Facebook Google+ Twitter

Uratował życie przez telefon. Historia Krzysztofa Zahorowskiego

Polska ma nowego bohatera. Po Adamie Małyszu oraz kapitanie Wronie pojawił się strażak Krzysztof Zahorowski, który odpowiednio instruując przez telefon swoją rozmówczynię, uratował życie małemu chłopcu.

Do białostockiej straży pożarnej dodzwoniła się spanikowana matka, która twierdziła, że jej syn umiera. Dziecko miało sine usta i straciło przytomność, wcześniej wymiotowało. Dodzwoniła się do straży, prosiła, aby przysłali pogotowie.

Jej rozmówca podszedł spokojnie do sprawy, polecił matce, aby wykonała 30 ucisków. Matka wcześniej twierdziła, że dziecko nie oddycha. Operację przeprowadził jej mąż, który wykonywał polecenia.

Po jakimś czasie u dziecka pojawił się znowu oddech. Później pogotowie zabrało je do szpitala - jego stan jest dobry.

Sam Zahorowski mówi, że ma spore doświadczenie. Dzięki temu potrafi w takich sytuacjach zachowywać spokój. Pytany o radę dla ludzi potrzebujących pomocy pogotowia, mówi: "Ważne jest to, żeby ludzie chcieli słuchać dyspozytora czy to straży pożarnej, czy pogotowia ratunkowego i wykonywali jego polecenia"- donosi TVN24

Obecnie ludzie dzwonią z całej Polski do białostockiej straży, aby złożyć gratulacje dzielnemu strażakowi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

W trosce o pierwsze minuty w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, wiele się mówi na temat systemu zintegrowanych służb ratowniczych. Przykład tego dyżurnego operatora z centrum kierowania PSP, pokazuje jak ważny jest dobór kadr na to co się czarować, również stresogenne stanowisko. Wiedza z zakresu podstaw pierwszej pomocy, umiejętność spokojnego wywiadu i prowadzenia dialogu pozwoli zapanować nad sytuacją w tak wysoce profesionalny sposób który można stawiać za wzór kolegom i koleżankom z ratowniczych centrów decyzyjnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Inka
  • Inka
  • 20.02.2012 21:43

Taką fajną wiadomość - jak można spaprać !

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jarek
  • Jarek
  • 20.02.2012 21:19

Ty jesteś jakiś niedorobiony,Radosław Kowalski .
Pozmieniawszy cale fragmenty swego tekstu i jak by nic go pozostawiłeś .Komentarze są wyraźne , że napisałeś bzdury.Chociaż tego wpisów nie usuń .Lepiej usuń tego siwego gniota!

Komentarz został ukrytyrozwiń
OIOM
  • OIOM
  • 20.02.2012 18:42

ODCHYLAMY GŁOWĘ DO TYŁU ABY udrożnić drogi oddechowe + dwa wdechy + 30 ucisków okolicy mostka [ palce ,dłoń w zależności od wieku ] znowu 2 wdechy itd .... to tyle na telefon.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zdarzenie samo w sobie jest bardzo interesujące, ale myślę że należało by wyjaśnić dokładnie jakie były instrukcje pana strażaka. Widzę, że "30 wdechów"zmieniło się magicznie w "30 ucisków", ale nadal nie wiemy jakich i gdzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niesamowita historia. Przeczytałam z przyjemnością. Dziękuję:-)
5*

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ad Rem
  • Ad Rem
  • 20.02.2012 15:56

@ Panie Autorze , ale pan puścił wodze fantazji . Wszystko pan przeinaczył [ całe zdarzenie] Niech pan wycofa ten artykuł bo jak ktoś zacznie resuscytację od 30 wdechów [ o co panu chodzi ?] to albo rozwali płuca albo udusi chorego.

Komentarz został ukrytyrozwiń
 skrzat
  • skrzat
  • 20.02.2012 15:42

No właśnie ! Chciał pan streścić działanie strażaka ,że popełnił pan błędy ! 2 oddechy 30 ucisków . Po co te wstęp kwiecisty o bohaterach ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co znaczy: "wykonała 30 wdechów"?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.