Facebook Google+ Twitter

Uwaga na niebezpieczną zabawkę z IKEI!

Rodzice przy zakupie zabawki dla swojego dziecka powinni kierować się przede wszystkim rozsądkiem. Co jednak się stanie, gdy w chwili słabości zaufają producentowi i nalepce na jego produkcie? W przypadku jednej z zabawek IKEI może się to skończyć wypadkiem.

Bubel z Ikei. / Fot. Piotr MayNa pierwszy rzut oka "bujaczek" nie wydawał się zabawką, która może zrobić krzywdę. Nasz 19-miesięczny syn radzi sobie z trójkołowym motocyklem napędzanym elektrycznie, więc byłem przekonany, że ta huśtawka nie sprawi mu problemu. Zabawka spodobała mu się bardzo. Cena umiarkowana. Nalepka wyraźnie utwierdziła mnie w przekonaniu, że to zabawka dla niego (powyżej 18 miesiąca). Synek był uradowany.

W domu, gdy zabawka znalazła się na ziemi, Kubuś radośnie usiadł na niej i zaczął się bujać. Patrząc na jego zabawę zaczęły nachodzić mnie wątpliwości. Długo nie trwało, aby wątpliwości zamieniły się w skrajną pewność, gdy syn z hukiem upadł na ziemię. To twardy chłopak, więc po chwili płaczu znów chciał wspiąć się na zabawkę. Ugiąłem się pod presją jego proszącego wzroku. Pomyślałem, że może syn upadł przypadkowo i że to już się nie powtórzy. Tym razem jednak usiadłem w pobliżu. Tylko dzięki temu, że byłem blisko, mój refleks pozwolił na chwycenie syna w locie. Syn ze sporą prędkością kierował się ku ziemi i gdybym go nie złapał mogłaby stać się tragedia. Skręcenie karku na tej zabawce to tylko kwestia czasu. Spojrzałem jeszcze raz na nalepkę. Tak jak przypuszczałem, niezmiennie tkwił na niej znaczek oznajmiający, że jest to zabawka przeznaczona dla dzieci powyżej 18. miesiąca życia.

Informacja o zabawcie z wyraźnym znaczkiem "od 18. miesiąca życia". / Fot. Piotr MayZabawka wylądowała w garażu. Dla mnie to skandal żeby podsuwać dzieciom do zabawy rzeczy, które mogą je skrzywdzić. Nic nie usprawiedliwia mojej lekkomyślności przy zakupie, no może tylko to, że zabawka na pierwszy rzut oka wydaje się bezpieczna. Nie powinienem sugerować się tylko nalepką. Kierowany myślą, że jakiś inny rodzic może mieć również słabszy dzień i kupić ten bubel, postanowiłem napisać do Ikei. Wiedząc, że biznes kieruje się swoimi prawami i list rodzica pewnie niewiele by zdziałał, na stronie Urzędu Ochron Konkurencji i Konsumentów wypełniłem formularz "zgłoszenie niebezpiecznego produktu".

Do Was drodzy rodzice kieruje apel: Nie kupujcie w Ikei zabawki o nazwie RUSIG (nr 500.816.59) jeśli chcecie, aby Wasze dziecko zachowało wszystkie swoje pierwsze ząbki.

Oto list do IKEI:
"Kupiłem w Waszym sklepie w Poznaniu zabawkę RUSIG (nr 500.816.59). Zabawka wg informacji na produkcie przeznaczona jest dla dzieci od 18. miesiąca życia. Mój 19-miesięczny syn (żeby nie było wątpliwości - w pełni zdrowy na ciele i umyśle) w ciągu 15 minut zabawy wylądował dwukrotnie z hukiem na ziemi, w taki sposób, że mogło to poważnie zagrozić jego zdrowiu, a nawet życiu. Uważam, że zabawka ta może zrobić komuś krzywdę. Dlatego domagam się weryfikacji wieku dziecka, dla którego ta zabawka jest przeznaczona i/lub jej modyfikacji w taki sposób, aby przestała stwarzać zagrożenie. Uważam też, że do wyjaśnienia sprawy powinniście natychmiast rzeczoną zabawkę wycofać ze sprzedaży.

Pozostając w poważaniu
Piotr May
dziennikarz Wiadomości24.pl

PS: List ten można przeczytać na portalu www.wiadomosci24.pl, odpowiednią informację o produkcie przekazałem również do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.



Czytaj także:
Tomasz Kowalski Skuteczna interwencja dziennikarza obywatelskiego. IKEA wycofuje niebezpieczną zabawkę!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 14.10.2007 08:25

Serdeczne gratulacje.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • M K
  • 08.10.2007 00:20

Nie wiem czy Pan Piotrek chwalił się współpracownikom że troszke czasu w Ikea(bo tak się pisze) spędził?
Otóż pracował tam i to przez spory okres czasu!
Z tego co pamietam , nie nalezal do pracoholikow i w rezultacie rozstal sie z Ikea..
Myślę że wie też jak duży jest tam nacisk na bezpieczeństwo, szczególnie jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszych pociech.Moim zdaniem ten artykuł jest ewidentnym przykładem tego jak w prosty sposób wykorzystujac swoją pozycje"redaktora" Pan Piotr chce zaistnieć takim artykułem.
Takie zachowanie nie godzi się komuś kto nazywa się redaktorem!Myslę że Pan Piotr powinien się swojemu pracodawcy z tego wytłumaczyć!Oczywistym jest że że jego obiektywizm jest bardzo wątpliwy. A tak poza tym to sukces był pozorny ponieważ dowiedziałem się że zabawka pozytywnie przeszła testy i jest już z powodzeniem z powrotem sprzedawana:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

do magdastach83
Będziesz w ciężkim szoku - ma 4 letnią córkę, więc mam potężne doświadczenie z pracą z dzieckiem (widzę, że w przeciwieństwie do ciebie, bo z tego co piszesz, to nie masz go w ogóle). I nic nie zdejmie z rodzica obowiązku stałego nadzoru nad dzieckiem w trakcie zabawy. Nie mogę tak po prostu uznać, że zabawka jest bezpieczna to niech się dziecko samo bawi. I właśnie chodzi o to, żeby tłumaczyć dziecku, co jest dla niego dobre czy złe. Dzieci są bardzo pojętne (bardziej niż sie tobie wydaje), niezależnie od ich wieku.

A z drugiej strony do widać że czytasz i nie wiesz co czytasz. Chodziło mi o pokazanie, że autor artykułu kreując się na dziennikarza w żaden sposób nie utwierdził mnie w przekonaniu, że nim faktycznie jest. Cały ten artykuł to po prostu "krzykactwo" i "krytykanctwo" (przeciwieństwo konstruktywnej krytyki).

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • a b
  • 04.10.2007 22:12

Zgadzam się, że artykuł jest pokazem tego kiepskiego dziennikarstwa, którego jedyną siłą jest powoływanie się na to, że jest się dziennikarzem i "straszenie" tym na lewo i prawo.
Sam jestem ojcem dwuletniego dziecka i mam prawo się na ten temat wypowiadać: w tym wieku niemal każdy przedmiot (miejsce, sytuacja...) może stanowić potencjalne niebezpieczeństwo, jeśli używany jest bez opieki/nadzoru rodziców.
Co do samej zabawki - mój syn ma ją od kilku miesięcy (na własne ryzyko i pod miom okiem testowaliśmy ją jeszcze przed osiemnastym miesiącem) - spadł nie raz, ale zawsze wstaje z uśmiechem. Przede wszystkim dlatego, że nie przyszło mi do głowy pozwalać bawić się dziecku w tym wieku na tym podobnych zabawkach na twardym podłożu - zawsze na dywanie. Podobnie: mój syn jeździ na rowerku i - odnosząc się do jednej z wcześniejszych wypowiedzi - musiał zrozumieć, że nie jest bezpieczną zabawą jeżdzenie po parkingu między stojącymi i jeżdżącymi samochodami. Choć bardzo tego chciał. Ustaliliśmy, że nawet zabawa miewa ograniczenia.
Cóż, najwyższe uznanie dla IKEI za wyjątkową postawę.
Szkoda, że wielu rodziców nie będzie mogło dzięki Piotrowi kupić dziecku tej doskonałej zabawki (mam nadzieję, że jednak okaże się bezpieczna i wycofanie jest jedynie tymczasowe.
Mam też dziwne przeczucie - niczym oczywiście nie podparte - że działania autora artykułu to kiepska "dziennikarska" prowokacja obliczona na tani choć spektakularny efekt, mający na celu zbadanie wytrzymałości IKEI.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję! Plus!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moim zdaniem reakcja tego ojca 19-miesięcznego dziecka była jak najbardziej prawidłowa i całkowicie uzasadniona!!
Jak można pisać (myślę tu o Mariuszu) że dziecko się zbyt mocno wychyliło czy się zsunęło????
Nie zapominajmy że tu chodzi o dzieci od 18 miesiąca życia - jak im wytłumaczyć że ma się mniej wychylać czy siedzieć idealnie na środku bujaczka??
Ta zabawka powinna być tak skonstruowana żeby zapewnić bezpieczeństwo dziecku podczas zabawy.
Jeśli ktoś zna sposób na wytłumaczenie dziecku że na bujaczku nie wolno mu się bujać bo spadnie to niech mi da znać.
A po drugie uważam że Mariusz wyraża swoją opinię o zabawkach a w ogóle nie ma dzieci, bo inaczej by takich głupot nie pisał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

(-) Nie chcę tutaj bronić produktów Ikei, ale cały artykuł jest o zabawce jest po prostu żenujący. Synek autora dwa razy spadł i od razu "zabawka = bubel". Skoro autor używa sformułowania "dziennikarz Wiadomości 24.pl" to oczekuję czegoś więcej. Ani słowem się nie zająknął jak faktycznie wyglądał przebieg zdarzenia, tj czy synek za mocno się wychylił (bo może ta zabawka na to pozwala), czy też może się zsunął (bo ze zdjęć wynika, że zabawka ma dość śliską powierzchnię). Jako czytelnik nie wiem, na czym polega niebezpieczeństwo korzystania z tej zabawki. A po drugie: co to za śmieszne sformułowanie w liście do Ikei: "syn dwa razy w ciągu 15 minut wylądował z hukiem" - to znaczy co, latał pod sufitem na tej zabawce? Trochę więcej profesjonalizmu albo rezygnacja z tytułu "dziennikarz".

Komentarz został ukrytyrozwiń

+;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja nie bronię produktu - ja bronię obiektywizmu, którego tutaj nie ma za grosz. Ty, badając jeden przypadek, od razu stwierdzasz autorytatywnie, że ta zabawka jest niebezpieczna. Nie twierdzę, że na pewno nie masz racji, ale wyobraź sobie, że ktoś tu napisze, że jego dziecko bawi się na tym bujaczku od miesiąca i ni raz się nie przewróciło. Opinia innego rodzica chyba jest tak samo dobra jak Twoja, nieprawdaż? Jeden przypadek NIE MOŻE być generalizowany.
Ciekaw jestem co na Twoje pismo i twój artykuł Ikea - jeśli zabawka przeszła wszystkie testy i została dopuszczona na polski rynek jako bezpieczna, to twój artykuł może być potraktowany jako celowe przedstawianie marki Ikea w złym świetle (czego ci nie życzę, ale w takich korporacjach różnie bywa). Ewentualnie możemy mieć "bujaczekgate" jeśli ktoś podpisał papiery nie widząc i nie testując zabawki (co też nie jest niemożliwe - nie wiem jak teraz wyglądają przepisy - może jest jakiś atest na cała Unię globalnie i nikt u nas już nie ma nic do gadania).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.