Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

53228 miejsce

Uwaga, nadchodzi!

Może to już starość? Chociaż, czy ja wiem? Od kiedy sięgam pamięcią, zawsze bałem się maja. Tej jego podstępnej, krótkotrwałej urody. Nadziei na coś, co nigdy do końca nie miało się spełnić. Powabu, zniewalającego przez moment.

Bzu, co w chwilę po wybuchu fioletem - rdzewiał. Dzwoneczków konwalii w wazonie, jakiś czas potem - bezwonnych, bezdźwięcznych.
Maj za dużo zapowiada, narkotyzuje, przekarmia, wpędza w błąd. Może najlepiej przeżywać go w lutym? Bo wtedy, gdy jego realny czas, poświęcimy mu co najwyżej - połowę uwagi. Tyłem do słońca, z plecami pochylonymi nad grządką, która na szczęście zakwitnie dopiero za miesiąc, dwa. Maj najlepiej się sprawdza w czekaniu na maj. Nawiedzając nas gwałtownie i często bez uprzedzenia, przypomina nabzdyczonego bachora, któremu wszystko wolno.

Maj pozbawiony kontroli może doprowadzić do szaleństwa.
Zupełnie jak owego starca, patrzącego na śliczną licealistkę siedzącą w pierwszym rzędzie. Patrzył ze smutkiem, a potem "głupi" rozwijał przed nią pawi ogon, spleciony z doświadczeń, popularności i efekciarskiej znajomości poruszanych rzeczy.

Była majem. Była tak młoda i piękna, że swoją urodę mogła jeszcze traktować z bezczelną pobłażliwością. Widząc tę dziewczęcą wiosnę, stary wył w głębi serca i maj przesuwał na luty.

Bo człowiek w pewnym momencie swojego życia przestaje zasługiwać na maj - w jego pełnym wymiarze. Może go co najwyżej podglądać, cieszyć się nim poniekąd. Bez większego zacietrzewienia. Inaczej może wpędzić się w niebezpieczne odczuwanie, ponad stan. Bowiem miesiąc ten - z roku na rok - zamiast odpuszczać, coraz bardziej atakuje i zniewala. Żeby ocaleć, trzeba umieć się z nim rozminąć. Ustąpić z drogi.

Maj do końca naszego życia będzie ogłaszał, że należy do wszystkich. A człowiek zawsze będzie sobie wmawiał tę oczywistą bzdurę, że - w istocie.
Maj starszych boli. Ale tylko nieliczni przyznają się do tej udręki. Dlaczego? Bo ja wiem? Może przez modny dzisiaj trend trzymania się pazurami młodości? Może z powodu lęku przed starością? Może z głupoty, z którą łatwiej popychać do przodu życie? Może.

Ja w każdym razie (we własnym imieniu) wsiądę majem na swój stary rower i pomykając wzdłuż Błoń, a potem brzegiem Rudawy, kątem oka spoglądać będę w stronę kwitnących drzew jabłoni z myślą, że mimo miłości, jaką żywię do wiosny, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby wreszcie? trafił ją szlag!

Co nie zmienia faktu, że tym, którzy myślą inaczej, życzę - wszystkiego najlepszego. Choćby mojej ukochanej sąsiadce Ani Wejman. Za te dwa małe krzaki magnolii, kwitnące w ich ogrodzie. Patrzę na nie z balkonu i myślę, że kwiaty Ani - zdaniem jej Staszka - nie przekwitają nigdy.
No cóż? podoba mi się.

http://www.gazetakrakowska.pl/

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Ładnie napisane+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękna metafora! Panie Janie, choć przeminie – to ciągle jeszcze przed nami. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.04.2007 21:49

Podoba się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bo to jest tekst do osobistej deklamacji ze? sceny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.