Facebook Google+ Twitter

Uratowali konie od rzezi, teraz potrzebują pomocy

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2013-03-17 00:09

O targach w Skaryszewie było głośno w całej Polsce. Już zanim się rozpoczęły interesowały się nimi media. Teraz nastała cisza. Co dalej z uratowanymi zwierzętami? Czy mają szansę na godne życie?

Dziś ludzie, którzy uratowali konie od rzezi mają nowe problemy – muszą walczyć o ich zdrowie i powrót do sił. To, że konie zostały wykupione z transportu do rzeźni to nie koniec, ale dopiero początek ich drogi. Te zwierzęta, często wygłodzone, schorowane potrzebują specjalistycznej opieki. Niestety, ludzie szybko zapomnieli o całej sprawie i coraz mniej jest odruchów pomocy, a tymczasem obrońcy praw zwierząt nie mają pieniędzy na leki dla koni, na ich rehabilitację.
Jak to wszystko się zaczęło? Miesiąc temu, w lutym, Karolina Zagrodzka, prezeska „Stowarzyszenia Patrol Interwencyjny Do Spraw Zwierząt Gospodarskich” pojechała na targi śmierci, jak je nazywają obrońcy praw zwierząt, wraz z innymi członkami elbląskiej (i nie tylko) grupy.

Co tam zastali? Targi w Skaryszewie to przede wszystkim niebywałe okrucieństwo handlarzy, przerażenie, ból i strach koni, przerażająca obojętność weterynarzy i policji oraz zaciekła, niestrudzona walka obrońców praw zwierząt. Coraz bardziej opłacalna walka, ale nadal w większości wypadków przegrywana. Krzyki, płacze, wyzwiska, rżenie przerażonych koni, nierzadko ich ostatnie tchnienia. Dzieje się to nocą, gdy jest zimno, konie drżą, są wygłodniałe, nierzadko wcześniej każe im się biec przywiązanym do krótkiego sznurka przez pola.

Czym jest cierpiący czy zdychający z bólu koń dla handlarzy? Jedynie kłopotem, który trzeba szybko zapakować do auta, póki żyje. Bo żywego, nawet ze złamanym kręgosłupem, weterynarze zgodzą się zaliczyć jako gotowy do wywozu, chociaż prawo ewidentnie tego zabrania. Za takiego konia można dostać kasę i to niezłą, nawet kilka tysięcy złotych! Próbujący ratować umierające zwierzę członkowie z Fundacji TARA są dla handlarzy powodem do drwin, a jednocześnie denerwują swoim „głupim” zachowaniem, bo nie dają w spokoju upakować konia z połamanym kręgosłupem do ciężarówki. „Leżał na ziemi, zdychał” – mówi Zagrodzka „Jakaś dziewczyna głaskała go po głowie, a handlarze pryskali jej w twarz gazem łzawiącym, próbowali kopać tego umierającego konia”. Ludzie z TARY kupują konia, ale zwierzę umiera w ich transporcie. Jednak przynajmniej godnie....Prosili weterynarza by uśpił go na miejscu, ale ten nie chciał się zgodzić, bo jako żywy mógł jeszcze jechać i być sprzedany. Liczy się przecież każdy kilogram mięsa!

Chociaż powinno być inaczej, handlarzom pozwala się na wszystko. Obrońcy praw zwierząt nie wszystko widzą, nie zawsze mogą interweniować, nie podważą słów weterynarza. Są więc wywożone zwierzęta, których przewóz jest zakazany. Źrebaki, źrebne kobyłki,
chore, stare, czy kobyły z malutkimi źrebiątkami.

Karolina Zagrodzka opowiada w czasie naszego spotkania „Tym ludziom, handlarzom, cierpienie zwierząt sprawiało radość, satysfakcję, oni się z nas śmiali!” – mówi. Nie potrafi zrozumieć takiego okrucieństwa i chyba nigdy nie zrozumie. Kim może być człowiek czerpiący radość ze sprawiania bólu innym ludziom i zwierzętom? Na to pytanie chyba każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Dziwi się też słowom burmistrza, który całą sprawę bagatelizuje podkreślając, że nic się takiego tam nie dzieje, że przecież skaryszewskie targi to tradycja. „Wywozy koni odbywają się w nocy. Czy tak dzieje się na > targach?” Opowiada o drastycznych scenach, chorych i słabych koniach ganianych przez pola, weterynarzach, którzy do przewozu przepuszczali konie ledwo stojące na nogach. „Była tam klacz źrebna, a takiej nie wolno przepuścić do transportu. Widać było, jak źrebak rusza się w jej brzuchu, a oni ją normalnie spakowali i wywieźli, ze zgodą weterynarzy i policji” opowiada.
„Nie mogę zrozumieć, że ani policja, ani weterynarze nie pomagali obrońcom zwierząt. „Zupełnie jakby byli w zmowie z handlarzami. Oni byli przeciwko nam, nie dla nas” – mówi.

„Stowarzyszenie Patrol Interwencyjny Do Spraw Zwierząt Gospodarskich” z Elbląga jechało na targi w sprecyzowanym celu. Odkupić konia od handlarzy, uratować go przed okrutną śmiercią. „Wiedzieliśmy, że możemy przywieźć konia w ciężkim stanie, byliśmy przygotowani, że może to być stary wałach, źrebna klacz albo na przykład kuc, a okazało się, że przyjechaliśmy ze źrebaczką” – mówi Zagrodzka.

Odkupili ją nie jako stowarzyszenie, handlarz myślał, że sprzedał ją prywaciarzom, którzy też przeznaczą ją na rzeź. Dzięki Agacie Piwowar z Iławy, która, jak mówi Karolina „zbajerowała handlarza”, udało im się kupić młodego konia taniej.
Potem jednak czekała ich długa podróż do domu. Z wychudzonym, przerażonym, głodnym i chorym zwierzęciem. Nie byli nawet pewni, czy przeżyje drogę, co jej jest, jak zły był stan zdrowia uratowanego źrebaka.
Na szczęście okazało się, że konik,
nazywany „Małą” to chociaż musi dostawać leki, być pod specjalną opieką, to jednak może wyrosnąć na zdrową, spokojną klaczkę, która, być może, będzie przyjaciółką niejednego dziecka, niejednemu jeszcze pomoże. „Jest za młoda, żeby pamiętać krzywdy, jakie doznała od człowieka, więc jest ogromna szansa, że będzie normalną, łagodną, kochaną klaczą” – twierdzi Karolina Zagrodzka, prezeska Stowarzyszenia.

Karolina nie ma złudzeń, wie, że
jeden wyjazd nie uratuje wszystkich koni. „Ale handlarzy jest coraz mniej, stajemy się (obrońcy praw zwierząt – przyp. Autorki)dla nich zbyt dużym problemem. A my się przecież nie poddamy” .
W tej chwili pieniądze Stowarzyszeniu potrzebne są przede wszystkim na leczenie i rehabilitację źrebaka.
(Aleksandra Zumkowska-Pawłowicz)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.