Facebook Google+ Twitter

Urząd pracy w Lublinie. Jak wygląda rejestrowanie bezrobotnego

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-10-11 16:07

Na redakcyjną skrzynkę dostaliśmy pewien ciekawy e-mail. Oto on. Z nieznacznymi tylko skrótami. - Pragnę opowiedzieć Państwu moją historię, która dotyczy poszukiwania pracy i wciąż trwa. Ustalmy na początku fakty. Mam ukończone 26 lat, jestem absolwentem uczelni wyższej, mieszkam obecnie w Lublinie, wykonuję zdalne bezpłatne praktyki dla jednej z firm.

Podejście pierwsze: Poszedłem do miejskiego urzędu pracy. Chciałem się zarejestrować jako osoba bezrobotna. W informacji dostaję kartę do wypełnienia i stertę kolejnych papierów – innymi słowy oszczędność papieru. Dowiaduje się także, że dzisiaj się już nie dostanę (jest ok. 11.30), bowiem panie zbierają karty do rejestracji rano. Choć urząd pracuje do godz. 15 młody człowiek informuje mnie abym przyszedł rano, najlepiej o 7.30 - jak urząd zaczyna pracę. Wychodzę zły, że nic nie załatwiłem.

Podejście drugie:

Jest kilkanaście minut po 12.00, zjawiam się z nadzieją - w końcu jest matką głupich - że może dzisiaj uda mi się dostać. Pierwsze piętro, mijam kolejno pokój 104, 105... przed 106 czeka jakieś 20-30 osób. Pytam się kto ostatni do 106, otrzymuję informację, że dzisiaj już nie zostanę zarejestrowany. Zrezygnowany postanawiam opuścić budynek. Po drodze wstępuję do informacji. Tam młoda kobieta powtarza to samo: panie rano zbierają karty, więc pytam się co ja mam zrobić: skoro wykonuję zdalnie praktyki i często siedzę wieczorami i po nocach w komputerze, a rano chcę się zwyczajnie wyspać. Pani podpowiada mi, że mogę kogoś poprosić aby stanął w kolejce za mną lub jeśli mam orzeczenie o niepełnosprawności, to zostanę obsłużony w innym pokoju bez kolejki. Do tego pani mówi, że dziennie przychodzi 200 - 300 osób; szybko to przerachowałem i wyszło, że w ciągu 3 - 4 lat miasto wielkości Lublina staje się przy tej ilości osób bezrobotne. Wychodzę zły.

Podejście trzecie:

Czwartek 7 października 2010 – ten dzień pozostanie mi na długo w pamięci, jako dzień wycieczki do czasów PRL-u. 6.30 - pobudka, temperatura -3 st. C. 7.30 – wychodzę z domu – szybkim krokiem zmierzam do urzędu, jest zimno. 7.75 – jestem w urzędzie - znajome pierwsze piętro, mijam 103,104,105... kolejka pod 106 – nawet nie podchodzę pod drzwi - pytam człowieka, kto jest ostatni - ten wskazuje mi, że w okolicach pokoju 103 jest koniec kolejki. Czekam.

8.00 - cały czas dochodzą ludzie – na oko, przede mną jest ok. 30-40 osób, za mną ok. 20 osób. Nie widzę czy ktokolwiek wchodzi do 106, czy też nie. Kilka osób bezczelnie wpycha się przede mnie - nawet nie mam siły wykłócać się o miejsce, zresztą co to za różnica 2-3 osoby w tą czy w tamtą. Wszyscy czekamy kiedy przyjdzie pani zebrać karty.

Godz. 9 - kolejka przesunęła się o jakieś 3 - 4 metry z punktu, w którym byłem o 7.45. Myślałem, że PKP jeździ powoli... Nie PKP, to ekspres w porównaniu z tempem kolejki. Teraz mam widok na pokój 106. widzę w oddali jak wychodzi z niego interesantka, zaczepiam ją po drodze. Pytam się o czas: ile czasu spędziła w tym pokoju – około 30 min. O której rano przyszła - była o 6.40.... i była wtedy dziesiątą osobą. Pani ustawia się do kolejnego pokoju 105 - po zaświadczenie że jest się osobą ubezpieczoną, całe szczęście tutaj jest niewielka kolejka. Ludzie do 106 cały czas dochodzą.

9.20 – pojawia się pani zbierająca karty. Agresywnym spojrzeniem chce sparaliżować wszystkich. Pytam się więc pani, czy może im pomóc - w końcu i tak tu nic nie robię, a na komputerach się trochę znam. Pani arogancko odpowiada, że do dyrektora mogę się z tym zwrócić. Pani mówi aby informować osoby które przyjdą, że już nie zostaną obsłużone.

10 - kolejka ruszyła się może o niecałe 2 m, przede mną ok. 20 osób. Panuje ogólna atmosfera rozdrażnienia – każdy narzeka na obsługę. Nieliczni zajęli się czytaniem książek. Część osób rozmawia, cześć siedzi w milczeniu. Kilka osób zrezygnowało. Dowiaduję się, w międzyczasie jak to jest ciężko w tym kraju, jak nie ma pracy, nawet w stolicy oraz o tym, że gość może zarobić 5 - 7 tys. zł nielegalnie, a pomimo to on będzie stał w tej kolejce po zasiłek - bo mu się należy.

Godzina 12 - kolejka przesunęła się o jakieś 2 - 3 m, przede mną ok. 15 osób. Atmosfera nieco luźniejsza wśród czekających - można nawet wyczuć, że wytworzyła się jakaś niewidzialna nić porozumienia. W końcu łączy nas jeden i ten sam cel. Panie teoretycznie zakończyły przerwę – teoretycznie, bo wygląda jakby przerwę miały cały dzień - ciągle gdzieś chodzą, wychodzą, przechodzą. Mam wrażenie, że ich pensja jest zależna od przebiegu kilometrów jakie muszą przejść każdego dnia. Woda w toalecie także nie przestaje szumieć - nawet momentami współczuje, bo te kobiety chyba mają problemy z pęcherzem.

13.30 - przede mną już 5 osób. Wychodzi pani i informuje że są 2 kolejki: dla tych co bez prawa do zasiłku i dla tych z prawem. Za kilka minut okazuje się, że jednak jest jedna kolejka - kompletna dezorientacja. Obok pozostałych pokoi nie ma już praktycznie interesantów. Kolejka zaczyna przyśpieszać – w końcu panie mają jeszcze 1,5h pracy.

14.00 - w końcu moja kolej. Jestem zmęczony. Nic nie jadłem i nie piłem od rana - teoretycznie można było wyjść, w praktyce wolałem pilnować kolejki - zwłaszcza, że ludzie wcześniej się wpychali. Wcześniej jeden człowiek powiedział, że zdążył pojechać na drugi koniec miasta do domu zjeść obiad.

W pokoju przyjmuje 5 kobiet. Siadam naprzeciwko kobiety ubranej w czerwony żakiet z kwaśną miną, jakbym przyszedł zrobić jej krzywdę. Prosi o dokumenty - podaję jej. Zaczyna przeglądać czy poprawnie wypełniłem kartę i trafia na rubrykę doświadczenie zawodowe... tam znajduje informację o tym, że wykonuję zdalną praktykę. Żąda więc dokumentów potwierdzających wykonywanie tej praktyki. Mówię jej więc, że na zakończenie dostanę dokument potwierdzający odbycie jej. Natomiast ona jak automat mówi, że potrzebuje umowy, więc jej tłumaczę jak komuś dobremu, że umowy nie mam, bo jest to bezpłatna praktyka i będę miał tylko wystawione referencje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Michał Szczęsny
  • Michał Szczęsny
  • 14.10.2010 20:30

Redakcja link zeszła na "psy". Widać to jak Wydawcy promują autorów, ale nie wszyscy są tak promowani. Przykładem jest np. bez obrazy Ewa Krzysiak. Inne serwisy zapewniają lepsze pozycjonowanie newsów i co najważniejsze odpisuja na maile.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W dzisiejszym metrze też to wydrukowali.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Olga Bolesna
  • Olga Bolesna
  • 11.10.2010 19:56

Przeczytałam i tu i na www.mmlublin.pl. Teksty są prawie identyczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jaki plagiat? Koleś wysłał, gdzie się dało opis absurdalnych historii, jakie każdego dnia mają miejsce w każdym UP.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Anna Kwaśna
  • Anna Kwaśna
  • 11.10.2010 18:17

Czyżby plagiat ze strony redakcji? Ciekawe?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Michał Adamczyk
  • Michał Adamczyk
  • 11.10.2010 18:09

Podobny artykuł ukazał się na stronie mmlublin.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

W UP w Opolu znajome mi małżeństwo brało udział w szkoleniu dla młodych przedsiębiorców, po którym mieli obiecaną pomoc w uzyskaniu funduszy na "rozkręcenie" własnego interesu. Po ukończeniu "przewlekłego" szkolenia (ukończyło je kilkadziesiąt osób) okazało się, że realną szansę na obiecany kredyt ma zaledwie kilka osób z całego "towarzystwa", z którego urząd zrobił naiwniaków.
Dokładnie to samo jest ze stażami - obiecywali etaty po odbyciu stażu, a po odbyciu stażu okazywało się, że jednostki nie stać na utworzenie dodatkowego stanowiska pracy i tak stażyści miesiąc po miesiącu robili za psie pieniądze. Ja też. Mnie też UP wykorzystał.
Panie Robercie robią w tym kraju tak złożone reformy, jak np. reforma służby zdrowia, szkolnictwa (pomijając, że cały ten kraj ze strony formalnej jest wielce nieudany), to może warto pomyśleć o reformie UP, a przede wszystkim o redukcji etatów i przede wszystkim pozabieraniu UP tych wielkich budynków, w których może funkcjonować coś realnie pożytecznego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pracy Urzędu Pracy w Warszawie poświęciłem opowiadanie które w jednym z ogólnopolskich konkursów literackich zostało wyróżnione. Opisałem już ''konkretne jaja'' przy tzw ''giełdach pracy''. Małgorzata ma rację o ich nieprzydatności.
Tylko ubezpieczenie się liczy. Szkolenia pod ''psem'' itd itd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę także zerknąć na aktualność ofert pracy dla nauczycieli na stronie krakowskiego Kuratorium Oświaty: http://wakaty.kuratorium.krakow.pl/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urzędy Pracy powinny być pierwszymi w kolejce do całkowitej likwidacji, bo jak widać ich pracownicy są odporni nawet na reformy ustrojowe, a młodzi pracownicy "kraczą" tak jak "Oni".
Tam Panie tylko spacerują do toalety umyć kubek po kawie, żeby zrobić sobie herbatę, żeby móc popić nią pączka, bo przecież na przerwie zajmują się innymi rozrywkami...
Byłam ostatnio świadkiem dokładnie takiej sytuacji, jak ta opisana powyżej.
Otóż jakiś miesiąc temu poszłam ze znajomą do Urzędu Pracy w Jędrzejowie. Znajoma jest magistrem matematyki z przygotowaniem pedagogicznym, posiada kilkuletnie doświadczenie w nauczaniu. Niestety Urząd Pracy nie szuka pracy, urząd pracy poprosił moją znajomą (pomijając, że mało grzecznie) o doniesienie "papierów" niezbędnych do obliczenia wysokości zasiłku!!!
Tak na marginesie, Pani z pokoju rejestracji x, koleżankę wyrzuciła, by skserowała oryginały, bo Ona ich nie potrzebuje i by wtedy wróciła. Porozrzucała Jej dyplomy, świadectwa pracy, była zmęczona Jej obecnością, potraktowała Ją poniżej krytyki.
W rezultacie, po zeskanowaniu i wydrukowaniu dokumentów, około południa koleżanka wróciła i dowiedziała się że: "słoneczko, ale ja już Cię nie przyjmę, ja nie mam siły, nie rozdwoję się". Cóż, że UP w Jędrzejowie pracuje do 15.45, a jak wspomniałam wyżej było południe.
Ja nie pytałam Pani sekretarki czy mogę porozmawiać z Panią dyrektor owego urzędu, ja tego zażądałam! Co w rezultacie okazało się słuszne, gdyż Pani dyrektor po wysłuchaniu "historii straconego dnia w UP" natychmiast, bezdyskusyjnie wydała polecenie podwładnym zarejestrowania koleżanki. Była kilka minut po godzinie 14.00.
Ja oczywiście nie powstrzymałam się od tego, by zalecić zmęczonej Pani przejście na emeryturę, a zaproponować na Jej miejsce moją młodą, wykształconą, miłą i kulturalną koleżankę.
To jest sytuacja opisana w telegraficznym skrócie, w tamtym dniu miało miejsce kilka innych absurdalnych zdarzeń, nie wspominając o tym, że Panie urzędniczki wrzeszczały na ludzi niczym Panie nauczycielki na niegrzeczne dzieci!
Należy też zaznaczyć, iż urząd w Jędrzejowie (nie wiem, jak inne UP) wprowadził taki system rejestracji, że petentowi na pierwszej wizycie zostaje wyznaczony termin rejestracji, termin z przesunięciem nawet o wiele dni. Taka sytuacja naturalnie wpływa na przesunięcie się w czasie wydania decyzji o przede wszystkim "prawie do zasiłku".
Moim kosztem kilka lat temu UP w Suchej Beskidzkiej chciał sobie zrobić porządek w statystykach, każąc mi jechać do pobliskich miejscowości podbić do dwóch zakładów pracy "odmowy przyjęcia do pracy" (nie wiem, jak to się formalnie nazywa, ale to właściwie nie ważne). W każdym razie stanowiska mi zaproponowane były stanowiskami przeznaczonymi dla magistrów, do tego studiów kierunkowych! Ja miałam tylko dyplom szkoły policealnej. Kiedy wróciłam do UP w Suchej Beskidzkiej z bezsensownej wizyty mającej na celu "sprzątanie w papierach UP" kosztem bezrobotnego, zrobiłam karczemną awanturę.
Wtedy też podjęłam decyzję, że już nigdy więcej nie chcę mieć nic wspólnego z tą instytucją, która poczucie własnej wartości "wywraca na lewą stronę".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.