Facebook Google+ Twitter

Ustawa refundacyjna. Kto rozbroi tę "minę"?

Dyskusja o ustawie refundacyjnej przybiera bardzo niebezpieczny obrót, ponieważ często obserwuję zanik przedmiotu sporu powodującego kontrowersje, natomiast argumentacja adwersarzy idzie nieco w bok i mówi się o sprawach mało istotnych.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Reytan25 października na W 24 zamieściłem artykuł wykazujący wiele ujemnych stron tej ustawy. Następnego dnia pojawiły się w mediach sygnały, że będą w tej sprawie dalsze negocjacje, co do regulacji wprowadzania w życie konkretnych zapisów w niej zawartych. Przez wiele tygodni niewiele o tym mówiono, ponieważ wielki świat polityki oraz opinia publiczna zajęte były starym-nowym rządem Tuska i wyborem władz Sejmu.

Dlaczego problem wraca jak bumerang?

Gdy zaczęły się pojawiać pierwsze informacje na temat wyników tych negocjacji Naczelnej Rady Lekarskiej i jeszcze minister Kopacz, okazało się, że król jest nagi. Rząd nie miał w tej sprawie nic do zaproponowania, co mogłoby zmienić zasadniczo negatywne zjawiska, jakie będą skutkiem wdrożenia ustawy od 1 stycznia 2012 roku.

Rozporządzenie, jakie było już wcześniej przygotowane, dotyczyło tylko kwestii wypisywania recept i było nawet jeszcze bardziej restrykcyjne dla lekarzy, ponieważ dodatkowo obarczało ich wymogiem wskazania stopnia refundacji i wpisania jednego z kilkunastu kodów (np. uprawniony, nieuprawniony, bezrobotny, bezdomny, doktorant, student, wojskowy - każdy ma inny kod).

W akcie desperacji OZZL (Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy) zdecydował, że od chwili, gdy ustawa w niezmienionym kształcie zacznie obowiązywać, lekarze będą zamieszczać na receptach adnotację "Refundacja do decyzji NFZ". Mówił o tym dość szczegółowo Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL w wywiadzie w radiu TOK FM.

Po wysłuchaniu kilku różnych rozmów czy wywiadów, w których głównie mówiono o ustaleniach prawa do refundacji, można powiedzieć, że przecież to wszystko może robić personel nielekarski. Po co tyle szumu? Oczywiście, że z tym można się zgodzić. Problem jednak jest gdzie indziej, co wykażę niżej.

Kogo dotyczy ta ustawa?

Głównym beneficjentem ustawy ma być pacjent, natomiast w większości dyskusji problem przedstawiano w taki sposób, że jest to jakieś ograniczanie komfortu pracy lekarzy. Stworzono w ten sposób obraz skonfliktowanej relacji pacjent-lekarz. W opinii przeciętnego obserwatora tych dysput, grupa zawodowa lekarzy jawi się jako sfora nierobów i kombinatorów, którym nie chce się wziąć odpowiedzialności za sprawy refundacyjne.

"Pomysły protestujących lekarzy uderzą w was, szanowni pacjenci" - mówi strona rządowa, a także ten ton utrzymują niektórzy znani komentatorzy sceny politycznej i gospodarczej. W tym świetle przedstawiony problem, skazany jest na wygenerowanie totalnego potępienia protestów lekarzy. W ferworze tego emocjonalnego oburzenia na całe środowisko, wielu zacietrzewionych pacjentów widzących tylko dla siebie jakieś zagrożenia, zapomina, że lekarze też są potencjalnymi pacjentami. Sami się przecież nie będą operować i leków za darmo nikt im w aptece nie da.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Pajton
  • Pajton
  • 07.12.2011 10:07

Z punktu widzenia pacjenta - do lekarza udaję się po to, aby powiedzieć o swoich problemach (a lekarz wysłuchał), żeby mnie zbadał poświęcając tyle czasu, ile powinien (ja sie na tym nie znam - pięc minut? dwadzieścia? godzinę? - lekarz chyba wie najlepiej, bo któż inny?) i żeby mi dał jasne zalecenia - czy to w postaci "rzuć palenie i zacznij biegać", czy w postaci recepty, czy też skierowania na konsultacje/badania/zabiegi (nie daj Boże do szpitala). I wszystko, co lekarzowi przeszkadza - jest przeciwko mnie. No to ja tak nie chcę. Nie pozwalam. Nie na to płacę składki. A skoro jestem Jaśnie Panem Płatnikiem - to ZABRANIAM zatrudnionemu przeze mnie ministerstwu/sejmowi/rządowi takich praktyk.

Tydzień temu zawiozłem mamę do okulisty na wyczekaną przez kilka miesięcy wizytę. Pani doktor mamie poświęciła pięć minut (tyle wystarczyło - to była jedna z kolejnych kontroli), a papierom i komputerowi - trzy razy tyle. KTO ODPOWIADA za takie ustalenie proporcji? I dlaczego ten ktoś jeszcze nie gnije w kryminale? I dlaczego ten ktoś NADAL bierze zapłatę wyssaną z moich podatków?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Lekarz-niewolnik systemu
  • Lekarz-niewolnik systemu
  • 02.12.2011 01:31

Świetny tekst!
(pierwszy, który dociera do sedna sprawy!!! Gratulacje!)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Piter
  • Piter
  • 30.11.2011 23:28

Minister Kopacz powinna ponieść odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje wprowadzenia tej ustawy w życie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
l.
  • l.
  • 30.11.2011 21:58

Świetne ujęcie tematu

Komentarz został ukrytyrozwiń
piotr
  • piotr
  • 30.11.2011 15:06

poszła "uzdrawiać" posłów . Nie wróżę im nic dobrego . Przecież to specjalistka od wymądrzania

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kris
  • Kris
  • 30.11.2011 11:20

Pani Kopacz zabrała zabawki i uciekła zpodwórka. Zostawiając po sobie niezły pasztet.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.