
16 sierpnia 2010 roku ukazał się trzeci studyjny album warszawskiej formacji
Vavamuffin. Po raz kolejny zespół raczy nas świetnie wyprodukowaną muzyką, bezpretensjonalnymi tekstami łamiącymi schematy szeroko pojętej muzyki jamajskiej. Nie ma schematycznego ględzenia o Babilonie, Górze Syjon, czy sakramentalnej sensi.
Przede wszystkim zespół szuka własnej tożsamości, eksploruje nowe nieodkryte jeszcze obszary. Każdy z trójki artystów jest charakterystyczny, posiada swój własny, niepodrabialny styl. Na szczególną uwagę zasługuje Pablopavo, który po wydaniu swej solowej płyty stał się artystą dojrzałym i wyrósł na lidera zespołu.
Na
„Mo’ better rootz” znajdziemy kawałki opowiadające o politykach, dzieciach, które zaangażowane są w wojenne działania, czy o tym „Aby wyjrzeć za Barbakan”. Do bardzo udanego występu można zaliczyć zwrotkę w „Cel Pal” warszawskiego rapera Vienia z legendarnej Molesty. Vavamuffin to już nie tylko zespół tworzący muzykę reggae. Na najnowszej płycie usłyszymy kawałki zainspirowane muzyką hinduską, afrobeatem(jedenastominutowe African Dancehall), czy modnym ostatnio dubstepem. Spowodowane jest to zaproszeniem na płytę ludzi wywodzących się z różnych muzycznych środowisk np. takich jak: Crispy Horns (sekcja dęta Zion Train), Tomasz Glazik (m.in. Kult), Sir Michu (producent i współtwórca sukcesów ostatnich albumów Tedego i Warszawskiego Deszczu).
Album jest osadzony w klimacie muzyki
reggae, lecz płyta wyróżnia się swoim eklektyzmem. Vavamuffin to zespół, który nie boi się eksperymentów, ciągle szuka swojej drogi i wciąż zaskakuje. Muzyka na co najmniej europejskim poziomie. Dla wszystkich ludzi, którzy słuchają muzyki, a nie gatunków.