Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10659 miejsce

Urlop za granicą z przykrą niespodzianką

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2006-07-12 09:59

Polacy często są zaskakiwani rachunkami, jakie wystawiają im szpitale i poradnie za granicą, gdzie trafiają w nagłych wypadkach.

Rachunek na 4.800 euro wystawił szpital w Holandii mieszkańcowi Sieradza, który na urlopie dostał zawału serca. Sieradzanin miał Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, uprawniającą go do korzystania z pomocy medycznej we wszystkich krajach Wspólnoty, jednak rachunek musiał zapłacić.
Holenderski system ochrony zdrowia jest bowiem nieubłagany: najpierw płać, później się rozliczaj. Teraz wystąpił o zwrot pieniędzy do Narodowego Funduszu Zdrowia i dostanie je w stu procentach, bo w Holandii ubezpieczenie w całości pokrywa leczenie zawałowców.
Nieszczęśliwie skończyła się także wycieczka autokarowa Grażyny B. Kobieta w średnim wieku nie wytrzymała trudów podróży na Sycylię i zaraz na początku pobytu dostała wylewu krwi do mózgu. Włoscy lekarze uratowali jej życie, a karta ubezpieczenia zdrowotnego zapewniła bezpłatne leczenie w luksusowym szpitalu, w którym przebywała ponad miesiąc. Nikt nie mówił o pieniądzach, nie żądał od niej nawet złotówki.
Gorzej było z powrotem do kraju. Stan zdrowia uniemożliwiał podróż samolotem, trzeba było wynająć ambulans, a za transport chorych we Włoszech płaci się z własnej kieszeni. Powrót z Sycylii do Łodzi kosztował ją kilka tysięcy złotych. Aby zdobyć te pieniądze, musiała prosić o pomoc rodzinę i przyjaciół, którzy zorganizowali zbiórkę.

Zwrot, ale znacznie pomniejszony

– Miałem kartę, a i tak musiałem zapłacić – wspomina swoją przygodę Andrzej G. z Łodzi.

Kiedy podczas pobytu w Brukseli poczuł się źle i poszedł do kardiologa, ten wystawił mu rachunek na ponad 600 euro. Nie pomogły żadne tłumaczenia, że jest ubezpieczony i ma prawo do nieodpłatnego skorzystania z pomocy medycznej za granicą. Specjalista wytłumaczył mu, że w Belgii za poradę lekarską płaci się od ręki – gotówką lub kartą kredytową, a dopiero później można starać się o zwrot pieniędzy z ubezpieczenia. W Łodzi NFZ zwrócił mu wprawdzie pieniądze, ale znów przeżył zaskoczenie, bo wypłata pomniejszona została o prawie 200 euro, czyli tzw. koszt własny wizyty, który w Belgii wynosi od 25 do 40 proc. rachunku.

– Pacjenci często są zawiedzeni, że fundusz oddaje im tylko część pieniędzy, jakie zapłacili za leczenie za granicą, albo wręcz odmawia refundacji, mimo że mieli Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. Nie ma w tym niczyjej złej woli – mówi Jolanta Bilińska, kierująca działem współpracy międzynarodowej w łódzkim oddzialeNFZ. – Naliczając refundację, musimy się trzymać przepisów obowiązujących w danym kraju. Wprawdzie każdy przed wyjazdem za granicę jest szczegółowo informowany o zasadach funkcjonowania opieki zdrowotnej w kraju, do którego się wybiera, najczęściej jednak nie zapoznaje się z przepisami, tylko chowa ulotkę głęboko do kieszeni.

Przykładem jest mężczyzna, któremu przytrafiła się w Szwecji nagła infekcja. Wizyta u lekarza kosztowała go 560 szwedzkich koron. Był zdziwiony, że nie dostał refundacji, mimo że miał kartę ubezpieczenia. Nie wiedział, że w tym kraju refunduje się leczenie dopiero w sytuacji, gdy koszt przekracza 700 koron.

Co kraj to... leczenie

Obecność w Unii ułatwia Polakom podróżowanie. Modne stały się tanie wycieczki autokarowe dla rencistów i emerytów, którzy – wzorem Niemców, Holendrów czy Anglików – chcą na starość zobaczyć Akropol, rzymskie Koloseum, katedrę w Kolonii. Największym powodzeniem cieszą się jednak wycieczki do miejsc kultu religijnego. W wakacje codziennie wyjeżdża z województwa łódzkiego kilka takich autokarów. Niektórzy jadą całymi rodzinami.

– Przecież nie zostawimy babci samej w domu, bo niedomaga i chcemy ją mieć na oku, a poza tym byłoby jej przykro – mówi Anna Domańska z Łodzi, która wybiera się na wycieczkę do Włoch. – Zamierzamy całą rodziną odwiedzić grób naszego Papieża, bo do tej pory nie mieliśmy okazji. Po raz pierwszy od lat udało nam się dostać urlopy w jednym terminie i na dodatek w lipcu, kiedy syn ma wakacje.

Wszyscy zaopatrzyli się w NFZ w karty ubezpieczenia zdrowotnego. – Wierzę, że dojedziemy, wrócimy szczęśliwie i karty nie będą potrzebne, ale dają nam poczucie bezpieczeństwa – mówi pani Anna.

Wiele osób, którym przytrafiła się choroba lub wypadek za granicą, wie już, że karta może nie wystarczyć.

– Co kraj to inaczej – mówi Borys Sokół z Łodzi, który często przebywa za granicą i ma doświadczenia w korzystaniu z pomocy medycznej. – Przeżyłem już za granicą grypę, zwichnięcie nogi, poparzenie słońcem i biegunkę. W Hiszpanii i Czechach wystarczyło przedstawić lekarzowi formularz 111, który obecnie zastąpiła karta, a w Austrii i we Francji lekarz nawet nie chciał na niego spojrzeć. Wystawił rachunek, który musiałem zapłacić, i rozliczałem się po powrocie. Teraz wiem, że trzeba mieć przy sobie nie tylko kartę ubezpieczenia, ale także większą gotówkę lub kartę kredytową.

Tylko w nagłych wypadkach

Czy bez karty ubezpieczenia nie ma szans na refundację?

– Owszem, jest możliwość refundacji nawet bez karty, jeśli po powrocie pacjent przedstawi rachunki i udokumentuje, że leczenie za granicą było uzasadnione – mówi Beata Robak z łódzkiego NFZ.

Chodzi głównie o to, czy wypadek lub choroba miały charakter nagły, bo tylko w takich sytuacjach NFZ zwraca pieniądze. Najczęściej są to infekcje, zatrucia, udary słoneczne, zawały serca, wylewy, ale też różnego rodzaju urazy odniesione w wypadkach. Chorzy przewlekle, którzy leczą się od lat na przykład na choroby układu krążenia, cukrzycę czy padaczkę, mogą nie dostać zwrotu kosztów leczenia.

– Tacy chorzy powinni przed wyjazdem wykupić ubezpieczenie zdrowotne komercyjne, bo ryzykują, że w razie zaostrzenia choroby trafią do lekarza lub do szpitala i zostaną obciążeni kosztami, a my nie będziemy mogli oddać im pieniędzy – ostrzega Beata Robak.

Dla turystów ważna dwa miesiące

Łódzki NFZ wydaje obecnie kilkadziesiąt kart ubezpieczenia zdrowotnego dziennie. W wakacje wzmożony ruch panuje także w delegaturach oddziału łódzkiego NFZ w Sieradzu, Skierniewicach i Piotrkowie Trybunalskim. Od stycznia w Łódzkiem wydano ponad 31 tys. kart.

Karta jest bezpłatna, wygląda jak kredytowa i znajdują się na niej dane o ubezpieczonym (personalia i PESEL) oraz data ważności. Dla turystów ważna jest dwa miesiące, dla uczniów do końca września, dla studentów do końca października. Kartą w krajach Unii mogą posługiwać się także bezrobotni. Dla nich traci ona ważność już po 30 dniach, dla emerytów jest ważna 5 lat.

O zwrot kosztów leczenia w krajach Unii Europejskiej w minionym roku starało się 163 mieszkańców województwa łódzkiego, refundację przyznano 142 osobom. 21 nie było w stanie udokumentować przebiegu leczenia.

Jaki będzie tegoroczny bilans – nie wiadomo, bo przeprowadza się go pod koniec roku. Jedno jest pewne – Polacy we wspólnocie czują się coraz pewniej i coraz śmielej sięgają po to, co im się należy z tytułu przynależności do europejskiej rodziny.

Lucyna Krysiak/Express Ilustrowany

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.