Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

54483 miejsce

Utrata zaufania - dżinsy Tomasza Machały kontra internet

Tomasz Machała mówi, że nie wziął pieniędzy i że nie reklamował. Internet wie jednak swoje i nie popuści - całkiem słusznie.

screenshot strony http://interpretacje.natemat.pl/57547,interpretacje-tomasz-machala / Fot. nizej podpisanyCiężko nie skomentować sprawy Tomasza Machały i reklam na NaTemat. Jednak o ile nieoznaczanie reklam jest sprawą karygodną, tak po prostu, o tyle całościowo aferka budzi to, co od dawna gdzieś uśpione, o czym ludzie mediów nie znoszą mówić i co powoduje największe możliwe rozczarowanie szkody - utratę wiarygodności u czytelników i odbiorców.

Przyganiał kocioł garnkowi, powiecie. Wiecie, co kiedyś najbardziej podobało mi się w blogowaniu? Szczerość i to, że bloger może mówić wprost. Nawet, jeśli ktoś mu płaci, zamawia reklamę i wpis sponsorowany, to wierzyłem, że bloger potrafi podnieść czoło i powiedzieć “tak, zapłacili mi za to, za to i za tamto”. To była taka nienaturalna wizja stworzona przez Maćka Budzicha, którego za tę szczerość i odwagę mówienia o pieniądzach i sponsoringu na blogach bardzo szanuję. Blogerzy powinni różnić się czymś od dziennikarzy, prawda? Dlaczego więc nie tą szczerością mówienia o sponsoringu?

Reklama ma problem, media mają jeszcze większy problem


Niestety media i polski rynek reklamowy jest w tyle. Zresztą, nawet w Stanach Zjednoczonych, w których ciekawe i fair formy reklamowe pojawiają się na blogach, rynek wciąż jest w powijakach i zdarzają się potężne fuckupy nowych, “natywnych” form reklamowych, jak na przykład The Atlantic i reklamy scjentologów. Reklamodawcy przechodzą ciężki moment uczenia się nowych form. Media mają jeszcze gorzej, bo media też przechodzą ciężki moment, a jednocześnie muszą się z czegoś utrzymać i jakoś zarabiać.

W wyniku tych transformacji dostajemy więc lepsze i gorsze reklamy, często wynikające z desperacji obu stron. Mamy bezczelne product placement w “Klanie”, mamy programiki w całości sponsorowane przez producentów przypraw, w gazetach połowa stron jest reklamami, a część z nich udaje artykuły z umieszczoną małym druczkiem informacją “reklama” lub - jeszcze lepiej, bo nie tak uderza tak nachalnie po oczach - “treść sponsorowana”.

Wartość reklamy drukowanej spada, i tu na pomoc miał przyjść internet. Ten internet, w którym można zmierzyć, sprawdzić, wyciągnąć statystyki klikalności, oglądalności i inne ości. Szybko jednak okazało się, że banery reklamowe mają coraz mniejszą wartość, bo jest ich za dużo i internauci się na nie uodporniają lub po postu je blokują. I w tym miejscu z pomocą przychodzi tak zwany “rich content”, reklama natywna czy jakbyśmy to sobie nazywali. Niestety, większość serwisów rozumie to jako “sprzedaż opinii i miejsc w tekstach”.

To wciąż eksperymentowanie i badanie, co w internecie sprzeda się najlepiej. Jest w tym niestety jeden problem, i mam wrażenie, że Pan Machała trochę nie był na niego przygotowany: internet odpowiada.

Gdy oglądam kolejny pusty program w TV z serii owce jeżdżą na deskorolkach za przestraszonymi gwiazdami i widzę w nim coś sponsorowanego, to nawet jeśli mnie to irytuje, to tyle. Format telewizyjny, nawet w czasach “second sceen”, nie prowokuje do interakcji na skalę, jakby nie patrzeć, globalną. W telewizji kłamstewka, przekłamania i grzeszki przechodzą bez większego echa. Można je skomentować w internecie, na Facebooku, Twitterze czy blogu, ale uderza się wtedy do innych odbiorców. Odbiorców, których akurat telewizja może obchodzić tyle, co nic.

Internet bywa pamiętliwy i bezczelny


Internet wręcz prosi się o skomentowanie i puszczenie dalej. Może i większość internautów jest bierna, ale część - mała, ale za to głośna - mówi, opiniuje i przekazuje dalej. I wyraża zadowolenie lub rozczarowanie, często tak, że wymusza reakcję na mediach. Tak było w sprawie ACTA czy nc+ - to najpierw ludzie wykreowali te tematy, które podłapały potem media, nie odwrotnie.

I o tym należy pamiętać poruszając się po internecie. Nie ma co przeceniać internautów - najczęściej nie reagują, a jeśli, to nie jest to miarodajne i opiniotwórcze - ale pewnych rzeczy nie odpuszczają. Może my, internauci, dajemy się czasem “porobić”, ale nie lubimy, gdy ktoś robi to z premedytacją i nie docenia naszej spostrzegawczości.

Wracając jednak do reklam - internet wciąż wypracowuje swoje formaty i tak, jak sieć zmienia się dynamicznie, tak pewnie będzie i z reklamami. Tylko, że to, co uchodzi płazem w telewizji i prasie, nie zawsze ujdzie płazem w sieci. A wiarygodność? Tę łatwo zniszczyć. A odzyskać niemal niemożliwe, bo co jak co, ale INTERNET PAMIĘTA.

Tu można wygrzebać informacje z przeszłości, umiejscowić nowe dane w odpowiednim kontekście. Wystarczy przecież, że gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się myśl “coś kiedyś było z tym naTemat, ale co?”, wpiszę zapytanie w Google i w minutę będę wiedział. Minuta.

A co to ma do kontekstu Tomasza Machały? Pan Machała jednym, prostym błędem - bo nieoznaczanie reklam to ogromny błąd - spowodował utratę zaufania do swojego medium, do treści w nim oraz do siebie. A internauci przecież błyskawicznie sprawę dżinsów powiązali z parówkowymi kontrowersjami i słowami Pana Tomasza o nowej jakości reklamy, którą pokaże naTemat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (24):

Sortuj komentarze:

@Artur Wojnowski
Zrobiłam to samo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/I jeszcze zapytam - jak sądzisz, czy w przypadku powyższego artykułu czytelnicy świadomie klikają w link pozycjonujący?/

Dobre pytanie.
Co prawda nie wiem dokładnie, co to "link pozycjonujący", ale sam kliknąłem w takie coś niebieskie ( "jest sprawą"), zapominając przez chwilę, że to w24 i myśląc, że to link do artykułu jakiegoś związanego z tematem artykułu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I jeszcze zapytam - jak sądzisz, czy w przypadku powyższego artykułu czytelnicy świadomie klikają w link pozycjonujący?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rafale, nieoznaczoną reklamę?
Mam przed sobą tę stronę i nie muszę przewijać w dół, żeby się dowiedzieć, że to reklama portek, bo u góry mam banner, którego treść sygnalizuje, o co chodzi. Wiem, że istnieje ślepota bannerowa, ale ten tutaj jest tak wkomponowany, że ciężko go przeoczyć. Zresztą jak zaczniemy brnąć w tym kierunku, to co inteligentniejsza reklama może zostać oceniona jako nieetyczna, bo mniej lotny odbiorca nie zorientuje się od razu, że jest targetem;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oddzielmy dwie kwestie.

Napisanie o ukrytej reklamie. Fakt. Rzecz konkretna i potrzebna.

Czym innym natomiast jest stwierdzenie "utraty zaufania".
Mleko się wylało, słowa padły, więc domagam się konkretów.

Jak ono w praktyce ma się wyrażać?

Komentarz został ukrytyrozwiń

To jest właśnie pytanie otwarte. Wcale nie twierdzę, że odpowiedź jest prosta. Może na początku warto o tym właśnie pisać, wypominać, w jakiś sposób sprzeciwiać się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Rafał

Jaki wniosek?
Zakazać?
Nie czytać?
Zmusić do "poprawności" ?

Dalej nie doczekałem się konkretów.

Czy może wpłynąć tą oceną ( zmanipulować? ) czytelnika, żeby a priori tam nie zaglądał.. ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Artur. Duży serwis internetowy zamieszcza nieoznaczoną reklamę z udziałem redaktora naczelnego. Czytelnik nie wie, że stał się targetem reklamy, w pierwszej chwili myśli, że czyta lajfstajlowy tekst, przewija w dół i ma reklamę portek. Lidce, mi i jak rozumiem autorowi nasuwają się więc oczywiste wnioski, co do etycznego wymiaru takiego postępowania.

2. Krytycyzm

Nie chodzi zresztą O JEDEN TEKST, ale całą politykę reklamową. Reklamę natywną, power content itp - elementy marketingowe, które angażują czytelnika. Problem w tym, że ten nie musi zdawać sobie sprawy, że jest ich celem. I tu rodzi się napięcie etyczne, więc krytycyzm to jedno, a zaufanie do medium, które - jakby na to nie patrzeć - dokonuje pewnej manipulacji drugie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dodam tylko, że oczywiście nie tylko o "uprzedzenie" chodzi, a również o "wiarę" z drugiej strony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Lidia Raś

/... to naprawdę wnioski same się nasuwają./

Przecież proszę o konkrety po raz n-ty. Jakie wnioski ?


@ Rafał

/Krytycyzm to jednak inna kategoria: można mieć stosunek krytyczny i mieć równocześnie zaufanie./

Konkretnie. Jak ma się w praktyce przejawiać posiadanie "zaufania", bądź brak "zaufania" ?
Zauważ, że chodzi "zawód zaufania publicznego", czyli odnosimy się do profesji - tylko.


Mój postulat brzmi wręcz przeciwnie.
Zero zaufania. Zero braku zaufania. Każdy tekst czystą kartą na początku.

To oczywiście teoria. Każdy ( ja też) zmaga się ( bądź nie zmaga :) ), z własnym uprzedzeniem do kogoś lub czegoś. I właśnie o to chodzi, aby to uprzedzenie w sobie zwalczać. Tym bardziej, gdy dotyczy różnych kategorii. Nie mieszać ich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.