Facebook Google+ Twitter

Veras & Galland, czyli jazzowe szaleństwo we Wrocławiu

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2007-11-30 14:30

X Wrocławski Festiwal Gitarowy Gitara 2007 trwa. W czwartek byłem świadkiem kolejnego fantastycznego koncertu. Tym razem, w Jazz Klubie „Rura” wystąpił duet perkusyjno-gitarowy, Nelson Veras & Stéphane Galland.

Gitarzysta Nelson Veras podczas koncertu we Wrocławiu, 29 listopada 2007 roku / Fot. T. JośkoGitarzysta Nelson Veras ma trzydzieści lat. Urodził się w Brazylii, ale od szesnastu lat mieszka we Francji, w Paryżu. Jest uznanym i wielce cenionym gitarzystą jazzowym. Współpracował już m. in. z Patem Methenym, Garym Peacockiem, czy Stevem Colemanem. Z kolei 38-letni Stéphane Galland, to niezwykle utalentowany perkusista, który pochodzi z Belgii. Nagrał już ponad 50 płyt, grał m. in. z Joe Zawinulem, czy Zap Mama.

Duet, jaki instrumentaliści tworzą na scenie jest jednym z wielu ich projektów, dlatego okazja do zobaczenia ich na żywo wydawała się jeszcze bardziej kusząca. Wrocławskie Towarzystwo Gitarowe, na stronach poświęconych Festiwalowi, zapowiadało ów występ jako „niepowtarzalny projekt artystyczny”, poświęcając sporo miejsca fascynacji obu artystów muzyką i rytmami afro-amerykańskimi. Krótko mówiąc, zapowiadał się świetny występ.

Duet Nelson Veras & Stéphane Galland improwizuje na koncercie we Wrocławiu, 29 listopada 2007 roku / Fot. T. JośkoGdy przybyłem do klubu, okazało się, że nie tylko ja miałem podobne oczekiwania. Sala była szczelnie wypełniona ludźmi, wszyscy z niecierpliwością oczekiwali bohaterów wieczoru. Gdy poinformowano nas, że koncert rozpocznie się z pewnym poślizgiem („Proszę się jeszcze czuć klubowo, nie koncertowo”), napięcie sięgało niemal zenitu. Wreszcie, mniej więcej z półgodzinnym opóźnieniem, na scenie pojawili się dość niepozornie wyglądający muzycy. Bez wielkich fajerwerków i zapowiedzi (jeśli nie liczyć krótkiej introdukcji francuskiego konsula, dokonanej z racji pełnionego przez konsulat honorowego patronatu) Nelson Veras & Stéphane Galland rozpoczęli swój koncert.

Już po kilku pierwszych dźwiękach, jakie wybrzmiały ze sceny tego wieczoru, było jasne, że wszelkie oczekiwania diabli wzięli. Muzyka jazzowo-rozrywkowa, afro-amerykańskie rytmy, etniczny posmak całości? Gdzie tam! Panowie Galland i Veras postawili na zupełnie co innego i uraczyli zgromadzonych w „Rurze” słuchaczy półtoragodzinnym freejazzowym (!) setem najwyższych lotów. Czego tam nie było! Niezwykła biegłość techniczna obu instrumentalistów, wolne od wszelkich zahamowań i granic szalone improwizacje, solówki gitarowe i perkusyjne, niebanalne harmonie, słowem - prawdziwy muzyczny jazzowy zgiełk.

Gdzieniegdzie dało się usłyszeć tematy poszczególnych kompozycji, ale tak naprawdę to był wieczór improwizacji. Jasne, tu i ówdzie Stéphane Galland zagrał ze słyszalnymi wpływami muzyki etnicznej. Gdzieś przemknęła bossa nova, kilka razy słyszałem coś na kształt merengue. Afro – amerykańskie rytmy (cokolwiek to znaczy, tak na dobrą sprawę) również się pojawiły. Tylko, że gdybym chciał tak wymieniać style, musiałbym podać większość znanych przeze mnie rodzajów muzycznych (o ile nie wszystkie). Artyści czerpali po prostu całymi garściami z przebogatej muzycznej tradycji najrozmaitszych regionów świata, włączając poszczególne elementy układanki w swoją własną jazzową wizję. Która wczoraj absolutnie mnie powaliła. Czapki z głów!

Po koncercie udało mi się porozmawiać chwilę z gitarzystą projektu, Nelsonem Verasem. Oto zapis krótkiej rozmowy:

Muzycy duetu Nelson Veras & Stéphane Galland dziękują publiczności po wrocławskim koncercie, 29 listopada 2007 / Fot. T. JośkoNelson, świetny koncert! Pozwól, że Ci pogratuluję.
- Wielkie dzięki. Faktycznie, grało się nam całkiem przyjemnie i cieszę się, że publiczność to doceniła.

Wasz występ wydał mi się jedną wielką improwizacją.
- O tak, improwizacji było dziś bardzo dużo. Choć oczywiście zagraliśmy regularne kompozycje, one miały swoją strukturę, tematy. Po prostu je rozszerzyliśmy.

Duet perkusyjno-gitarowy to ciekawe przedsięwzięcie, zwłaszcza, że brak w nim przecież basu.
- Tak, basu brak, choć momentami nadrabiałem za dwóch i łączyłem funkcję basisty i solisty grając akordy (śmiech). Ale wydaje mi się, że brzmi to dobrze.

Czy macie na swoim koncie jakieś wspólne nagrania?
- Współpracowałem ze Stephanem przy nagrywaniu jednej płyty. Tam był właściwie rozszerzony skład, oprócz nas grał także pianista i flecista.

Czyli znów bez basu?
- Tak, znowu. (Śmiech).

Nelson, czego słuchasz na co dzień? Jaka muzyka Cię inspiruje?
- Och, jest tego całe mnóstwo. Najbardziej cenię chyba klasyków jazzu. Keith Jarrett, John Coltrane, Miles…

Jakie są wasze plany koncertowe? Czy zagracie jeszcze w Polsce?
- Jesteśmy właśnie po kilku występach w waszym kraju. Jutro udajemy się do Bydgoszczy (tu artysta miał spore problemy z wymówieniem tej nazwy, ale ostatecznie udało się nam dojść do porozumienia - przyp. TJ).

Dziękuję za rozmowę i jeszcze raz gratuluję świetnego koncertu.
- Dzięki, cieszę się, że się podobało.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

ja podpisuję się pod wszystkimi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Analogicznie podsuję się pod Maćkiem :P (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podpisuję się pod słowami Beaty (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.