Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

53579 miejsce

Veritas, pamiętaj o prawdzie

Ufałem jej. Ona nigdy nie kłamała, nigdy nie zagrała moją talią kart. Obecnie nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej, tak jak ona nie potrafi sobie wyobrazić życia ze mną. Żałuję. Mówi o mnie: "Największa pomyłka mojego życia".

AW / Fot. Elżbieta WiejaczkaByłem dwa lata z mężatką, dwanaście lat starszą ode mnie. Nasza relacja była bardzo niewinna. Pierwsza wielka miłość, pierwszy raz wypowiedziane przeze mnie: „Kocham”. Przez półtora roku było wspaniale, ale potem coś nagle stanęło w miejscu. Czas płynął, a między nami nic nie szło do przodu. Czułem niepewność, nie chciałem być zawsze tym drugim. Myślałem: „Muszę coś pokazać, coś udowodnić”.

Zacząłem kłamać notorycznie.

Że piszę tekst, kiedy nic nie robiłem. Że obroniłem magisterkę. Że zarobiłem więcej i mogę jej dać na operację. Większe i mniejsze, ale regularne nieprawdy. Kochałem ją i kłamałem, chociaż to się pozornie wyklucza. Patrzyłem w oczy, kryłem się za maską, udawałem. Kłamstwo na kłamstwie, tak budowałem ten związek.

Poznałem ją w dyskotece, była tam z koleżankami. Wtedy okłamałem ją pierwszy raz. Powiedziałem, że jestem starszy, nie chciałem stracić swojej szansy z powodu wieku. Ale, pamiętam, po raz pierwszy w życiu skłamałem, kiedy miałem sześć lat. Chciałem pomóc rodzicom, wygrać dla nich pieniądze, więc zadzwoniłem na teleaudio. Potem przyszedł rachunek na 600 zł. Rodzice pytali, czy mam z tym coś wspólnego. Nie przyznałem się.

Mówiłem im zawsze to, co chcieli usłyszeć. Miałem kompleksy, a chciałem być akceptowany. Czułem się pokrzywdzony, bo rodzice porównywali mnie z innymi, pokazywali, że tamci są lepsi ode mnie. No więc kłamałem, w końcu to stało się częścią mnie. Moje relacje z nimi opierały się tylko na tym - nawet wtedy, kiedy się już zorientowali.

Nie pozwalałem sobie na proste bycie człowiekiem. Chciałem przeskoczyć te dwanaście lat. Brakowało mi poczucia bezpieczeństwa, ale nigdy jej o tym nie powiedziałem, bo kiedyś wspomniała, że nie rozwiedzie się tylko dlatego, że ktoś na nią naciska. Więc nie naciskałem.

Zresztą myślę, że w takim układzie jest jej dobrze. Są razem - ona i jej mąż - od dwudziestu lat. Parą są fatalną, ale dobrymi kumplami. Nigdy nie miałem wrażenia, żeby ona rozważała kwestię rozwodu, chociaż już po wszystkim powiedziała mi, że brała to poważnie pod uwagę.

Czy mam przyjaciół? Ona, chyba tylko ją mogę nazwać przyjaciółką. Wyciągała rękę mimo wszystko. Ale to specyficzna relacja, to było przecież więcej niż przyjaźń. Poza nią nie mam nikogo, tylko taka szorstka przyjaźń z Tomkiem. Byliśmy kiedyś razem w seminarium - ani on nie skończył, ani ja. Poszedłem tam, żeby uciec z domu, pokazać, że dam radę, chociaż uważali mnie za nieudacznika.

Pustka. Doskwiera mi poczucie pustki. Relacje niby są, ale i nie ma ich, bo wszystko oparte na kłamstwie. Niejeden most spaliłem. Miałem kiedyś przyjaciela, mieliśmy zamieszkać razem, ja załatwiałem lokum. Ale ci ludzie, którzy mieli się z niego wyprowadzić, nie dostali kredytu, żeby kupić inne, więc zostali. A ja temu swojemu przyjacielowi kłamałem, że wszystko jest w porządku, że mieszkanie będzie. No i tyle zostało z naszej przyjaźni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.