Facebook Google+ Twitter

Val di Fiemme. Kowalczyk wicemistrzynią w "królewskim biegu"

Dystans 30 km w kobiecych biegach narciarskich określany jest mianem "królewskiego". To najbardziej prestiżowa konkurencja, w której każda z narciarek chce wypaść jak najlepiej. We Włoszech najlepsza okazała się Norweżka Marit Bjoergen.

 / Fot. PAP/EPAW sobotę odbyła się ostatnia kobieca konkurencja biegowa mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Dolinie Płomieni - bieg masowy na dystansie 30 km stylem klasycznym. Obrończynią tytułu mistrzowskiego, chociaż w Oslo (2011) rywalizowano krokiem dowolnym, była Norweżka Therese Johaug, którą wymieniano jako jedną z trzech głównych faworytek do zwycięstwa. Kandydatką do zwycięstwa była również jej reprezentacyjna koleżanka Marit Bjoergen oraz Justyna Kowalczyk.

Na sobotnią rywalizację biegaczek narciarskich oczekiwało wielu kibiców w Polsce, licząc, że w końcu polska Królowa Nart, Śniegu i Zimy zdobędzie w Val di Fiemme medal, najlepiej złoty. Do tej pory na swym koncie pochodząca z Kasiny Wielkiej sportsmenka miała w tej mistrzowskiej imprezie szóste miejsce za sprint "klasykiem", piąte za skiathlon (7,5 km stylem klasycznym i 7,5 km stylem dowolnym) i dziewiąte za bieg rozstawny 4x5 km (2,5 km stylem klasycznym i 2,5 km stylem dowolnym). Oprócz Justyny Kowalczyk z reprezentantek Polski do rywalizacji przystąpiła Kornelia Kubińska.

W tak długim biegu dużą rolę odgrywa smarowanie sprzętu narciarskiego. By więc wyrównać szanse zawodniczek regulamin zezwala na trzy zmiany nart podczas biegu. Na królewskim dystansie w Dolinie Płomieni zawodniczki musiały pokonać sześciokrotnie pięciokilometrową pętlę. Na początku rywalizacji tempo dyktowały naprzemiennie Justyna Kowalczyk, Finka Aino-Kaisa Saarinen oraz Norweżki Therese Johaug i Marit Bjoergen. Po 5 km te zawodniczki prowadziły. W 10 s czasu mieściło się jednak jeszcze dwanaście innych zawodniczek. Wcześniej, bo w okolicach 2-3 km, Polka chciała się napić, ale nie utrzymała bidonu. Na szczęście jednak nie przewróciła się.

Po 10 km na prowadzeniu wciąż była liczna, bo trzynastoosobowa, grupa biegaczek. Wtedy też niemal cała czołówka, poza Japonką Masako Ishidą, zdecydowała się na pierwszą zmianę nart. Biegnąc na świeżym sprzęcie Bjoergen, Johaug i Kowalczyk zdecydowały się od razu na zwiększenie tempa, które wytrzymywała tylko Norweżka Heidi Weng. Po 11,8 km prowadziła więc Bjoergen, przed Kowalczyk (0,2 s straty), Johaug (1,2) i Weng (1,8). Po tym punkcie pomiaru czasu przyspieszyła jeszcze Polka, ale ponieważ nie udało jej się "urwać" trzech Skandynawek, to w efekcie zwolniła. To sprawiło, że dołączyła do nich Niemka Nicole Fessel.

W połowie dystansu przewaga liderującej piątki narciarek nad szóstą Szwedką Anną Haag wynosiła prawie 5 s i nad kolejną dwójką rywalek - Finką Kerttu Niskanen i Norweżką Kristin Stoermer Steirą - około 12-13 s. Po 16,8 km stawce wciąż przewodziły Justyna, Therese, Marit, Heidi i Nicole. Ich przewaga nad kolejnymi narciarkami wzrosła do ok. 25 s. Jeden z decydujących momentów biegu miał miejsce ok. 18 km. Wtedy znacznie tempo zwiększyła Johaug, co sprawiło, że "odstawać" zaczęła Weng i Fessel. Utrzymywała się tylko Bjoergen i Kowalczyk.

Po 20 km Therese, Justyna i Marit zdecydowały się na ponowną zmianę nart. Uczyniły to też kolejne zawodniczki. Ze sprzętem bardzo szybko uporała się Johaug i Kowalczyk, wolno natomiast Bjoergen. Filigranowa Norweżka i Polka nie potrafiły jednak tego wykorzystać i nie uciekły utytułowanej rywalce. Na 5 km te trzy narciarki wciąż biegły razem. Ich przewaga wynosiła już ponad 42 s i pewnym się stało, że to one między sobą rozdzielą medale. Na 3,2 km przed metą nic nie uległo zmianie. Stało się więc jasne, że o kolejności na podium zadecyduje ostatni podbieg i ewentualnie finisz.

Tak też się stało. Przed ostatnim wzniesieniem na atak zdecydowała się Marit i Justyna, co sprawiło, że w walce o zwycięstwo przestała liczyć się Therese. Polka i starsza z Norweżek stoczyły ze sobą walkę na ostatniej prostej. Tym razem jednak lepsza okazała się Marit Bjoergen, która została drugą w historii narciarką, która dwukrotnie wywalczyła mistrzostwo świata na najdłuższym dystansie. Trzykrotnie ta sztuka udała się w latach 90. XX wieku Rosjance Jelenie Wialbe. Wicemistrzynią świata została Justyna Kowalczyk, a medal brązowy wywalczyła Therese Johaug. Z kolei Kornelia Kubińska zameldowała się na mecie na początku trzeciej dziesiątki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Curze Justyna jest już zmęczona sezonem i nie dala rady z Marit. Jest srebro , dobre i to. Brawo.!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawo brawo brawo , chłopaki wyskakali brąz !!!
Pomyła w obliczeniach Norwega Bardala . Sory , że tu piszę !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.