Facebook Google+ Twitter

Ustawa śmieciowa a umowy śmieciowe

[...] No i olśniło mnie. Przecież umowy śmieciowe to nic innego, jak segregacja śmieci, przy czym śmieciami tymi są pracownicy. [...]

 / Fot. Adrian Hyrsz
USTAWA ŚMIECIOWA, UMOWY ŚMIECIOWE, RECYKLING PRACOWNIKA


Wczoraj w naszym kraju weszła w życie tzw. ustawa śmieciowa. Dla przeciętnego Kowalskiego oznacza to, że od dnia wczorajszego winien śmieci segregować, by łatwiej można je było później albo po raz kolejny wykorzystać, albo zutylizować. Ustawa niewątpliwie w swych zamierzeniach słuszna, obawiam się jednak, iż nie sposób owego Kowalskiego przypilnować, by rzeczywiście to czynił. I tu leży pies pogrzebany, bowiem wczorajsze nieustanne trąbienie w mediach o ustawie nasunęło mi pewne skojarzenie. Recz tyczy się równie nagłośnionych w telewizji i prasie protestów w sprawie umów śmieciowych. No i olśniło mnie. Przecież umowy śmieciowe to nic innego, jak segregacja śmieci, przy czym śmieciami tymi są pracownicy. Zatem pracownik niepotrzebny, ląduje w śmietniku, podobnie jak przeczytane gazety, które dla Kowalskiego nie mają już najmniejszej wartości. Ale przed wyrzuceniem Kowalski decyduje wpierw, w którym pojemniku wylądują gazety. I chociaż deklarował, że będzie śmieci uczciwie segregował, może – korzystając z faktu, iż nikt go praktycznie nie kontroluje – umieścić starą prasę choćby w pojemniku na odpady niebezpieczne. Jeśli to uczyni, papier nie zostanie przetworzony i po raz wtóry wykorzystany, tylko wyląduje w spalarni. Umowy śmieciowe miały być ratunkiem na postępujące bezrobocie. Wiadomo – kryzys szaleje na potęgę, więc lepsza taka umowa, niż żadna. Jednak państwo zezwalające na umowy śmieciowe i w żaden sposób nie kontrolujące pracodawców, skazuje tak zatrudnionego pracownika na prawdopodobieństwo utylizacji. Bo pracodawca zwalniając pracownika zatrudnionego wcześniej na umowę śmieciową, zwykle obiecuje mu, że za jakiś, gdy tylko sytuacja na rynku się zmieni, ponownie go zatrudni („Czekaj pan na telefon, gdyż za miesiąc nasze zamówienia wzrosną”). Jest to zatem swoista obietnica recyklingu, ponownego wykorzystania. Jednak najczęściej owa obietnica ma się tak do rzeczywistości, jak deklaracja o segregowaniu śmieci do realnej czynności, czyli do niby uczciwego wyrzucania tychże przez wspomnianego Kowalskiego. I wcale nie chodzi o to, by tłamsić wolny rynek, poddając go kontroli. Jednak państwo, zezwalając na zawieranie umów śmieciowych, powinno również narzucić pracodawcom obowiązek niesienia pomocy zwolnionemu pracownikowi, pomocy przynajmniej w poszukiwaniu nowej posady, tzn. wyposażenia go w odpowiednie referencje, organizowania spotkań lub targów pracy z udziałem innych przedsiębiorców w danej branży, itp. Skoro wskutek nieodprowadzania podatku na rzecz państwa, zwolnione jest ono z troski o los śmieciowego pracownika, to niechże się o niego choć odrobinę zatroszczy pracodawca, który wcześniej czerpał zyski dzięki jego pracy. Tymczasem niechciany pracownik ląduje zazwyczaj na bruku (bez prawa do zasiłku), czyli w spalarni. Taki człowiek-śmieć, na gwałt szukający jakiejkolwiek pracy, jest już na starcie przynajmniej częściowo wypalony.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.