Facebook Google+ Twitter

Upiorne mamuśki

Na kanwie głośnej sprawy dotyczącej ciężarnej, czternastoletniej Agatki, chciałabym podzielić się kilkoma refleksjami na temat upiornych mamusiek - niewrażliwych, cynicznych, obojętnych, nie znających uczuć takich jak rodzicielska miłość.

Mamuśki - nadopiekuńcze, wszystkowiedzące dyktatorki... Problemy dziecka, szczególnie te najtrudniejsze, to dla nich wyzwanie. Mamuśką może być rodzona matka, teściowa, katoliczka z telewizji i Gazeta Wyborcza. Mamuśki są przekleństwem młodych...

Jak świat światem na wiadomość o dziecku, które ma się narodzić, reagowano powszechną radością - Oto krew z krwi, kość z kości. Żonę, synową, córkę, wnuczkę w stanie błogosławionym musimy otoczyć szczególną troską i miłością. Szykujmy złote kołyski, oto urodzi się następca lub następczyni. - Tak było przez tysiąclecia, tak (na szczęście) bywa i dziś. Dzięki matkom i babciom, dzięki ojcom i dziadkom młodzi mogą studiować i pracować: starsi i bardziej doświadczeni nie zawiodą w potrzebie. Moja babcia pocieszała matkę - Nie martw się, Danusiu, urodź to dziecko. Jakoś to będzie. - I było. Na ogól o wiele lepiej.

Moja znajoma - repatriantka z Kresów - nieżyjąca już dzisiaj nauczycielka - jedno z dzieci urodziła w bydlęcym wagonie. Przez pierwsze dni życia żywiła córeczkę wodą z okruchami cukru. Dziś owo dziecko jest specjalistą od meteorologii...

To takie zwyczajne mamy i babcie mówią "jakoś to będzie". Mamuśki nie są ani szare, ani zwyczajne, one całe w pretensjach "wiedzą lepiej", dla nich nie istnieją pojęcia dobra, prawdy, piękna, a najwyższymi wartościami są hedonistyczne użycie i wygoda. Są najmądrzejsze, wiedzą, w kim ich dziecko powinno się zakochać, a kto norm nie spełnia, z kim potomek może mieć dziecko, a z kim nie, kiedy powinno się ono urodzić, a kiedy jest rok, dwa za wcześnie. Wiedzą, dzięki czemu ich dziecko będzie szczęśliwe, a co sprawi, że przegra życie. Mamuśki nie wspierają - to nie w ich stylu, one obdarzają wolnością. Dziecko tonie, a one mówią - Prawo pozwala ci zatonąć, a ja pomogę ci znaleźć głębię, z której możesz skorzystać. - Dodając w domyśle - A spróbuj nie!

Dlaczego mama współczesnej Agatki - gimnazjalistki, licealistki, studentki - nie wspiera swojego dziecka w dobrym? Dlaczego nie chce mu pomóc? Dlaczego nienawidzi wnuka, wnuczki - dziecka, które ma przyjść na świat przedwcześnie? Dlaczego, aż tak dystansuje się od sprawy i nie wspomaga w najtrudniejszym momencie życia - w czasie, gdy jej dziecko staje przed wyborem godności i świętości lub hańby, samotności i żalu? Nie chcąc wnuka lub wnuczki przedwcześnie, dlaczego ryzykuje, że nie będzie już nigdy szczęśliwą babcią, a jej dziecko szczęśliwym rodzicem? Dlaczego nie ma wyobraźni ani wrażliwości, aby przewidzieć, że w domu, w którym zabito nienarodzony owoc miłości, uczucie to już nigdy nie zagości?

Kiedyś, w pociągu byłam świadkiem rozmowy trzech mamusiek, z których jedna "już nie pamiętała, ilu aborcji dokonała sama". Oczywiste, że "w takiej trudnej sytuacji również swojemu dziecku pomogłaby znaleźć dobrego aborcjonistę".

Jak samotna musi być dziewczyna, kiedy nie może liczyć na pomoc własnej matki. Jaki ból, już na zawsze, będzie odczuwać, kiedy po aborcji odkryje, że nie była kochana przez swoją mamuśkę, a - przy braku jej wsparcia - odrzuciła bezwzględną, ufną, serdeczną miłość własnego malucha. Czy kiedyś nie odkryje, że nigdy nie miała matki?

Rodzice moich uczniów przez trzy lata płacili za biedną dziewczynkę, aby ta mogła uczestniczyć w klasowych wycieczkach. Kiedy w czwartej klasie przejęłam wychowawstwo, zbuntowali się. W przeddzień wyjazdu do Warszawy, opowiedziałam mężowi o wycieczce, w której moja uboga prymuska miała nie uczestniczyć. I co? mąż nie powiedział - Rób, co uważasz - lecz zachęcił, abym to ja zapłaciła za podróż dziecka. - Przecież chciałaś, aby Twoja szkoła miała imię Jana Pawła II - dodał. Jakże wszystkie dzieciaki cieszyły się, kiedy wczesnym świtem do wycieczkowego autobusu weszła ich koleżanka.

Uwielbiam mojego męża, który nigdy nie opuścił mnie w trudnej sytuacji i wielokrotnie wskazywał mi drogę wzrostu w moim człowieczeństwie. Mogę nazwać Go swoim mistrzem. Współczuję młodym, którzy na drodze własnego życia nie mieli matki, babci, ojca - serdecznego mistrza.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (72):

Sortuj komentarze:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5324839,KAI__14_letnia_Agata_z_L blina_usunela_ciaze.html
Czy w tej informacji jest mowa o gwałcie? Gwałt zmyślają lewicowe feministki, aby nadać sprawie posmak dramatyzmu.
Dwoje młodych nie dopilnowało granic. Prawdopodobnie kierowało nimi pierwsze gorące uczucie. Tak, najprawdopodobniej dziecko było "owocem miłości". Zbrukano tę miłość w odrażający sposób. Nie wyobrażam sobie, że mogłaby zmartwychwstać po takiej egzekucji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gala: Ta gazeta nie jest papierowa i artykuły zmieniają w niej miejsce. Napisanie "sąsiedni artykuł" niewiele znaczy. A wymienienie autora to wymienienie autora, przepis nie jest nowy.

Niepoważnie brzmi stwierdzenie, że coś nietrudno znaleźć powiązane z tłumaczeniem niewskazania autora przez "musiałam zamknąć stronę". Szczególnie jeśli pisze to ktoś, kto sam nie potrafi znaleźć artykułu nawet mając wskazanego autora. Dziwi takie stosowanie różnej miary.

I będę szczera - nie podoba mi się wyciągnięcie z artykułu Anny cytatu pozbawionego kontekstu i podanie go jako argumentu w sprawie. Właśnie dlatego, że artykuł Anny jest mądry, przemyślany i Anna uczciwie pokazuje różne aspekty sprawy. A akurat ten aspekt był wyjątkowo oddalony od sytuacji Agatki.

Jeśli coś takiego robi człowiek używający możliwie górnolotnych słów przy ocenianiu zachowań innych, to to po prostu razi i kojarzy się jednoznacznie z hipokryzją.

A wredne to jest napisanie w artykule "owoc miłości", wiedząc doskonale, że chodziło o gwałt.

Komentarz został ukrytyrozwiń

20 lat i kilka miesięcy temu moi rodzice zdecydowali, że w wieku 18 lat zostaną rodzicami. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Jednak mój tata cały czas powtarza, że wtedy były inne czasy. Dziś pracując tak jak wtedy na pewno nie utrzymał by rodziny. Czasy się zmieniły. Uważam, że możliwość aborcji każdy powinien rozważać we własnym sumieniu. Gdyby w Polsce były takie warunki jak w Danii sama już teraz zdecydowałabym się na dziecko. To, że w szpitalach musi być prowadzona akcja "rodzić po ludzku" mówi samo za siebie. O pomocy społecznej nie wspomnę. Pieniądze często trafiają do osób, które wydają je na alkohol zamiast jedzenie. Kiedy urodziła się moja siostra z zespołem Downa i mama przestała pracować nie przysługiwał nam zasiłek bo brali pod uwagę zarobki z poprzedniego roku (!!!!).

Komentarz został ukrytyrozwiń

klikasz w Barbarę i masz wszystko, co napisała, w rzeczy samej

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Habemus Bajbus, no to mamy dziecko " - nie mogę znaleźć tego tekstu. Proszę o pomoc

Komentarz został ukrytyrozwiń

"znakomite porównanie Polski i Danii" - nietrudnio znaleźć, skoro mówię, że sąsiedni artykuł. Autora nie podałam, bo - aby wkleić cytat - musiałam zamknąc tamtą stronę. Może włożyłabym więcej starań w poszukanie autora, gdybym znała ten nowy przepis. Jeśli nie sprawi trudności, proszę o cytat z autorem i adresem.
Swoją drogą, przypuszczenie Twoje jest dość wredne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obecne prawo wymaga, żeby podając cytat wskazać autora.

Pisanie "sąsiedni artykuł" wygląda mi tu na hasło-wytrych, mające zniechęcić czytelników do przeczytania DOBREGO artykułu Anny Motreanu "Aborcja. Duński happy end i rumuński dramat"
link ki_dramat_69224.html

Po co łamać prawo?
Żeby ktoś przypadkiem nie doczytał tam do znakomitego porównania Polski i Danii?
A może do szokującej historii 10-letniej dziewczynki, która również... nie urodziła się w Danii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"nienarodzony owoc miłości" - jeżeli Agatka, to ta zgwałcona dziewczynka, to ten tekst, to już czysta bezczelność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na świecie bywa tak (wyjątek z sąsiedniego artykułu):
"Wielu próbowało dowodzić, że ciąża w tym wieku to koniec życia dla dziewczyny i prawdopodobnie ciężkie losy dla nowo narodzonego dziecka. Duńska wersja „Dobrych Rad” czy też innej „Pani” właśnie nosi się z zamiarem udowodnienia, że tak być nie musi. Stinne zaszła w ciążę po raz pierwszy będąc niespełna czternastoletnią dziewczynką. Zdecydowała się na urodzenie dziecka, otrzymując wszelkie możliwe wsparcie ze strony rodziny i swojego, wtedy 20-letniego chłopaka. Niedługo po urodzeniu synka, ponownie znalazła się „w stanie błogosławionym”. Dziś ma siedemnaście lat i dwójkę dzieci. Jest szczęśliwa, pełna życia, mieszka w pięknym, dużym domu i pracuje 30 godzin tygodniowo w żłobku, do którego uczęszczają także jej pociechy."
Prawo tworzą ludzie. Dziś jest takie, jutro może być inne. Bywa, że prawo dopuszcza bezprawie. Raczej o prawie i pomocy można mówić w przypadku owej nastoletniej spoza Polski.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aha. i jeszcze jedno, Prawo jest dla ludzi, tych wierzących i nie wierzących.
Jeśli prawo zezwalaąo na aborcję ciąży z przestęstwa ( już nie dyskutujmy jakiego) to można jej dokonać, aczkolwiek obowiązku nie ma. Nazywanie Misnistrem śmierci urzędnika pełniącego slużbę cywilną administracyjną , władzę wykonwawczą ustaw sejmowych, uważam za wysoce nie na miejscu , by nie powiedzieć obraźliwe.
Proszę, ma Pani prawo walczyć o wykluczenie z kościoła tej katoliczki, ale proszę nie obrażać Ministra.
Pozdrawiam, brk

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.