Facebook Google+ Twitter

Uśmiech Mony Lisy

Zakreśl, wrzuć i wyjdź! – niemal krzycząc starałem się wytłumaczyć swej babci na czym polega głosowanie w wolnej Polsce.

Zakreśl, wrzuć i wyjdź! – niemal krzycząc starałem się wytłumaczyć swej babci na czym polega głosowanie w wolnej Polsce. Mąż zaufania - flegmatyk, w geście porozumiewawczego: „o to chodzi!” tylko uniósł brwi i opuścił szczękę. Poczciwa staruszka nie pamięta już jak to jest skorzystać z najważniejszego przywileju demokratycznych zawiłości, bo przecież, według jej słów, przesiąkniętych przekonaniami poprzedniej epoki, „ten świstek i tak nic nie zmieni”. Mimo swego trudnego charakteru (jak to niektórzy określają) i nieznośnej niecierpliwością wyczekałem pod kotarą kilka minut nim magiczny krzyżyk pojawił się na kartce. Wiem, i od razu proszę o rozgrzeszenie: nie potrafiłem dotrzymać ciszy wyborczej, przepraszam.

Przez lukę w tajemniczej kurtynie zajrzałem dyskretnie do środka szepcząc: „Babciu, ty dużo przeżyłaś, widziałaś wiele, wiesz jak to jest, ale błagam! Tu chodzi o moją przyszłość, jestem młody, mało przeżyłem, widziałem niewiele, nie wiem jak to jest, ale proszę jeszcze raz – stawiając krzyżyk nie przekreślaj mnie! Droga babciu! Nie karz mi wierzyć, że „szatany są tu czynne”, że święte zgromadzenie jest tylko w Toruniu, że Saba nie zżarła mebli, a kot jest trzecią osobą w państwie!”.

Nie wiem, czy słowa do uszu babci dotarły, czy trafiły w próżnię. Może zgoła drobna sugestia wywołała jakąś reakcję. Babunia podchodząc do urny z miną Mony Lisy oddała głos wyraźnie z siebie dumna. Może zadowolona, jej zdaniem, z wyboru właściwego, a może z satysfakcji psikusa zrobionego przemądrzałemu wnuczkowi. Ten uśmiech Mony Lisy mógł być przecież zemstą za jakieś złośliwości wobec niej w czasie mego krnąbrnego, szczeniackiego wieku! Ale jakże to tak?! Przekreślać przyszłość młodego człowieka w zemście za dziecięce wybryki, których i tak nie pamiętam?! Wstyd.

Kilka minut wcześniej, w strugach deszczu, przed obwodową komisją, prowadząc pod parasolem swą babcię, mijając rzesze kobiet w wiadomych beretach, wiedziałem, że to się może źle skończyć. „Nikt nie schował Pani dowodu?” – cisnęło się na usta. Kobiety kurczowo trzymając jedną ręką torebkę z dokumentami, drugą krucyfiks, maszerując pewnie, swych racji były jeszcze bardziej pewniejsze. „Sio szatanie!” – zdawały się szeptać poprzez znak krzyża. Nic to. Pokornie zrobiłem więc „sio!” ze świadomością nieuniknionego losu banity – wykształciucha.

Wieczór wyborczy przyprawiał o zator krwi nie tylko mą babcię, odpalającą papierosa od papierosa. Mnie też oczywiście. Pewny tego, że za kilka chwil okaże się, iż toruńska rozgłośnia triumfalnie zabrzmi w każdym domu popijałem czarną polewkę. Taka Polska od pewnego czasu podawała mi ją każdego dnia, przy wieczornych „Wiadomościach” zagłuszanych Polskim Radiem z dawką zwasalizowanej prasy.

Nagle talerz łupnął o podłogę. Spontaniczny okrzyk babci z papierosem w zębach przestraszył mnie do tego stopnia, że wylałem zupę. Wstrętna plama zapewne długo nie zejdzie, ale zobaczyć podskok mojej babci w kłębach dymu – bezcenne. Kobieta cieszyła się z wyniku wyborów. Ludzie, czy świat oszalał? Czy naprawdę wszystko w porządku? Przedstawicielka (wydawało by się) ulubionego elektoratu podskakuje z radości podczas gdy jej (wydawało by się) radio nie zagra (wydaje się) już tak donośnie?

Babcia, ukazując oblicze Mony Lisy kilka godzin wcześniej, zapewne śmiała się ze mnie, chcąc zemścić się za czas dziecięcego terroru choćby przez te kilka godzin, utrzymując mnie w przekonaniu, że ona wie co robi robiąc coś przeciwko mnie. Ten uśmiech okazał się jeno złośliwym żartem. Morał z tej historii drogie dzieci jest taki, że nie wszystkie babcie są babciami takimi jak je malują (niektóre mogą palić jak smok i robić na złość swym wnukom) i że Mona Liza ma uśmiech złośliwej kobiety, która przez cały czas z nas szydzi. Tak jak szydzili z nas do tej pory politycy, którym „oczywista prawda” zza kotar subwencji i stanowisk przysłoniła szare problemy śmiertelników, których teczki nie nakarmią. Zaiste nikt ich nie przekonał, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”. Na uśmiech Mony Lisy należało odpowiedzieć tym samym, a na koniec pokazać język Einsteina.
Panowie, mijając próg IV RP, zapomnieli zdjąć brudne buty, a to się zemścić musiało. Bóg zapłać!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

aha, to było z plusem ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Śmieszne, super się czyta i w ogóle. Może dlatego, że rozumiem autora ;) Choć nie mam babci Mona Lisy, panie da Vinci ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie w ogóle nie przekonuje... Słabo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

trochę przerysowane, ale śmieszne;]

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.