Podobnie jak z ZaksąGospodarze imprezy, siatkarze Politechniki Warszawskiej, tak jak i dzień wcześniej, swoim rywalom równego kroku dotrzymywali tylko do pewnego momentu. Znów grali nierówno, co można było zaobserwować na tablicy wyników. W premierowej odsłonie do drugiej przerwy technicznej trwała wyrównana walka punkt za punkt. Po powrocie na parkiet kielczanie "odskoczyli" na 3 "oczka" (20:17), ale chwilę później było już tylko 20:19. "Pogoń" warszawian okazała się nieskuteczna, gdyż decydujące akcje padły łupem Farta i po dobrym zbiciu
Macieja Pawlińskiego jego koledzy mogli się cieszyć ze zwycięstwa.
Pod dyktando kielczanDruga partia od początku należała do Fartu. Pewne prowadzenie (5:2) z czasem się powiększało. Nie pomogły ani zmiany przeprowadzone przez trenera "Inżynierów",
Radosława Panasa (na boisku pojawił się
Wojciech Żaliński), ani brane przez niego przerwy. Pełną kontrolę nad wydarzeniami mieli podopieczni
Grzegorza Wagnera, triumfujący 25:20.
Niewykorzystane szansePolitechnika miała kilka okazji na przedłużenie meczu, o co najmniej jeden set w trzeciej części. Na pierwszej przerwie technicznej wygrywali 8:4, później 12:10 i 14:12. Nie utrzymali jednak tej różnicy i roztrwonili ją tuż po drugim, regulaminowym czasie. Końcówka ponownie należała do gości, którzy zwyciężyli do 23.
Najlepszym zawodnikiem warszawskiego AZS-u uznano rozgrywającego
Patricka Steuerwalda, natomiast w ekipie Farta - Szweda
Marcusa Nilssona.