Facebook Google+ Twitter

Uszkodzona opona... mózgowa

Całe szczęście, że sprawa pękniętej opony w prezydenckiej limuzynie jeszcze nie nabrała wymiarów "smoleńskiego zamachu", chociaż jeden z działaczy PIS-u wyraził domniemanie, że opona była przecież niemiecka, tak jak samolot - rosyjski...

Mimo, że sprawę bada specjalna komisja i tabun prokuratorów, już oskarżono byłych urzędników i borowców poprzedniej władzy o niedopilnowanie terminu używalnościtej opony. Tymczasem wyjaśnienie jest proste, jeżeli się cały wypadek odcedzi z polityki. Po prostu, nowe służby powołane do ochrony i transportowania prezydenta nie zadały sobie trudu, żeby te opony sprawdzić, mając na to kilka miesięcy. Zawierzyły zarządzeniu, w którym wróg z PO określił okres wytrzymałości opon na jakieś 4 lata. PIS, który w każdym podejrzewa wroga, stojącego po drugiej stronie choćby ogumienia, okazał nadzwyczajne zaufanie w tym względzie. A może głupotę i brak kompetencji ? A tego nie da się tak po prostu zwalić na politycznego przeciwnika.

Głupotą był wyjazd ciężką, opancerzoną limuzyną w zimie w górzysty teren na trasę 354 km., co zdarzyło się pierwszy raz w światowej historii, odkąd wynaleziono samochód i prezydenta... Dlaczego prezydenta nie wsadzono do samochodu terenowego ? Czyżby obawiał się, że będzie ostrzelany w swoim wyborczym mateczniku ? Taka brawurowa jazda na tak długiej trasie z szybkością 140 km. na godzinę, przy łamaniu przepisu o ograniczonej prędkości do 70 km/h, to nie tylko dowód braku wyobraźni, ale także wykroczenie drogowe... Za akceptacją prezydenta, któremu spieszyło sie do domu, jak tamtemu do Smoleńska.

Jak doniosła "Rzeczpospolita", Biuro Ochrony Rządu świadomie naraziło prezydenta na niebezpieczeństwo. W limuzynie założono oponę wycofaną z użycia. W magazynie nie było nowych opon, więc skorzystano z opony przeznaczonej do utylizacji. Bo prezydent, jadąc na narty, musiał być "opancerzony". Nikt także nie zwracał uwagi, że komputer pokładowy przy kierowcy kilkakrotnie podczas podróży do Wisły alarmował o problemie z ciśnieniem powietrza w oponie... Co by było, gdyby limuzyna "zatańczyła" nie na autostradzie, a na górskiej, wązkiej drodze ? I teraz i wtedy zawiodła opona... mózgowa. A tej, niestety, nie da się wymienić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.