Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34801 miejsce

Urodziła się dla flamenco

W różnych miejscach można przeczytać suchą informację, że flamenco to zjawisko kulturowe, związane z folklorem andaluzyjskich Cyganów. Wirtuoz gitary Paco de Lucia mówi jednak, że "Flamenco to nie tylko dźwięki, to pewna filozofia życia, kultura, sposób myślenia, inna skala wartości."

Małgorzatę Matuszewską poznałam na planie filmu, w którym obie grałyśmy. Jej uroda, sposób poruszania się, cała sylwetka i sposób bycia zwracały uwagę. Pomyślałam, że to niezwykła osoba, a kiedy dowiedziałam się, że jest tancerką flamenco i prowadzi własny teatr tańca poprosiłam, abyśmy o tym porozmawiały. Umówiłyśmy się na spotkanie. Padał jesienny deszcz, było chłodno, niebo nad Warszawą było szare, a my rozmawiałyśmy "o tańcu ognia i wody, pełnym dumy i dzikości, wyrażającym szaleństwo i pragnienie. Flamenco." (F.Garcia Lorka - przyp.red.)
Autorka spektaklu "Carmen Concierto" Małgorzata Matuszewska / Fot. Alicja Pionkowska
Małgosiu, czy urodziłaś się dla Flamenco?
(śmiech) Coś w tym jest… Jeśli człowiek robi coś długo i wkłada w to wiele serca, w pewnym sensie się tym staje. Z flamenco łączy mnie coś jeszcze – typ urody, który odziedziczyłam po ojcu. Kiedy byłam w Hiszpanii, powiedziano mi, że mam urodę tancerki flamenco.

Jakie były początki twojej fascynacji tańcem?
Bardzo lubiłam muzykę orientalną, cygańską, ale taniec mnie nie interesował. Bycie tancerką wydawało mi się trochę bez sensu, natomiast zawsze interesowały mnie teatr, malarstwo i sztuka w ogóle. Jednak kiedyś zobaczyłam w telewizji występ wspaniałego zespołu z Hiszpanii, tańczyła słynna Marche Esmeralda. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie - zobaczyłam dramatyzm tańca, teatr tańca, to był „mój” teatr, wspaniała muzyka, którą kochałam od dawna, ruch, piękne stroje, rytm i taniec, czyli bez słów wyrażane uczucia, emocje. Tańcem i muzyką opowiadana historia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 08.05.2009 10:38

Dzięki za ten artykuł. Aż łezka mi poleciała. Przypominam sobie moją przygodę z Flamenco. Tak, to był rok 1991 w Opolu. Właśnie warsztaty prowadziła Ela Moszczyńska, a potem naukę w liceum im. Cervantesa w W-wie w 1992. I wyjazd do Hiszpanii, który jednak nie doszedł do skutku.Tyle to już lat. Mój pierwszy taniec Farruca. Jakie miałem problemy (to najtrudniejszy element) z tzw. śrubą, wykonując piruety. Moimi mistrzami byli: Antonio Cades, Jose Antonio, Juan Mata i wielu innych. Wykonywało się: Romeras, Sevillianę, Tangos. Kobiety przepięknie tańczyły: Soleas, Bulerias. Byłem na koncercie Amparo de Triana. Był wieczór. Forty Napoleona w Gdańsku, a potem Teatr Wybrzeże. Widziałem w różnych filmach (fabularne, dokumentalne) Merche Esmeralda, Cristina Hoyos, Laura del Sol i wiele Innych - cudowne kobiety. Dużo o tym mówić, dużo. Pani Małgorzato proszę się odezwać. kontakt_wmazur@o2.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zapomiałam o plusie, przy okazji komentarza. Świetny artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miałam okazję uczestniczyć w dwóch lekcjach flamenco. Było niezwykle.

Myślę, że sztuka flamenco to sztuka raczej ducha niż ciała. Ale może to już nadinterpretacja)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.