce mu pomóc? Dlaczego nienawidzi wnuka, wnuczki - dziecka, które ma przyjść na świat przedwcześnie? Dlaczego, aż tak dystansuje się od sprawy i nie wspomaga w najtrudniejszym momencie życia - w czasie, gdy jej dziecko staje przed wyborem godności i świętości lub hańby, samotności i żalu? Nie chcąc wnuka lub wnuczki przedwcześnie, dlaczego ryzykuje, że nie będzie już nigdy szczęśliwą babcią, a jej dziecko szczęśliwym rodzicem? Dlaczego nie ma wyobraźni ani wrażliwości, aby przewidzieć, że w domu, w którym zabito nienarodzony owoc miłości, uczucie to już nigdy nie zagości?

Kiedyś, w pociągu byłam świadkiem rozmowy trzech mamusiek, z których jedna "już nie pamiętała, ilu aborcji dokonała sama". Oczywiste, że "w takiej trudnej sytuacji również swojemu dziecku pomogłaby znaleźć dobrego aborcjonistę".

Jak samotna musi być dziewczyna, kiedy nie może liczyć na pomoc własnej matki. Jaki ból, już na zawsze, będzie odczuwać, kiedy po aborcji odkryje, że nie była kochana przez swoją mamuśkę, a - przy braku jej wsparcia - odrzuciła bezwzględną, ufną, serdeczną miłość własnego malucha. Czy kiedyś nie odkryje, że nigdy nie miała matki?

Rodzice moich uczniów przez trzy lata płacili za biedną dziewczynkę, aby ta mogła uczestniczyć w klasowych wycieczkach. Kiedy w czwartej klasie przejęłam wychowawstwo, zbuntowali się. W przeddzień wyjazdu do Warszawy, opowiedziałam mężowi o wycieczce, w której moja uboga prymuska miała nie uczestniczyć. I co? mąż nie powiedział - Rób, co uważasz - lecz zachęcił, abym to ja zapłaciła za podróż dziecka. - Przecież chciałaś, aby Twoja szkoła miała imię Jana Pawła II - dodał. Jakże wszystkie dzieciaki cieszyły się, kiedy wczesnym świtem do wycieczkowego autobusu weszła ich koleżanka.

Uwielbiam mojego męża, który nigdy nie opuścił mnie w trudnej sytuacji i wielokrotnie wskazywał mi drogę wzrostu w moim człowieczeństwie. Mogę nazwać Go swoim mistrzem. Współczuję młodym, którzy na drodze własnego życia nie mieli matki, babci, ojca - serdecznego mistrza.

Zobacz także:

Elżbieta Adamowicz OFFline profil autora

Autor: Elżbieta Adamowicz

Napisz do autora

Artykuły (2) Galerie (0) Średnia ocen (3.00)

Wiek: 59 | Miejscowość: Sieradz | Kraj: Polska

O mnie: kiedy uznam za potrzebne, sięgam po pióro, aby wyrazić opinię czy o czymś poinformować

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 72

Sortuj komentarze:

Elżbieta Adamowicz 20.06.2008 18:03

Ocena: Ocena pozytywna 25 Ocena negatywna 28

Rodziców w sposób naturalny stawiamy na piedestale. Małe dziecko bezkrytycznie im ufa, nastolatek - nawet buntując się - zazwyczaj w najważniejszych sprawach posłucha rodziców. Aby uzyskać własny pogląd, jak najbardziej trzeba prawidłowo ocenić postawę rodziców - w szczególności własnych.

l

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lucyna Firla 20.06.2008 17:05

Ocena: Ocena pozytywna 23 Ocena negatywna 25

Niełatwo być matką jak należy ani człowiekiem jak należy ,więc nie ma też co oceniać innych lub ich potępiać można sie zastanowić jak pomóc ludziom dokonywac dobrych wyborów moralnych aby nie dochodziło do takich decyzji jaką jest aborcja..

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.