Ten odzyska należne miastu pieniądze za jazdę bez biletu, ale kwota będzie powiększona o tzw. koszty postępowania. Zatem zamiast 100 zł uchylający się od uregulowania kary zapłaci nawet 500 zł.
W Łodzi bilety w tramwajach i autobusach sprawdzają kontrolerzy dwóch firm. Rocznie nakładają około 100 tys. mandatów. Jazda na gapę kosztuje 100 zł, ale mandat zapłacony w ciągu 7 dni - tylko 70 zł. Co oznacza, że na gapowiczach miasto powinno zarabiać rocznie 7-10 mln zł. A zarabia śmieszne kwoty, w zeszłym roku niespełna 2,1 mln zł, podczas gdy na koszty kontroli biletów, czyli firmy, windykację, opłaty wydano z budżetu ponad 4,2 mln zł!
Budżet miasta dokłada do gapowiczów, zamiast na nich zarabiać. Dlaczego? Bo, jak tłumaczyli od lat kolejni szefowie Zarządu Dróg i Transportu, karani masowo pasażerowie mandatów nie płacą, a koszty windykacji są wysokie.
Absurd? Niestety, tak. Biorąc pod uwagę lawinowo spadające wpływy ze sprzedaży biletów - tylko 117 mln zł w roku 2009 - nietrudno zgadnąć, że łodzianie masowo jeżdżą na gapę. A jeżdżą, bo czują się bezkarni. I nadal są bezkarni, czy się to komuś podoba, czy nie.
Monika Pawlak
Czytaj więcej:
http://lodz.naszemiasto.pl/