Facebook Google+ Twitter

Valencii sen o Madrycie

Na przestrzeni jednego tygodnia Valencia musi aż trzykrotnie zmierzyć się z Realem Madryt. Dwa spotkania ma już za sobą i nie może ich uznać za udane. Siedem goli straconych i żadnego strzelonego.

Szanse na półfinał rozgrywek pucharowych Valencia ma. Strata dwóch bramek na wyjeździe nie jest do nieodrobienia. Zwłaszcza, że gra u siebie. I teoretycznie wszystko byłoby w porządku, gdyby raz, nie Real, a dwa, nie potyczka w lidze, gdzie w jednej połowie mistrzowie Hiszpanii z niebywałą łatwością pokonali aż pięć razy bramkarza Valencii. Po trzecie, Valencia zagra bez swojego najlepszego strzelca Roberto Soldado, który został wykluczony z meczu przez uraz mięśnia.

Zaliczka bramkowa i spora przewaga psychologiczna są po stronie Królewskich. Tylko czy zdołają to wykorzystać?

W pierwszym meczu pucharowym 15. stycznia Valencia gała dobrze, żeby nie powiedzieć lepiej od Realu. Zabrakło szczęścia, przeszkodzili sędziowie. W drugim niedzielnym meczu Valencia grała dobrze tylko do pierwszej straconej bramki. Potem defensywa się posypała. Zapowiadał się pogrom, choć ostatecznie Real odpuścił, zachowując siły na dzisiejszy pojedynek. Real w tym sezonie gra różnie, przede wszystkim nierówno, a dodatkowo nieporozumienia w szeregach piłkarzy z Mourinho przysparzają więcej problemów niż korzyści.

W czwartek Malaga podejmie Barcelonę. Niespodzianka wisi w powietrzu. Malaga na wyjeździe strzeliła dwie bramki i ostatecznie padł remis 2:2. Przeciwnik jednak nie należy do kategorii łatwych i w tym sezonie raczej wpadki mu się nie zdarzają. Zwycięzca tej pary w półfinale zagra z Realem lub Valencią. Półfinał Pucharu Króla w Hiszpanii może być przedwczesnym finałem rozgrywek. Czyżby kolejne El Clasico wisiało w powietrzu?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.