Facebook Google+ Twitter

Valerian Ruminski: Lubię wyzwania

Rozmowa z Valerianem Ruminskim, Amerykaninem polskiego pochodzenia, uznawanym przez krytyków za jeden z najciekawiej rokujących basów na świecie, mającym już za sobą występy m.in. w Metropolitan Opera, Carnegie Hall i Monte Carlo Opera.

Valerian Ruminski z kontrowersyjnym znaczkiem / Fot. Ryszard K. HetnarowiczUrodził się pan w Buffalo, w Stanach Zjednoczonych, ale podkreśla pan swoje polskie pochodzenie. Jak głębokie jest to zakorzenienie?
- Właściwie to urodziłem się z ojca Polaka i matki pochodzenia irlandzko-francuskiego. Zostałem jednak adoptowany przez rdzennie polską rodzinę, o czym świadczyć mogą chociażby nazwiska moich dziadków i rodowe babć, takie jak Adasiak, Michalak, Woliński... No i oczywiście moje. Niestety, po polsku mówili już tylko dziadkowie, ale kultywowane były narodowe tradycje. Do dzisiaj utkwiło mi w pamięci żartobliwe smaganie witkami z okazji wielkanocnego dyngusa. Na marginesie dodam, że zgodnie z amerykańskimi zwyczajami powinienem do swojego imienia dodawać liczebnik „trzy”, ponieważ dziadek był Walerian Walenty, ojciec Walerian Stanisław...

...a w pana przypadku poprzestano na jednym imieniu.
- Ależ nie! Tylko dla potrzeb mojego życia artystycznego ograniczam się do jednego. W dokumentach figuruje jako Walerian Marcin Mateusz Ruminski. Prawda, że na afiszach
i w programach zajmowałoby to nazbyt wiele miejsca? Pod tym względem mógłbym przyćmić nawet Wolfganga Amadeusza Mozarta!

O tym, że rozpoczął pan karierę śpiewaka operowego zadecydowało wychowanie, tradycja rodzinna czy... Właśnie, co?
- Na dobrą sprawę babcia. To ona zauważyła, że mam słuch i głos, bo próbowałem śpiewać od małego. W domu było bardzo dużo płyt, a ja nie tylko ich słuchałem i podśpiewywałem sobie, ale i próbowałem dyrygować tą niewidzialną orkiestrą. Batutę robiłem sobie z ołówka. Babcia zachęciła ojca do tego, by ten zapisał mnie do chóru, najlepszego w Buffalo, prezbiterian. A może chciała dać mi możliwość śpiewania bez... konieczności wysłuchiwania skarg kolegów, którzy mieli już tego trochę dość? Prezbiterianie mieli w repertuarze niezwykle trudną i ambitną muzykę autorstwa wybitnych kompozytorów klasycznych. O poziomie tego chóru niech świadczy chociażby to, że opera w Buffalo angażowała naszych chłopców i śpiewali oni w chórze podczas przedstawień operowych. W ten sposób zadebiutowałem i ja. W "Tosce" Pucciniego. Miałem wtedy 10 lat. Nigdy wcześniej nie byłem w operze. W rodzinie tylko babcia była zainteresowana tą dziedziną sztuki. Dodam, że od tamtego czasu jedynie wyjątkowo zdarza mi się być widzem. Zawsze uczestniczę w widowisku operowym „od wewnątrz”. Jako wykonawca. Natomiast w czasie wolnym, gdy tylko mam okazję, oglądam spektakle teatralne. W nich... rzadko śpiewają!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Świetny wywiad pod każdym względem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.09.2009 19:53

Wywiad z Valerianem Ruminskim... "Lubię wyzwania"
kolejny plus dla Słupska że artystę zaprosił:)
... a co do "rozmowy" czytam...

Pozdrowienia dziś z wieczornego krakowskiego Kazimierza

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.