Pozycja materiału w rankingach:
- Inaczej rozłożyłabym akcenty w swoim życiu. Nie marnowałabym cennego czasu na niepotrzebne, czcze rozmowy, zbędne spotkania, życie między płytkimi, pustymi, a jednocześnie mocno zadufanymi w sobie ludźmi. Żeby śpiewać – musiałam zaistnieć w różnych kontaktach międzyludzkich, w rozmaitych środowiskach. Strwoniłam wiele czasu na bzdury i to dziś boli najbardziej - z Violettą Villas rozmawia Marek Różycki jr.
taką jaką ja poznałem. Bynajmniej nie z goniących za tanią sensacją - tabloidów, brukowców czy bulwarówek, które żywią się i epatują czytelnika wiadomościami wyssanymi z brudnego palucha: plotkami, rzekomymi sensacjami, pomówieniami. Po prostu brzydzę się takim "dziennikarstwem". Także i tę naszą rozmowę zacznę nieco prowokacyjnie. Wydaje mi się, że wreszcie rozszyfrowałem Pani. Bliźniak drugiej dekady lubi wszystko, co modne, eleganckie, bardzo aktywne, żywe, dynamiczne, efektowne, błyskotliwe...Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Anna Snochowska 07.03.2009 22:16
Ona tak w ogóle to miała ciężkie życie, szkoda tak wielkiej artystki o potężnym i pięknym głosie(:
Włodek Przegaliński 26.02.2009 12:24
Świetny, przeprowadzony z ogromną empatią i wyczuciem wywiad. Podczas lektury sam zostałem obdarowany ładunkiem bardzo pozytywnych emocji. Myślę że pan Różycki mentalnie jest bardzo blisko pani Villas. Życzę pani Violetcie niegasnącej siły głosu, a panu Markowi siły równej sopranowi pani Violetty!
Lidia N 18.02.2009 18:24
Cenię u ludzi oryginalność. Nie identyfikuję się w żaden sposób ze stylem pani V V, ale nie wyobrażam sobie Jej w lateksowym ubranku. Myślę, że elementem narzucajacym Jej pewien image jest niesamowity głos i przede wszystkim włosy. Taka barokowa fryzura pasuje mi tylko do falbanek, koronek, gipiury, krynolin. Taka westernowa dama. Mogłabym ją co najwyżej ubrać w kraciastą koszulę i jeansy, ale wtedy to już najlepiej sprawdziłaby się śpiewając cuntry.
Myślę, że dla celów marketingowych najważniejsze jest to, żeby mieć jakiś wizerunek sceniczny, który nie dla wszystkich musi być śliczny :)
Artur Wojnowski 18.02.2009 16:27
Moles pisał o sztuce szczęścia w kiczu w odniesieniu do "nadawcy" tego kiczu. "Odbiorca" to zupełnie inna bajka.
Tylko jest jeden problem. Dlaczego jednym się "kicz" wybacza, a innym się "kicz" wytyka ..? Usprawiedliwieniem może być "tylko" talent ? Moim zdaniem nie może.
W imię uczciwości przed sobą samym. I nieuleganiu stadnym zachwytom. Ja "wdzianka" scenicznego pani Villas nie kupuję. Bez względu na Jej talent. Na szczęście można słuchać nie oglądając :)
Stefania Najsarek 18.02.2009 09:29
Po przeczytaniu raz jeszcze wszystkich komentarzy dochodzę do wniosku, że V.V. za wcześnie się urodziła;
wszyscy zgodnie doceniamy Jej niezwykłe możliwości wokalne.
Teraz, lansuje się często beztalencia, na siłę kreując z nich "gwiazdy".
Osoby obdarzonej takim głosem jak Pani Violetta, dzisiejsi menadżerowie nie wypuściliby z rąk.
Szkoda, że Jej pięć minut przeminęło; zdaje się bezpowrotnie.
Autor usunął profil 17.02.2009 23:44
Abraham Moles całą wielką rozprawę napisał pt. : "Kicz czyli sztuka szczęścia"; jednak w tym wydaniu - ten "kicz", to piosenkarka, aktorka, kompozytorka, autorka tekstów. Jej głos - to sopran koloraturowy o rozszerzonej skali, obejmującej 4 oktawy. Fenomen na skalę światową!.... :-))) Marr
Artur Wojnowski 17.02.2009 17:30
Głos wspaniały. Wizerunek sceniczny kiczowaty i tandetny. Taki na kasyna w Vegas właśnie. A przecież świadomy...
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +4355)