Facebook Google+ Twitter

USA płacą za ślepą wiarę w neoliberalizm!

Załamanie się rynków finansowych w USA to historyczna szansa stworzenia demokratycznej kontroli nad działalnością rynków finansowych i druzgocąca porażka neoliberalnej ideologii, promującej fundamentalizm rynkowy.

W 1973, po zniesieniu ograniczeń w przepływie globalnego kapitału, podstawową formą działalności rynków finansowych stała się wolna spekulacja. Międzynarodowi spekulanci wykorzystają każdą okazję do zarobienia pieniędzy. Kiedy w 1997 MFW zmusił Tajlandię i Koreę do zniesienia ograniczeń w przepływie zagranicznego kapitału, spekulanci z Wall Street oraz londyńskiego City przepuścili atak na tajlandzką walutę, w wyniku czego 30 milionów ludzi w Azji straciło pracę, gdyż kryzys ten objął też Indonezję oraz Koreę. W tym samym czasie, kiedy miliony obywateli tych krajów przeżywało osobistą tragedię, maklerzy na Wall Street oraz Londynie liczyli milionowe zyski.

Od 1990 roku podstawową działalnością rządów stało się uspokajanie rynków finansowych. Państwa wręcz prześcigają się w tworzeniu jak najlepszych warunków dla zagranicznych inwestorów. Wielu obywateli nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że obecnie władza nie należy do rządu czy parlamentu, lecz światowych rynków finansowych. Kiedy wybuchła wojna w Iraku, indeksy na Wall Street poszybowały w górę. "Inwestorzy" liczyli wtedy na duże zyski. Dlatego też USA tak bardzo zaangażowały się w okupację Iraku. Początków kryzysu w USA można się dopatrywać w upadku Enronu.

Do upadku tego energetycznego giganta doszło dlatego, ponieważ władze tej korporacji nadmiernie się zadłużyły. Oczywiście inwestorzy dostali takie informacje jakie chcieli usłyszeć. Wynikało z nich, że kondycja firmy jest dobra. Również zawiodły instytucje rynkowe, które miały nadzorować rynek. Firma audytora Andersen nie wykazała żadnych nieprawidłowości w prowadzeniu księgowości w Enronie. Po jego upadku, kiedy większość pracowników dostała odprawy w wysokości 4000 dolarów, menedżerowie w ramach odprawy, zainkasowali kilka milionów dolarów, nie licząc pieniędzy pozyskanych ze wcześniejszej sprzedaży akcji. Czy w tej sytuacji menedżerom nie opłaca się doprowadzić firmy do bankructwa?

W ostatnim czasie Ameryką wstrząsnęła wiadomość o upadku największych gigantów bankowych takich jak "Lehman Brothers", "Bear Stears", "Washington Mutuals" oraz poważnych problemach "Merrill Lynch"
Największe banki należą oczywiście do największych globalnych spekulantów. W jednej z wypowiedzi prezes Deutsche Banku przyznał, że w transakcjach giełdowych wymiana handlowa stanowi jedynie 20 proc., zaś reszta to czysta kapitałowa spekulacja. Spekulują - bo taka działalność okazała się najbardziej opłacalna.

Zawsze podczas wcześniejszych kryzysów rynki finansowe mogły liczyć na pomoc państwa lub największych instytucji finansowych takich jak MFW. Podczas kryzysu azjatyckiego USA na pomoc "inwestorom" wydały ponad 10 mld dolarów. Wszystko po to, aby utrzymać system finansowy, który menedżerom przynosi astronomiczne dochody, zaś państwa skazuje na dyktat ze strony właścicieli papierów wartościowych i globalnych koncernów.

Jeśli więc nie stworzymy demokratycznej kontroli nad międzynarodowym obrotem kapitałowym poprzez wprowadzenie podatku od zagranicznych transakcji (Podatek Tobina), to globalni właściciele papierów wartościowych będą decydowali o losie obywateli nie tylko jednego kraju, dotkniętego kryzysem, ale wszystkich krajów w których wolny przepływ globalnego kapitału zostanie zachowany. Dlatego też jako obywatele powinniśmy domagać się tego, aby rządy wprowadziły kontrolę nad działalnością rynków finansowych. Istnieje historyczna szansa, aby tak się stało, gdyż cała ideologia hegemonii wolnego rynku legła w gruzach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.