Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

149328 miejsce

Vendetta ...

Mieliśmy z bratem jeden magnetofon i ciągle prowadziliśmy wojny w czyim pokoju ma stać. Nigdy nie mogliśmy dogadać się w tej kwestii.

On znosił do domu jakieś dziwne kasety, ubierał się na czarno i znikał wieczorami ze swoimi długowłosymi kolegami. Diabły-myślałam.

Podkradłam mu wtedy ten nieszczęsny magnetofon i słuchałam ulubionych zespołów od New Kids On The Block po Krzysia Antkowiaka. Rano sprzętu już nie miałam a zza drzwi pokoju Pawła dochodziły złowieszcze dźwięki rżnięcia piłą, kruszenia betonu i ryku morskich fal. Bolała mnie od tego głowa ale kochany starszy brat w przypływie dobroci mówił – spokojnie jeszcze docenisz taką muzykę. Pukałam się w czoło w odpowiedzi na te jego słodkie zapewnienia.

Pewnego dnia doprowadzona do szału w związku z walka o grundiga pozrywałam mu plakaty ze ścian. Nie ma co się oszukiwać tapeta w kwiatki która zakleił tymi wytatuowanymi odzianymi w czarne skóry brzydkimi facetami była sto razy ładniejsza.
Jakież było moje zdziwienie kiedy pewnego dnia po powrocie ze szkoły ujrzałam moją ukochaną lalkę przyczepiona żabkami za włosy do karnisza. Wisiała ta moja biedna Zuzia czy Klara i patrzyła na mnie ze smutkiem. Ależ narobiłam wrzasku w domu.
Nawet jak zostaliśmy zmuszeni do zakopania toporu wojennego i podpisania traktatu pokojowego w kuchni pojawił się nowy problem – komputer Commodore C64.
Tym razem w związku z gabarytami tego cudu techniki nie mogłam go wykradać z pokoju brata, mogłam z niego korzystać tylko stacjonarnie, w wyznaczonych godzinach. Siedziałam więc w tym sanktuarium piekielnych mocy, otoczona na nowo przyklejonymi plakatami strasznych ludzi i próbowałam zagrać w Gianna Sisters.

Nie było to takie łatwe, bo aby oddać się tej wspaniałej rozrywce trzeba było wpakować kasetę z grą do specjalnego magnetofonu połączonego kablem z komputerem, nacisnąć klawisze i czekać. W tym czasie na monitorze zaczynały się pojawiać rzędy czerwono-czarnych skaczących fal a z głośników dobiegały okropne piski i trzaski, które zresztą wydawały mi się całkiem znajome. A dzisiaj to jestem więcej niż pewna, że bracia Cavalera na początku utworu Inflikted wykorzystali dźwięki wgrywania gier, drążąc temat dalej, również musieli posiadać Commodore.

Cavalera Conspiracy

Zapomniałam jednak o najważniejszym podczas całej wyżej wymienionej procedury
należało wstrzymać oddech na co najmniej dwie minuty ponieważ najmniejsza nawet turbulencja wywoływała skutek uboczny w postaci migającego na ekranie słowa error co skutkowało obowiązkiem przewinięcia kasety do początku i powtarzaniem czynności
od nowa.

Kiedy granie już mi się znudziło, zadomowiłam się w tym jego pokoju i oswoiłam z paskudnymi gębami spoglądającymi na mnie ze ścian uznałam, że kolejnym naturalnym krokiem jest rozpoczęcie programu przeszukiwania nazywanego potocznie grzebaniem w rzeczach brata. Setki kaset - na pewno żadna z nich nie była w swoim pudełku, porozwalane to wszystko okropnie lub też spoczywające w nieładzie artystycznym. Slayer, Anthrax, Sepultura, Running Wild nic mi te nazwy nie mówiły ale z doświadczenia wiedziałam, że żaden z wykonawców nie śpiewa o Puszku Okruszku.
Jeśli w ogóle te dźwięki miały coś wspólnego ze śpiewem. Stosy gazet o heavy metalu, jakieś książki, ładna- bo czerwona gitara elektryczna, zdjęcia z kolegami – przysięgam wszyscy wyglądali tak samo, czarne postacie na czarnym tle – po prostu dno.

Ale na najwyższej półce regału tuz przy oknie znalazłam coś ciekawego. Stał tam kryształowy kufel przywieziony z jakiejś karczmy piwnej z ucha którego zwisał wielki ceramiczny medal z napisem – zasłużony piwożłop. Pomijając medal, bo samo hasło już mnie zbulwersowało zajrzałam do kufla i tam natrafiłam na skarb – gruby plik, kolorowych biletów z koncertów. Tak, mój brat jeździł ochoczo i z pasją na rożne Metalmanie, Mayday Rock festiwale i tylko Chorzów, Katowice
w tą i z powrotem a jak mnie
trzeba było gdzieś szybko zawieźć samochodem to on wtedy rozpoczynał czasochłonny rytuał wiązania buciorów sięgających mu chyba do pasa.

Po pewnym czasie kiedy życie w hałasie stało się nie do zniesienia a na plakatach w moim pokoju ktoś dorysował chłopcom z boysbandu wąsy i to brutalnie bo czarnym markerem, postanowiłam dokonać zemsty ostatecznej.

Wywlekłam szydełkiem taśmę z ukochanej kasety brata Chaos A.D. i powiedziałam, że zrobił to nasz mały kot. Próbowałam nawet upozorować zabawę kota taśma jak kłębkiem wełny ale nie zadbałam o swoje alibi i szeroko pojęty ciąg przyczynowo skutkowy. No bo jak to małe futrzane stworzenie wyjęło kasetę z magnetofonu ??
Nikt nie uwierzył w moją opowieść o lądowaniu kosmitów, którzy napromieniowali kota energia umożliwiająca obsługiwanie sprzętu grającego – dostałam po łapach.

Powiedział mi wtedy - pożałujesz tego Vendetta. Nie wiedziałam czyim imieniem mnie nazywa wzruszyłam więc tylko ramionami i poszłam się wypłakać teraz już wąsatym chłopcom z NKOTB.

Po długim i trudnym okresie dojrzewania byłam już tak osłuchana tymi piskami i trzaskami z jego kolekcji, ze nawet zaczęłam jego zbiory systematyzować, układać i dopasowywać odpowiednią kasetę do odpowiedniego pudełka, żeby było ładnie, po trzech, czterech dniach wszystko wracało do punktu wyjścia, czyli hałda plastiku zalegająca na dywanie, uznałam więc że jest to Syzyfowa praca i na chybił trafił losowałam kasetę do przesłuchania.

Na któreś święta pod choinkę kupiłam mu czarną koszulkę z jakimś krwawym obrazkiem, chociaż sprzedawca w sklepie muzycznym trzy razy pytał, czy się nie zgubiłam i czy na pewno o taki T-shirt chodzi. Kiedy odpakowałam swój prezent od brata nie mogłam nie zawyć ze szczęścia, była to płyta Enrique Iglesiasa nazywanego przez niego ironicznie Plexiglasem.

I właściwie po pewnym czasie okazało się, że osiągnęliśmy porozumienie pomimo barier a w mojej kolekcji płyt obok wspomnianego Plexiglasa, pojawił się Ravel, Red Hot Chili Peppers, Queen, Pink Floyd, Gary Moore i wielu innych ale w centralnym punkcie leżała, leży i leżeć będzie zniszczona i odkupiona przeze mnie płyta Sepultury Chaos A.D.

I zgodzę się z moim bratem, że nie znam się na muzyce ale to on mnie nauczył tolerancji w świecie dźwięków. Słowa plus te dźwięki właśnie, jakie by nie były dziwne coś w sobie mają, ktoś to nagrał, zaśpiewał, wykrzyczał, wycharczał, wypluł. Trzeba tylko chcieć je zrozumieć, zgodzić się lub nie, zaakceptować lub odrzucić ale przede wszystkim poznać, przesłuchać a dopiero potem oceniać.
Zrozumiałam dzięki bratu, że nauka tolerancji to walka z własnym strachem i niewiedzą. Bo jak ktoś nosi się na czarno i ma długie włosy to nie znaczy że jest zły bo ciocia Zosia tak mówiła a jej słowa to przecież świętość !
Nie zamyka mu się szkolnej bramy przed nosem jak na spocie wyborczym LPRu.

Nie strzela się do niego z wiatrówki jak do szpaka na czereśni bo tak zwykli fani ciężkiego grania jak i owe ptaszyska są objęci ochroną gatunkową. Jednym gwarantuje ją Konstytucja a drugim ustawa o ochronie przyrody. A czereśni i przestrzeni wystarczy dla wszystkich.

Pod koniec tamtego roku byliśmy razem na jedynym w Polsce koncercie Illusion we wrocławskiej Hali Stulecia. Słowa Vendetty znam na pamięć od bardzo dawna i chociaż śpiewać nie potrafię z przyjemnością wykrzyczałam je w tłumie innych głosów.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.